Trener Enea Astorii Bydgoszcz Artur Gronek: - Nie chowam się za plecami zawodników. Wiem, jakie błędy sam popełniłem

Joachim Przybył
Joachim Przybył
Artrur Gronek z Enea Astorią Bydgoszcz pracuje od 2019 roku Dariusz Bloch
Dlaczego Enea Astorii nie ma w play off? Jak będzie wyglądał nowy zespół w Bydgoszcz? Gdzie Asta ma być na setne urodziny za trzy lata? Odpowiada trener Artur Gronek.

Zacznijmy od bieżących wydarzeń. Jak ocenia pan ćwierćfinały PLK?
Cała czwórka półfinalistów zasłużyła na grę o medale. Było sporo ciekawych spotkań, żadna seria nie skończyła się do zera. Przyglądałem się zwłaszcza meczom Legii z Kingiem. Cieszę się, że doświadczony polski trener wygrał rywalizację. Wojciech Kamiński cały sezon pracował z zespołem na ten sukcesem. W półfinałach nie kibicuję nikomu, nie chcę analizować szans poszczególnych drużyn. Będę oglądał mecze i cieszył się koszykówką.

Wróćmy do Enea Astorii. Podpisał pan w Bydgoszczy trzyletni kontrakt, co nie zdarza się w PLK zbyt często. Czyj to był pomysł?
Zawsze to najpierw klub musi chcieć pracować z trenerem. Zareagowałem na taką ofertę z radością i satysfakcją. Jesteśmy razem dwa lata, nie były wyjątkowo dobre, ale też nie były złe. Klub obdarzył mnie i cały sztab zaufaniem, a może nie tyle nas, ile nasz styl pracy. Wiadomo, są różne okoliczności w trakcie rozgrywek, nie na wszystko mamy wpływ, ale klub uznał, że właśnie ten styl pracy daje prawdziwy obraz tego, co możemy razem osiągnąć.

Buduje pan sobie plan na trzy lata czy jednak koncentruje się tylko i wyłącznie na najbliższym sezonie?
Trzeba zawsze stawiać sobie ambitne cele i dążyć do nich stopniowo. Po dwóch latach pracy chcę w trzecim sezonie walczyć o wysokie miejsce. Zdajemy sobie sprawę, że to biznes, a w każdym biznesie na końcu liczy się pieniądze. Zwykle wygrywają mecze zawodnicy z wyższą jakością, talentem i umiejętnościami, a trener może im ewentualnie pomóc. Nie decydowałbym się jednak na taki kontrakt, gdybym nie wierzył, że jesteśmy w stanie rozwijać się w każdym kolejnym sezonie.

Dostał pan już informację, że budżet będzie wyższy w kolejnym sezonie?
Na razie nie ma żadnych decyzji. Wiem, że są widoki, aby sytuacja się poprawiła. Trzeba być cierpliwym i wyrozumiałym. Wiadomo, z jakimi trudnościami boryka się biznes, zwłaszcza ten lokalny, wciąż nie ma pewności co do wpływów z biletów. Kondycja naszego klubu może być zupełnie inna, gdy w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy i wpuści kibiców na trybuny.

Pana kontrakt zbiega się z setnymi urodzinami Astorii. Gdzie widzi pan drużynę za trzy lata?
Jeżeli wszystko będzie przebiegać po naszej myśli, to chciałbym, aby ten zespół był znaczącą marką w lidze i aby każdy rywal z nami się liczył. Takim celem sportowym jest najlepsza czwórka, bo potem wszystko już może się wydarzyć.

Czego Astorii zabrakło do play off w tym sezonie?
To było dużo okoliczności, ale także błędów, które popełniliśmy w okresie przygotowawczym i potem w czasie sezonu. Prowadzenie zespołu to praca niezwykle dynamiczna i błędy są nieuniknione. Kto popełni mniejsze, ten zwykle wygrywa. W naszym wypadku doszły kontuzje, konieczne rotacje w składzie na poszczególnych pozycjach: Michał Chyliński musiał jakiś czas grać na czwórce, Tomislav Gabrić na piątce. Przed kluczowymi pięcioma meczami dopadł nas koronawirus i cały czas cierpieliśmy z powodu braku naszych wspaniałych kibiców, w naszej hali to naprawdę bardzo ważny element.

Więcej punktów od Enea Astorii w sezonie zasadniczym traciła tylko Polpharma. To wynikało ze stylu gry pana zespołu czy też był poważniejszy problem z ustabilizowaniem defensywy?
Nie rozgraniczałbym tych dwóch przyczyn. Staraliśmy się grać szybko, więc siłą rzeczy przeciwnik miał także więcej posiadań w całym meczu. Jednak biorąc pod uwagę stracone punkty na ilość posiadań, to nasza defensywa pozostawiała wiele do życzenia. Przeanalizowaliśmy cały sezon, wiemy, gdzie popełniliśmy błędy. Na pewno jedną z pomyłek był dobór zawodników. Można mieć klarowny system, ale potem muszą być na parkiecie gracze, który mają we krwi charakter do walki w defensywie, potrafią czytać grę. Nie chowam się jednak za plecami zawodników, błędy systemowe także popełniliśmy i biorę je na siebie.

Która kontuzja miała największy wpływ na zespół?
Wszystkie długoterminowe. Markus Loncar miał być podstawową piątką, a wypadł na pół sezonu. Jeszcze nie zdążył wrócić do gry, a straciliśmy Łukasza Frąckiewicza. W końcu na miarę oczekiwań zaczął grać Michał Aleksandrowicz i też wypadł ze składu. Najważniejsze były jednak dwie kontuzje na obwodzie Pauliusa Dambrauskasa, to był dla nas zawodnik niezwykle ważny.

Kontuzje w dużym stopniu wpłynęły na efektywność zespołu. Ale czy także na styl jego gry?
Najtrudniej było zmodyfikować styl gry, gdy traciliśmy dwóch zawodników z wyjściowej piątki. Zupełnie inne były założenia, musieliśmy w trakcie rozgrywek dostosowywać się do nowych rozwiązań w ataku i obronie. Nie wszystko mogłem wyegzekwować na oczekiwanym poziomie, być może pewne rzeczy były za trudne dla tej grupy zawodników. To jak z Ferrari: teoretycznie każdy może wcisnąć gaz i rozpędzić się do 280 km/h, ale nie każdy kierowca zapanuje nad autem. Jak zawodnik w czasie meczu musi się zastanowić nad systemem, to traci płynność, czytanie gry, dynamikę.

Jaki będzie pomysł na zespół w kolejnym sezonie?
Musimy wyeliminować błędy, które popełniliśmy rok temu. Każdy trener chce mieć graczy z jak najwyższego poziomu, ale najpierw musimy zobaczyć, na jaka półkę będzie nas stać. Najważniejszym wyborem będzie rozgrywający. Chciałbym innego typu gracza, bardziej lidera prowadzącego grę, kontrolującego tempo całego zespołu, a nie koncentrującego się na sobie. To podstawowe założenie. Chciałbym znaleźć kilku zawodników multipozycyjnych, w tę stronę zmierza koszykówka. Dlatego zależało mi na zatrzymaniu Dambrauskasa, który może zagrać na pozycji od jeden do trzy i do tego ma ten wspomniany wcześniej charakter do defensywy.

Kilku zawodników ma ważne kontrakty. Wszyscy zostaną? Co z Markusem Loncarem, który rozegrał tylko połowę meczów w ostatnim sezonie?
Kontrakt obowiązuje obie strony. Na pewno musimy z jeszcze większą dokładnością przeprowadzić testy medyczne. Muszę być pewny, że zawodnicy wytrzymają obciążenia, jakie od nich oczekujemy. Markus zagrał świetnie w kilku meczach. Gdyby był zdrowy, to mielibyśmy z niego wiele pożytku w decydującej fazie sezonu. Wierzę w niego i uważam, że może nam bardzo pomóc także w kolejnym sezonie, jeśli uzgodnimy z agentem wszystkie szczegóły.

W ubiegłym roku Enea Astoria pierwsza zbudowała skład. Teraz też będziecie się spieszyć?
Nie budowaliśmy zespołu w takim tempie, bo tak chcieliśmy. Uważaliśmy, że będzie duży problem z pandemią, to był czas pierwszej fali zachorowań, było wiele niepewności. Obawialiśmy się skomplikowanych procedur ze ściąganiem zagranicznych zawodników. W tym roku sytuacja jest inna, więc z większą cierpliwością podejdziemy do poszukiwań graczy. Chcemy znaleźć takich, którzy dokładnie odpowiedzą na nasze oczekiwania.

Anwil Włocławek rządzi! Najlepsze memy po sezonie zasadniczym PLK

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Materiał oryginalny: Trener Enea Astorii Bydgoszcz Artur Gronek: - Nie chowam się za plecami zawodników. Wiem, jakie błędy sam popełniłem - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie