Polscy piłkarze nie boją się VAR-u na mundialu. Nasz arbiter Szymon Marciniak także

Waldemar Mazgaj
Waldemar Mazgaj
Szymon Marciniak doskonale przećwiczył protokół VAR w polskiej lidze. Niemal w każdej kolejce prowadził mecz, jak nie na boisku, to w busie, a czasami i tu i tu. Nz. fragment meczu Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław w grudniu ub. roku.
Szymon Marciniak doskonale przećwiczył protokół VAR w polskiej lidze. Niemal w każdej kolejce prowadził mecz, jak nie na boisku, to w busie, a czasami i tu i tu. Nz. fragment meczu Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław w grudniu ub. roku. Piotr Hukało
– Piłka się zmieniła i ta technologia musiała przyjść. Nie mogło być tak w nieskończoność, że wszyscy na trybunach już po kilku sekundach wiedzieli, że sędzia popełnił błąd a jedyną osobą nieświadomą był arbiter – mówił Szymon Marciniak, nasz eksportowy arbiter, który w Arłamowie przygotowywał się do mundialu w Rosji i jednocześnie uczył naszych zawodników nowego systemu.

– Do tej pory nie miałem okazji grać w meczu, w którym był stosowany VAR, ale mieliśmy spotkanie z sędzią Marciniakiem, który trochę nas wtajemniczył w niuanse. Odczucia są takie, że to bardzo pomocne. Gra się tak samo, nie ma żadnej różnicy dla zawodników. Trzeba jednak być uważnym, żeby nie zrobić faulu, który mógł uciec z pola widzenia sędziego – opowiadał Maciej Rybus, obrońca reprezentacji Polski, który w lidze rosyjskiej nie miał do czynienia z wideoweryfikacją.

– Jedna sytuacja wynikająca z niewiedzy może spowodować, że wrócimy z mistrzostw do domu. Wiele sytuacji jest analizowanych przez 30 kamer, w tym pokoju Big Brothera nic się nie ukryje. W myśl przepisów nawet po 15-20 minutach od zdarzenia arbiter może pokazać czerwoną kartkę, gdy z wozu VAR dostanie informacje o obraźliwych gestach czy niesportowym zachowaniu, co ostatnio jest mocno karane przez FIFA. Dla niektórych będzie to kontrowersyjne, ale aby wykluczyć przypadek należy wiedzieć o wszystkich niuansach – opowiadał Bogdan Zając, asystent selekcjonera naszej reprezentacji.

– Pamiętajmy, że VAR jest używany tylko wtedy, kiedy sędzia popełnił błąd. To wciąż czynnik ludzki, bo jeśli sędzia będzie prowadził zawody świetnie to nie będzie potrzeby używania technologii. Wciąż pamiętajmy, że mówimy o błędach biało-czarnych. Pamiętajmy to hasło: minimum ingerencji maksimum korzyści. Tylko w przypadkach czarno-białych musi to być. Chodzi o jak najrzadsze używanie gwizdka; te sytuację, które tylko pachną asystentowi spalonym, trzeba puścić, dać strzelić bramkę i dopiero przy ewentualnej wideoweryfikacji trzeba zdecydować, czy nie bramkę można uznać czy nie – dodawał Marciniak, który miał w Arłamowie prowadzić wewnętrzną grę naszej reprezentacji z użyciem tego systemu, ale z powodu burzy mecz musiano przełożyć z soboty na niedzielę, a wtedy arbiter z Płocka był już w drodze do Rosji.

Adamowi Nawałce tak jednak zależało na użyciu VAR-u w warunkach meczowych, że szybko załatwiono pełną obsadę tego meczu a wóz został do niedzieli.

Mam taką świadomość wewnętrzną, że jeśli popełnię błąd jako sędzia VAR, mając do dyspozycji ponad 30 kamer w wozie, to litości nie będzie. Ta technologia jest świetna, ale może też się obrócić przeciwko nam, bo wszyscy będą oczekiwali perfekcji. Ciężko wtedy wyjść i powiedzieć: nie jestem robotem

- mówi Szymon Marciniak.

- Mamy powtórki, wiele kamer i programy, które mają nam pomóc. Trzeba być maksymalnie skupionym, żeby swoją robotę wykonać prawie doskonale – opowiadał Marciniak, który jednak zapewnił w imieniu wszystkich sędziów: - Staramy się nie zmieniać zbytnio swojego podejścia do sędziowania, bo można za to sporo zapłacić. Trzeba sędziować tak samo jak się sędziowało, bo jeśli będziemy czekali tylko na technologię i na to, co ktoś podpowie z wozu, to sędziowanie będzie coraz słabsze.

– Ludzie nie znają tak do końca protokołu systemu VAR. On nie jest od tego, aby nadzorować pracę sędziego od A do Z, bo wtedy nie wiadomo jak długo by mecze trwały. Chodzi o to, by rozstrzygał najważniejsze kwestie, czy był gol, karny, czy należy się czerwona kartka. Pod tym względem VAR dużo dobrego zrobił. Kiedyś wychodziło się z meczu i wiedziało się, że bramka była ze spalonego, albo że karnego nie było, a sędzia go gwizdnął. Dzisiaj już tych problemów w zasadzie nie ma i zaczynamy sięgać po inne kwestie – uśmiechał się Zbigniew Boniek, prezes PZPN, który był gorącym orędownikiem wprowadzenia tego systemu w naszym kraju. Teraz zbiera tego owoce, bo ani nasi piłkarze, ani arbitrzy, nie boją się wprowadzania nowinek technologicznych, a na dodatek Paweł Gil z Lublina pojechał na Mundial razem z Marciniakiem, jako specjalista od VAR-u.

Aby piłkarze jeszcze lepiej zaznajomili się z systemem VAR także towarzyskie mecze z Chile (8 czerwca w Poznaniu) i Litwą (4 dni później w Warszawie) będą monitorowane przez arbitrów z wozu.

WIĘCEJ O ZGRUPOWANIU KADRY:

Oni jadą na mistrzostwa świata do Rosji [ZDJĘCIA]

Świetna atmosfera na treningu kadry [ZDJĘCIA]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Polscy piłkarze nie boją się VAR-u na mundialu. Nasz arbiter Szymon Marciniak także - Nowiny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na expressbydgoski.pl Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie