Piotr Całbecki: kiedyś samorządy wzajemnie się wspierały, teraz niestety są lepsi i gorsi

Ryszard Warta, Mariusz Załuski
Udostępnij:
Piotr Całbecki: Liczę na powrót do normalności, czyli zaufania do legalnie funkcjonujących organów państwa, do których należą też samorządy

Zobacz wideo: Czy po zakażeniu covid-19 zyskujemy odporność?

Rozmowa z marszałkiem Piotrem Całbeckim. Rozmawiają Ryszard Warta i Mariusz Załuski.

Lubi pan tak prywatnie Mariusz Kamińskiego, ministra spraw wewnętrznych?

Osobiście go nie znam. A wnioskując z przekazów medialnych, to osoba dość tajemnicza i skryta. Na pewno jest wyjątkowo wierny i efektywny, stanowi też ważny element polityki PiS w naszym państwie.

Polecamy

Pytamy o niego nie bez powodu. Zostali panowie całkiem niedawno współprzewodniczącymi Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. I to w wyjątkowo trudnym momencie.

Formalnie tak, ale w imieniu pana Kamińskiego komisji współprzewodniczy w praktyce wiceminister Paweł Szefernaker, profesjonalnie przygotowany młody człowiek, który dobrze prowadzi te spotkania.

Prowadzi dobrze, a jakie są efekty pracy komisji?

No cóż, jeśli jest zielone światło od rządzących państwem, to nasze spotkania są efektywne. Gorzej, jeśli temat jest wrażliwy; kiedy zaczynamy mówić na przykład o roli i kompetencjach samorządów. Taki temat jest z reguły ucinany.

Tak się złożyło, że pańska kadencja współprzewodniczącego przypadła na wyjątkowy, w skali całego 30-lecia, stan braku zaufania między rządzącymi, a sporą częścią samorządowców…

To prawda. Rozpatrujemy więc dwie kategorie spraw. Takie, które załatwiamy od ręki oraz inne, dotyczące kwestii konstytutywnych dla samorządów, czyli choćby ich autonomii, której staramy się bronić. Przykładem może być niedawny podział środków z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Najpierw pokazano nam fajną błyskotkę - ucieszyliśmy się, że jest 6, potem nawet 12 miliardów złotych do podziału dla samorządów na ważne inwestycje. Udało mi się wywalczyć, że do listy, z możliwością aplikowania, dopisano samorządy województw, które wcześniej takich możliwości nie miały. Jednak szybko przyszło rozczarowanie kiedy przekonaliśmy się, że nie ma jasnego mechanizmu podziału tych pieniędzy.

I po podziale pojawiły się oskarżenia, że jedynym mechanizmem było kryterium polityczne - pieniądze tylko dla „swoich” samorządów. Choć u nas akurat środki trafią też do Bydgoszczy.

Krótko mówiąc, jesteśmy potrzebni, żeby jakąś koncepcję zatwierdzić, ale wykonanie idzie już zupełnie poza nami. De facto jest to podział uznaniowy, polityczny. Ewentualnie tworzy się fasady - przykładem może być Bydgoszcz, która dostała 25 milionów złotych, najprawdopodobniej wyłącznie dlatego, żeby można było powiedzieć, że nie dzielimy według klucza partyjnego, bo „wasz” prezydent jest zdeklarowany politycznie, a otrzymuje pieniądze. Tak państwo nie powinno funkcjonować.

To prosty sposób na dzielenie samorządów.

Kiedyś, bez względu na to, kto rządził, samorządy się wzajemnie wspierały, nawet jeśli mieliśmy różne poglądy polityczne. Teraz są lepsi i gorsi; i kolejny podział na „naszych” i „onych”.

I jak to wygląda w praktyce na poziomie województw? Na 16 marszałków część jest związana z PO, część z PiS.

Poprzednio był jeden rodzynek spoza układu PO-PSL, marszałek Władysław Ortyl z Podkarpacia. Otaczaliśmy go pewną atencją, żeby nie czuł się wyalienowany. Ja przynajmniej to robiłem. Dziś podzieliliśmy się kompetencjami w różnych gremiach, tak pół na pół. Niestety widać, że są instrukcje polityczne i jeśli chcielibyśmy przygotować jakieś mocniejsze wspólne stanowisko, które mogłoby być odebrane jako atak na rząd - choć naprawdę staramy się tego nie robić - to jest sceptycyzm, wycofywanie się, blokowanie. A szkoda, bo samorządowcy z opcji rządzącej mogliby pomóc. Władze się zmieniają, a samorządy pozostają. No chyba, że jest jakiś inny plan.

Relacje samorząd - rząd to jeden z problemów 2020 roku, pewnie nie najistotniejszy. Czy był to dla pana - jak i dla innych samorządowców - najtrudniejszy rok w karierze?

Zaczął się wyjątkowo obiecująco, bo setna rocznica powrotu do Macierzy wyzwoliła ogromny potencjał lokalnego patriotyzmu. Ludzie się tym autentycznie interesowali. Potem cios na początku marca i wszystko zostało postawione na głowie. Byliśmy sparaliżowani niewiedzą o tym, czym jest ten covid, co on w ogóle przyniesie. Resztę pieniędzy Regionalnego Programu Operacyjnego przenieśliśmy na walkę z epidemią, uzbierało się tego ponad 900 milionów złotych. Bardzo duże pieniądze poszły na szpitale, domy pomocy społecznej, ale też akcje pomocowe, chociażby dla gastronomii i fitness.

Gospodarka?

Tu muszę przyznać słuszność decyzjom rządu, który dużo pieniędzy skierował do przedsiębiorstw, dzięki czemu te firmy funkcjonują, mogły się przebranżowić, przeczekać, dostosować do sytuacji.

No proszę, marszałek z PO ciepło o rządzie PiS … Tylko że wielu przedsiębiorców, a przynajmniej z niektórych branż, ma na ten temat kompletnie inne zdanie.

Gdy obserwujemy wpływy z podatku CIT - które stanowią ważną część naszych wpływów budżetowych - to nie zauważyliśmy spadków. W gospodarce tak już jest, że jedni padają, ale inni idą w górę. Paradoksalnie pandemia dała też możliwości rozwoju wielu firmom. Sam negocjowałem z prezesem TZMO produkcję maseczek na ogromną skalę. To przecież też napędzało gospodarkę. Nasze zakłady celulozowe, Mondi Świecie, zwiększyły obroty, bo wzrósł popyt na opakowania.

Bo e-commerce coraz częściej zastępuje tradycyjny handel. Pandemia zmieniła nasz świat, trochę jak wojna, podczas której też mamy zwykle niezwykły wysyp innowacji. Teraz jest czas e-commerce czy rozwiązań informatycznych.

Dodałbym wszystkie branże okołomedyczne i biznes farmaceutyczny.

Czyli w 2021 rok wkraczamy nie do końca pesymistycznie?

Oczywiście priorytetem jest zawsze życie i zdrowie ludzi, a tu pamiętamy o ofiarach pandemii. W innych sferach nie byłbym jednak pesymistą. Na przykład w naszym urzędzie ten pandemiczny rok dał nam możliwość wyprostowania wielu spraw, zrobienia tego, na co nigdy nie było czasu. Na przykład drogi - te wszystkie nieudane umowy z wykonawcami wymagały uporządkowania i wszystko zaczyna ruszać.

Inwestycje nie zahamowały?

Wręcz przeciwnie. Widzimy spadek cen o 30 procent. A był okres, że najtańsze oferty były dwukrotnie wyższe niż szacunki kosztorysowe! Przedsiębiorcy budowlani narzekają oczywiście na brak siły roboczej, a my się cieszymy, bo urealnione zostały ceny w tym obszarze. Paradoksalnie stać nas na więcej dzięki tej sytuacji. Wracając do roku 2020 - nie byliśmy przyzwyczajeni do zarządzania kryzysowego, bo od dekad nie było takich sytuacji, w których cała Polska musiała się mobilizować. Moim zdaniem przede wszystkim służba zdrowia w regionie wykonała kapitalną robotę, podziwiam tych ludzi znając realia ich pracy. Bo to nie jest kwestia wyceny procedur, ale po prostu ich odwagi, podejścia do pracy. Oni dają przykład solidarności, jakiego nie ma w innych dziedzinach naszego życia.

To może łyżka dziegciu. Jest grudzień - to są negocjacje kolejowe. Wszyscy wiedzą, jak one się będą toczyły, bo firmy kolejowe mają armaty i mogą negocjować twardo - pociągi muszą jeździć, ludzie muszą się przemieszczać. Nie można było tego lepiej załatwić? Szybciej, zamiast czekać do ostatniej chwili?

Zacznę od tego, co my właściwie z przewoźnikami negocjujemy. Otóż rozmawiamy o skali rekompensaty wobec rzeczywiście ponoszonych kosztów obsługi naszych połączeń. Jeżeli więc wpływ z biletów to 30-40 proc. kosztów, to my resztę dopłacamy. A diabeł tkwi w szczegółach i trzeba zajrzeć do tych kosztów, bo przecież od tego zależy, ile ostatecznie publicznych środków dokładamy. Jeżeli więc spółka zakłada duży zysk, jeśli koszty zarządu to są miliony i jeśli nie do końca rozumiemy, skąd się biorą inne koszty, to trudno żebyśmy entuzjastycznie podchodzili do takich negocjacji. Dotyczy to zresztą obu przewoźników. Przez pięć lat mieliśmy spokój, bo rozstrzygnęliśmy rzecz w postępowaniu przetargowym. Dochodziły do nas informacje od Polregio, że do tych zawartych kiedyś umów dokładają i gdzie indziej spółka musi sobie to odbić, ale żeby podnieść stawkę aż o 100 procent? To oznacza, że ta spółka jest nieprzewidywalna.

I musieliście dołożyć.

Budżet mamy, jaki mamy. Żeby zagwarantować te same przewozy musielibyśmy niemal podwoić ubiegłoroczną wartość kontraktu, a nie wytniemy przecież finansowania opery czy filharmonii, żeby dać Polregio. Dołożyliśmy jeszcze 4 miliony, ale wystarczyło, na ile wystarczyło.

Wracając do pytania - negocjacje kończyliście w sobotę, a w niedzielę zmieniał się rozkład. Dla podróżnych to jakiś thriller.

To były po prostu trudne negocjacje. Do tego, że trzeba stawiać na nowoczesny, ekologiczny transport publiczny nikt nie musi mnie przekonywać. Jednak niech najpierw ci, od których to zależy, przyjmą ustawę o zbiorowym publicznym transporcie pasażerskim - żeby powstały reguły, bo bez tego nasze dyskusje, na przykład o magii kolei, są iluzoryczne. Tam, gdzie potoki podróżnych są oczywiste, wiadomo, że ludzie będą jeździć. Tak jest np. z SKM-ką w Trójmieście. Jeśli jednak z Lipna do Torunia o wiele szybciej dojeżdża się autobusem, to jak tu pociąg ma konkurować? Nie dość, że się wlecze, to jeszcze zatrzymuje w polu, bo kiedyś powstał tam przystanek, na który dowoziło się buraki. To wszystko trzeba uporządkować, ale bez uczynienia kogoś odpowiedzialnym - nigdy tego porządku nie będzie.

Kryzys zawsze obnaża słabości. Jakie najpoważniejsze słabości państwa ujawniła pandemia? Co w pierwszej kolejności należałoby naprawić?

Jeśli mówimy o kryzysie, to system zarządzania kryzysowego powinien być bardziej oparty na realnych zadaniach, jakie się powierza samorządowi do wykonania, z realnymi środkami na ich wykonanie. Gdyby uczynić prezydenta miasta, burmistrza, wójta i starostę odpowiedzialnymi za jakąś konkretną część zarządzania kryzysowego to byłoby to bardziej skuteczne i efektywne.

Nie da się jednak wszystkich zadań przekazać samorządom.

Oczywiście, trzeba różnie reagować, w zależności od tego, w jakim miejscu przychodzi nam walczyć. Trzeba zapewnić funkcjonowanie gos- podarki, są newralgiczne systemy, które muszą działać, jednak większą część działań powierzyłbym samorządom, także w obszarze opieki zdrowotnej.

A z wojewodą Mikołajem Bogdanowiczem jak się panu współpracowało?

Bardzo dobrze, życzyłby wszystkim marszałkom takiej współpracy, ale takie ręczne sterowanie wszystkim, z jednego miejsca, nie do końca moim zdaniem jest właściwe. Dobrym przykładem może być na przykład Tajwan. Tam pandemia w znacznym stopniu jest pod kontrolą, bo ten kraj jest w permanentnej procedurze kryzysowej ze względu na zagrożenie polityczne i militarne ze strony Chin. Z pandemią świetnie sobie radzą. Mimo że szkoły funkcjonują, sklepy też - udało im się zatrzymać transmisję wirusa.

Jeśli jest się wyspą, to jest to łatwiejsze...

Przećwiczone procedury są bardzo ważne. Współodpowiedzialność lokalna ma wielkie znaczenie, a jej uruchomienie możne nastąpić tylko wtedy, gdy odpowiadają za to nie wyłącznie wojewodowie, czyli delegaci rządu. Oni oczywiście powinni nadzorować, kontrolować, ale problemy powinny być rozwiązywane na miejscu.

Zmieniając temat, pewnie pan się ucieszył, że nie było weta w Brukseli? Czego by nam zabrakło, gdyby jednak się przytrafiło?

Ośmieszylibyśmy się jako państwo, które dla tej części Europy wywalczyło wolność. Teraz odrzucenie Europy byłoby nie tyle skandalem, co wstydem. Jeżeli się chce coś zmienić w Europie, to trzeba w niej być, a nie odwracać się od niej plecami. Fundusze unijne to 40 procent wszystkich inwestycji publicznych w Polsce, a teraz dochodzi znacznie więcej, bo europejski plan odbudowy to dla nas dodatkowo ponad 40 miliardów euro.

Jednak podobno jesteśmy tak silną gospodarką, że gdybyśmy potrzebowali, to moglibyśmy sobie te pieniądze pożyczyć...

W jakiej generalnie kondycji jest nasza gospodarka to my wszyscy wiemy na co dzień, bo świadczą o tym zarobki Polaków, zwłaszcza w porównaniu do krajów zachodnich. Wiemy też, że państwo tyle ściąga z przedsiębiorców, że ci ledwo dyszą. Jeśli rządzący chcieliby wprowadzić kolejne kontrybucje, to może się to skończyć bardzo źle.

No to zamykamy już pandemiczny rok 2020. A jakie będą najważniejsze wyzwania na 2021 rok?

Przede wszystkim potrzebujemy wyciszenia emocji związanych z tym, kto ma władzę, kto jej nie ma i kto chce ją przejąć. Koncentracja naszej uwagi powinna się skupić na dwóch rzeczach. Po pierwsze, na dystrybucji szczepionek, bo jeśli dobrze tego nie zrobimy, to nawet jeśli pieniądze będą dostępne, to z powodu pandemii nie będziemy w stanie w pełni z nich skorzystać. Druga bardzo ważna rzecz to edukacja, bo mamy kolejny rok szkolny z zajęciami zdalnymi. Tak dalej nie może być, bo skutki tego są bardzo poważne. Dzieciaki muszą bezpiecznie chodzić do szkoły i wszyscy powinniśmy się w to zaangażować. To nie jest łatwe, ale jest to możliwe.

Wspomniał pan o pieniądzach na odbudowę.
Bardzo ważne będzie wykorzystanie tych środków. Moim zdaniem Komisja Europejska popełniła błąd, oczekując nie regionalnych, ale krajowych programów odbudowy. Pytałem o to, zabiegałem, żebyśmy mogli tworzyć regionalne programy. To jest proste, każdy region ma swoją specyfikę, potrzeby, uwarunkowania i pomysły. Powinniśmy dostać taką możliwość, żeby część tych dotacji przepracować w regionie. Mamy w tej dziedzinie aż nadto doświadczeń. Pytano nas o gotowość i wysłaliśmy do Warszawy długą listę projektów - od opery po linie kolejowe. Okazuje się, że to nie było pytanie o to, jaki mamy pomysł na odbudowę po pandemii, uwzględniając poprzednie inwestycje. Obawiam się, że i tu wszystko będzie scentralizowane. Co do wyzwań, to liczę na powrót do normalności, czyli zaufania do legalnie funkcjonujących organów państwa, do których należą też samorządy.

Nic pozytywnego?

Są też jaskółki nadziei. Na przykład zaczyna się mówić o pomyśle uporządkowania sieci szpitali publicznych w oparciu o marszałków, uniwersytety prowadzące kliniki i ministerstwo zdrowia prowadzące placówki na poziomie krajowym. Szpitale powiatowe w myśl tej koncepcji weszłyby do kompetencji województwa, co uważam za bardzo dobry krok. Jeden byłby organizator służby zdrowia w regionie, mający na to środki i odpowiadający za to. I dobrze by było, gdyby jeszcze połączono to z prawdziwym dostępem do składek, bo NFZ jest strukturą scentralizowaną do granic absurdu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Piotr Całbecki: kiedyś samorządy wzajemnie się wspierały, teraz niestety są lepsi i gorsi - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Dlaczego Nowości, po raz kolejny, usuwają nieprzychylne komentarze (6 pod tym "artykułem". który w żaden sposób nie łamią regulaminu? Cenzura wróciła?

Przejdź na stronę główną Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie