Krystian M. podejrzewał, że sąsiad zwabia dzikie koty do klatki „żywołapki” i gdzieś wywozi. Mężczyzna twierdził, że znajdował w swoim ogrodzie ciała martwych zwierząt. Jak opisywał, w nocy z 18 na 19 stycznia zobaczył kolejnego uwięzionego kota, a następnie był świadkiem tego, jak Marcin J. strzela do niego z bliska z wiatrówki. Wezwanym na miejsce policjantom udało się wejść na teren posesji dopiero następnego dnia. Zabezpieczyli broń, amunicję i klatkę. Kota nie odnaleziono.
Oskarżony nie przyznawał się do winy. Twierdził, że strzelał w powietrze. Zarzucał też Krystianowi M., że wciąż dokarmiał bezdomne koty. Przez to unosił się fetor, a zwierzęta niszczyły jego teren.
Przed bydgoskim Sądem Rejonowym odbyła się druga rozprawa. Zeznawało dwóch świadków powołanych przez J., który zrezygnował z adwokata. - Nic nie wiem o tym zdarzeniu, jednak znana mi jest dolegliwość, jaką stanowi obecność tych kotów - mówił Roman B. z Białych Błot. - Widzę szkody, jakie potrafią wyrządzić. Wcale nie są niewinne. Do mnie też przynoszą ptaki, a ostatnio nawet wiewiórkę. Dają się solidnie we znaki. Drugi ze świadków także opisywał zniszczenia spowodowane przez koty.
Przeczytaj też:Pomóż zwierzętom z bydgoskiego schroniska
Prokuratura domagała się kary trzech miesięcy więzienia i zasądzenia tysiąca złotych nawiązki dla organizacji zajmującej się ochroną zwierząt. Sąd uznał J. za winnego. Musi zapłacić grzywnę w wysokości czterech tysięcy złotych i pięć tysięcy nawiązki dla Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals. Stracił też broń, amunicję i klatkę. - Mógł w inny sposób rozwiązać tę sprawę - argumentował sędzia Radosław Łukasiewicz. - Podnoszone przez niego argumenty nie usprawiedliwiają tego czynu. Jego zachowanie było naganne. Nawiązka pozwoli choć w części naprawić zło, którego dopuścił się oskarżony.