reklama

Marcin Lewandowski: - Ja po prostu kocham biegać [zdjęcia]

PFZaktualizowano 
Marcin Lewandowski na medal mistrzostw świata czekał 12 lat. Aneta Żurek, Adam Janikowski, AP/Associated Press/East News
Lekkoatleta SL Zawisza Bydgoszcz pobiegł w Krakowie 5000 metrów. Ale spokojnie, nie zamierza rezygnować ze swoich koronnych dystansów: 800 i 1500 metrów.

Marcin Lewandowski mówi o udanym sezonie (m.in. brązowy medal na MŚ na 1500 m w Dosze), o treningach i startach...

Oglądał pan w sobotę bieg Eliuda Kipchoge, który w Wiedniu złamał w maratonie barierę dwóch godzin?

Tylko fragmenty, ale oczywiście to elektryzująca wiadomość dla całego świata lekkiej atletyki. Trzymałem kciuki, kibicowałem, pomagałem zza monitora. To coś nowego, fajna historia. Przekraczamy kolejne granice.

I co się dzięki temu może dalej wydarzyć? To jakoś może zmienić sport, biegi?

Hm, prawda jest taka, że wiele sukcesów zależy od głowy. Jeżeli teraz zawodnicy widzą, że coś takiego jest możliwe, to zupełnie inaczej będą podchodzić do tego wyzwania. To po prostu polega na łamaniu barier mentalnych. Proszę spojrzeć jak było u nas. Przez wiele, wiele lat nie było w Polsce nikogo w biegach na średnich dystansach, a w momencie, gdy pojawiliśmy się z Adamem Kszczotem, zaczęliśmy regularnie biegać 800 metrów w granicach 1.43-1.44 i zdobywać medale na najważniejszych imprezach, to sporo się zmieniło. Młodzi zawodnicy zobaczyli, no kurczę, skoro oni dają radę, to ja też mogę tak biegać. I zaraz wyskoczył młody Mateusz Borkowski, Michał Rozmys, fajne wyniki wykręcają. To samo się napędza, podobnie będzie teraz w maratonie.

Zastanawiał się Pan nad tym, jaki czas zostałby osiągnięty na 1500 m przy takim wsparciu, technologicznym i ludzkim, i w takich laboratoryjnych warunkach, jakie miał Kipchoge?

Ha, ha, na pewno stałoby się to samo, czyli przełamywane by były kolejne granice. Rekord świata pewnie by padł, bo tak to działa. Świat idzie bardzo do przodu, przy okazji rozwijają się dyscypliny i konkurencje sportowe. Każdy ściga się z rekordami i próbuje pokonywać własne ograniczenia.

Brązowy medal z mistrzostw świata to dla pana też może być taki kamień milowy?

Przede wszystkim po dwunastu latach ciężkiej pracy doczekałem się go. I mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zasłużyłem. Wcześniej byłem blisko, czegoś jednak brakowało. Jednak upór i ciężka praca popłaca. Do tego fakt, że pobiłem przy okazji rekord Polski (3.31,46 - red.) jeszcze potęguje ten sukces. Liczę, że to dopiero początek moich największych osiągnięć. Cel jest jasny. Olimpijski medal w Tokio.

Marcin Lewandowski: - Dopiero teraz po raz pierwszy widziałem swój finałowy bieg z Dohy. Miałem ciarki na plecach.

W sobotę na spotkaniu z kibicami miał pan okazję oglądać powtórkę biegu z Dosze. Wywołuje jeszcze emocje?

I to jakie. Miałem ciarki, naprawdę. Choć prawda jest też taka, że dopiero teraz po raz pierwszy miałem okazję obejrzeć ten bieg. Bardzo fajnie się to oglądało. Wiedziałem, że zaraz zdobędę medal, a mimo wszystko emocje były spore. Coś niesamowitego. Pewnie będę czasem wracał do tego startu.

Również po to, żeby analizować, jak w przyszłości pobiec jeszcze lepiej? Na przykład za rok w olimpijskim finale?

Akurat można powiedzieć, że ten bieg był dość perfekcyjny w moim wykonaniu. Mało przepychanek, mało nadrabiania dystansu, równe tempo. Krótko mówiąc, mądrze pobiegłem. Prawie że idealnie. Analizy wymaga raczej droga do formy, którą uzyskaliśmy. Bo po raz kolejny trafiliśmy idealnie z dyspozycją. Wielkie pokłony dla trenera Tomasza Lewandowskiego, mojego brata, który znów doskonale przygotował mnie do najważniejszej imprezy sezonu.

Przygotowania do przyszłorocznych igrzysk zapowiadają się na najcięższe w karierze?

Często nazywam siebie tytanem pracy i nie ma w tym przesady. Od wielu lat jestem na najwyższym światowym poziomie, a dojście tam i utrzymanie się na nim, wiąże się z morderczym treningiem. Oczywiście, jest on urozmaicany, żeby były nowe bodźce, ale myślę, że ciężej fizycznie pracować się już nie da. To raczej będzie już kosmetyka, dłubanie w detalach. Żeby tu i tam wyciągnąć jedną setną. Jednak to niekoniecznie wiąże się z jednym kilometrem więcej. Czasem ważniejsza jest dobra regeneracja, wartościowy odpoczynek, więcej czasu z psychologiem. Takie niuanse będą decydowały o tym, kto zdobędzie medale na igrzyskach.

Ucieszył się pan, że do waszego teamu dołączy Adam Kszczot?

Na razie wszyscy o tym mówią, oprócz dwóch najważniejszych osób, czyli mojego brata i samego Adama. Z mojej strony oczywiście furtka jest otwarta. Z Adamem jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi. Od wielu lat oczywiście rywalizujemy, ale jesteśmy superkumplami. Ja byłem u niego na weselu, on był u mnie, świetnie się bawiliśmy, ale poczekajmy na oficjalne potwierdzenie. Ja na pewno nie mam nic przeciwko.

W Krakowie wystartował pan w „Olimpijskiej 5-tce”. Pytając pół żartem: to jest zapowiedź kolejnej zmiany dystansu?

Nieee, ale to bardzo fajna impreza. W końcu mogłem się cieszyć bieganiem. To było nawet ważniejsze od wyniku (Lewandowski zajął 2. miejsce, o sekundę przegrał z Adamem Czerwiński - red.), choć oczywiście jestem sportowcem i zawsze chcę wygrywać. Przede wszystkim jednam mogłem być razem z ludźmi z tej powiększającej się społeczności biegowej, kibicami, to jedyna taka okazja, żeby spędzić razem czas. A że nie skończyłem jeszcze sezonu, bo uciekam na kolejne zawody, na igrzyska wojskowe w Chinach, to była to dla mnie atrakcyjna forma treningu dla podtrzymania dyspozycji.

Pan to chyba po prostu lubi biegać.

No tak, kocham wręcz. Nie jest to może moje całe życie, ale sposób na życie.

POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Peter Schmeichel z wizytą w Polsce

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3