Ksiądz do zadań specjalnych

Katarzyna Bogucka
Księża blisko parafian, parafianie wspierający kapłanów - to przepis na idealną wspólnotę w kościele
Księża blisko parafian, parafianie wspierający kapłanów - to przepis na idealną wspólnotę w kościele Dariusz Bloch
Proboszcz idealny? Ojciec i pasterz w jednej osobie. Pierwszego się kocha, drugiego słucha, choć różnie z tym bywa.

„Spadła niemal jak grom z jasnego nieba” - tak o swojej proboszczowskiej nominacji mówi ksiądz z dużej miejskiej parafii (8248 mieszkańców). Jej szefem został sześć lat temu. Wcześniej na, jak mówi, księżowskim szlaku bojowym zdarzył mu się rok wikariatu, pięć lat studiów, znów wikariat - trzy lata, opieka nad studentami, epizod dziennikarski, rezydencja przy parafii. - Wcale się nie spodziewałem, że dostanę tak odpowiedzialne zadanie - wspomina kapłan. - I to mieszkanie w pracy... - pół żartem, pół serio mówi o życiu na plebanii. - Pojawia się pokusa świętego spokoju. Terminy gonią, nie sposób wykonać jednego zadania do końca, napisać czegokolwiek. Jeden natarczywy dzwonek do drzwi za drugim, telefony. Tylko dzięki pomocy Pana Boga i życzliwych ludzi udaje się pewne sprawy dopinać do końca, ale nie jest łatwo.

Wskazana przez biskupa parafia okazała się być dużym wyzwaniem duszpasterskim, socjologicznym, ale i budowlanym. Blokowisko - dobrze, bo zwarta tkanka miejska znaczy: ludzie blisko siebie. Minus - nie wiadomo, ile tak naprawdę osób mieszka, ile na stałe, ile tylko na chwilę, kto się czuje zżyty z parafią, a kto nie. A sama budowla? Ponad 30 lat temu kościół był architektonicznym hitem. Dziś wizualny walor nie ma już aż takiego znaczenia, bo jest problem. Dosłownie i w przenośni - schody. Świątynia usytuowana jest niemalże na wysokości pierwszego piętra!

- Większość moich parafian to starsi ludzie, których bardzo cenię i szanuję za zaangażowanie, za wytrwałość. Niestety, winda jest na razie poza zasięgiem finansowym wspólnoty, z kolei na kościelnej działce nie zmieści się podjazd, który wymaga ok. 400 metrów powierzchni. Trzeba będzie jednak wyremontować schody...

Tymczasem wielu tamtejszych parafian uprawia tzw. churching, tzn. odwiedza pobliskie świątynie, których dookoła osiedla jest sporo. - Na niedzielne msze przychodzi do nas około 2 tys. osób. W dzień powszedni jest to od 70 do 100 osób. Czy przetrwamy próbę czasu? To jest odwieczne pytanie. Największą troską jest zawsze ewangelizacja, później finanse. Najszybciej Kościół tracił mury, ale to wspólnotę odbudowuje się najtrudniej - podkreśla ksiądz. Martwi się o swoją młodzież: - Coraz więcej młodych ludzi unika sakramentalnego związku małżeńskiego, ale jednocześnie młodzi nie chcą wziąć za siebie nawet odpowiedzialności cywilnej, w czym widzę pewną niedojrzałość - diagnozuje duszpasterz. Wskazuje też na nowe wyzwania, związane z osiedlaniem się w Polsce cudzoziemców, którzy szukają duszpasterskiego wsparcia. - Wiem od kolegów, że niemal każda parafia ma nowych wiernych spoza granic Polski, m.in. z Ukrainy, z Armenii, ale także z Afryki, Holandii, Francji.

Czytaj też Kolor potrafi skutecznie zmylić konsumenta

Mocną stroną tej parafii są wspólnoty, szczególnie te skupiające całe rodziny, które przyciągają wiernych także z innych części miasta. Są to „Żywy różaniec”, „Neokatechumenat”, pięć kręgów „Domowego Kościoła” (szósty krąg w trakcie pilotażu), służba liturgiczna ołtarza, „Odnowa w Duchu Świętym”, zespół „Caritas”, „Spotkania małżeńskie”, „Szensztackie dzieło rodzin”, wspólnota nowej ewangelizacji „Nowe przymierze”. Łącznie około 300 osób. Ukłonem w kierunku niedosłyszących jest tzw. pętla indukcyjna, tzn., że w kościele można nastawić aparaty słuchowe na częstotliwość, która umożliwi zadowalający odbiór mszy.

Pierwszy wyciągnął rękę
Prawie 10 tys. parafian ma ksiądz proboszcz z prawie 30 -letnim doświadczeniem (wcześniej pracował w ośmiu placówkach wikariackich). Przy jego kościele działają: „Żywy różaniec”, „Ruch domowego Kościoła”, „Wspólnota rodzin szensztackich i dziewcząt szensztackich”, służba liturgiczna ołtarza, „Rada duszpasterska”, „Rada ekonomiczna”, „Rada budowy kościoła”. Parafia organizuje kiermasze, zaprasza na przedstawienia, na pokazy rycerskie, kulinarne, wspiera krwiodawców.

Być może jako jeden z nielicznych szefów parafii ten właśnie proboszcz zanotował wzrost aktywności religijnej u swoich parafian. A teren ma niełatwy. Osiedle duże, osiem bloków wojskowych, dwa pomilicyjne. Wydawałoby się, poligon.

- Wiele lat temu to ja pierwszy wyciągnąłem rękę do wszystkich, składając imienne życzenia świąteczne mieszkańcom. Ten gest poruszył ludzi. Już w pierwszym roku, w którym poszły te życzenia, kolędę przyjęło o sto rodzin więcej!

Proboszcz idealny? - Ojciec i pasterz w jednej osobie . Pierwszego się kocha, drugiego słucha, choć różnie z tym bywa. Są ludzie i ludziska, są księża i księżyska. Czy to się nadaje do druku? Dzieci potrafią być niegrzeczne, jak to w rodzinie. Ważne, by zawsze szukać dobra. Mnie się udało je znaleźć w moim pierwszym proboszczu. On w praktyce pokazał mi, młodemu wikaremu, czego nie robić, jeśli się chce kochać swoich parafian, wikariuszy. Dlatego nie zamierzam być ani policjantem, ani prokuratorem, ani sędzią. Niech sędzią będzie Bóg.

Najtrudniejszym, ale i zarazem najcenniejszym doświadczeniem dla proboszcza, dla kapłana po prostu, jest, zdaniem naszego rozmówcy, towarzyszenie ludziom w cierpieniu. - Trzeba być obok. Po prostu być. Czasami ksiądz nic nie może poradzić. Bo co może poradzić na widok matki, której umarło dziecko, albo żony, której mąż zginął w wypadku? Można mnożyć dramatyczne przykłady. Słowa bywają puste: „Niech pani będzie dzielna. Niech się pani trzyma. Niech Bóg daje siły”. Najważniejsze to być przy człowieku, stanąć obok duchowo, nawet przytulić do serca, żeby ta osoba poczuła, że ktoś próbuje zrozumieć.

Najpierw ludzie, nie mury
Osobną, bardzo ważną sprawą dotyczącą proboszczowania jest zarządzanie. Parafia jest firmą. - A od księży wymaga się, żeby byli specjalistami z budownictwa, z rachunkowości, z konserwacji zabytków, z historii sztuki i savoir-vivre’u . Prawda jest taka, że chociaż na studiach mamy zajęcia z teologii pastoralnej, czyli przygotowujemy się do pracy w parafii, to i tak nie jesteśmy przygotowani do prowadzenia budów, do buchalterii, ekonomii. Budynek kościoła powinna budować firma z księgową, z zaopatrzeniowcem, a ostatecznie jest tak, że to ksiądz musi być wszystkim, powinien się przynajmniej częściowo znać, orientować się. A jeśli zna się mniej, warto, by znalazł talent do gromadzenia wokół siebie życzliwych ludzi, specjalistów, ekspertów. Podsumowując, najpierw buduje się wspólnotę ludzi, a później wznosi się mury.

Tej rady trzymał się ściśle ksiądz z niewielkiej parafii wiejsko-miejskiej: trzy tysiące mieszkańców, połowa wiernych aktywnie uczestniczących w życiu wspólnoty. - Przyjechałam na niemal puste pole, życie religijne toczyło się najpierw w jednej, później w dwóch salkach starej szkoły. W jednej, gdzie odbywała się msza św,, ustawiliśmy wielki telewizor, żeby wierni z drugiej salki mogli obserwować ją na ekranie. Później pojawiła się kaplica tymczasowa z odzysku, coraz więcej ludzi interesowało się parafią - wspomina początki proboszcz. Zdradza też swoje dawne obawy, związane z wznoszeniem kościoła. - Nie wiedziałem, jak to będzie, niczego w swoim życiu nie wybudowałem. Nawet altany, nawet budy dla psa. Tymczasem trzeba było wejść w kontakt z gminą, pozyskać ziemię, zadbać o projekt, o firmę, o pozwolenia, negocjować stawki, i razem z parafianami, sprzątać, równać teren, pilnować transportu, itp. Mam szczęście. Na wielu parafian mogę zawsze liczyć.

Dziś do troski ewangelicznej dołączyła ekonomiczna. Udało się co prawda od 2012 roku wybudować, ściany, podciągi, stropy, schody i dach kościoła dnia powszedniego i domu parafialnego, ale nie ma dachu głównego. Bo nie ma prawie 700 tysięcy złotych. Parafia szuka sponsorów, proboszcz oferuje cegiełki z wygrawerowanymi nazwiskami darczyńców. Każdego roku cel budowlany zasila dochód z balu charytatywnego, kolacji z proboszczem, z festynów i z wyjazdów zagranicznych. To ewenement! Przy parafii działa biuro pielgrzymkowe, które organizuje wyjazdy bliskie i dalekie. Łączy je koszt - najniższy z możliwych. - Byliśmy w Pekinie, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Indiach. Gdzie tylko się da, szukamy pieniędzy na budowę kościoła. Bracia Arabowie raczej nie chcieli się dołożyć - żartuje przedsiębiorczy proboszcz. Ostatnio zaczął grywać w Lotto. Niestety, jak dotąd bezowocnie. - Gram, żeby dać szansę Panu Bogu, ale On chyba nie chce, żeby było za łatwo? Uświadomienie sobie, że dach jest tak drogi i że nie mamy ani grosza, było jednym z moich trudniejszych doświadczeń. Różne myśli kłębiły się w głowie. Co robić? Może kredyt? Pocieszyły mnie wówczas słowa zasłyszane na temat historii Katedry Bydgoskiej. Budowano ją 30 lat ale nie tyle chodziło o jej zbudowanie, ile o samo budowanie. Bo przy okazji budowała się wspólnota. Tak, jak i u nas. Mamy cztery „Róże różańcowe”, trzy „Margaretki” (modlitewne grupy wspierania powołań), liturgiczną służbę ołtarza, scholę, chór, zespół „Caritas”, stowarzyszenie historyczne, punkt konsultacyjny dla osób uzależnionych (wspólnie z gminą), bibliotekę. Parafia wydaje kalendarz, organizuje festyn, konkursy wędkarskie, wycieczki, pielgrzymki (ostatnio Fatima), niedziele krwiodawstwa...

Wideo

Materiał oryginalny: Ksiądz do zadań specjalnych - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
yyy
Zastanawiam sie dlaczego w kościele na mszach 40% to kobiety.
x
xxx
Zastanawiam sie dlaczego w kościele na mszach 80% to kobiety.
Dodaj ogłoszenie