W poniedziałek doszło do spotkania między Czesławem Michniewiczem a Cezarym Kuleszą. Selekcjoner przyleciał do prezesa z Trójmiasta do Warszawy. Po rozmowie PZPN wydał lakoniczny komunikat, z którego niewiele wynika. Czytamy w nim, że federacja wprawdzie nie skorzystała z klauzuli umożliwiającej przedłużenie kontraktu, ale jednocześnie nie wyklucza tego, że współpraca będzie kontynuowana.
W kuluarach huczy od plotek. Jedne źródła podają, że to próba wywarcia presji na Michniewiczu, by przystał na obniżkę wynagrodzenia. Przegląd Sportowy twierdzi z kolei, iż doszło do spotkania z trenerem Maciejem Skorżą, który odmówił przejęcia reprezentacji. Mistrz Polski z Lechem Poznań ma zresztą co robić, bo lada dzień przejmie japoński zespół Urawa Red Diamonds.
Co jeszcze wiemy? - Kontaktowali się (PZPN - red.) z otoczeniem Szewczenki. Tyle wiem. Myślę, że ma wiele cech, które prezesowi mogły odpowiadać. Jak się to skończy - nie wiem. Myślę, że zamieszanie chwile może potrwać - uważa dziennikarz Canal+ Sport, Tomasz Ćwiąkała.
Problem z kandydaturą Andrija Szewczenki jest jeden, ale poważny - natury finansowej. Byłemu selekcjonerowi Ukrainy trzeba by zaproponować znacznie więcej niż inkasuje Czesław Michniewicz. Ile? Rok temu mówiło się o kwocie rzędu 2 mln euro rocznie.
Bez wątpienia Michniewicz ciężko znosi ten czas niepewności połączony z krytyką stylu i obarczaniem za aferę premiową. Selekcjoner alergicznie zareagował choćby na wywiad z Jackiem Kurkowskim w TVP Sport. W międzyczasie na Twitterze zablokował też wielu nieprzychylnych mu dziennikarzy.
MUNDIAL 2022 w GOL24
