Czas zarazy, czyli morowego powietrza w piśmie utrwalony

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
Jeden z najbardziej znanych obrazów Pietera Breugla starszego, „Tryumf śmierci”, z 1562 roku. Widziano w nim m.in. skutki dżumy.
Jeden z najbardziej znanych obrazów Pietera Breugla starszego, „Tryumf śmierci”, z 1562 roku. Widziano w nim m.in. skutki dżumy. Wikipedia
Zaraza, mór, epidemia. Jakich byśmy słów nie użyli, to kojarzą się one z grozą i niebezpieczeństwem, wywołanymi przez chorobę rozprzestrzeniającą się w wyniku zakażenia człowieka przez człowieka czy to wirusem, czy bakteriami. Zjawisko właściwie stare jak świat, ale - jak się okazuje - wciąż żywe...

Jak nas informują internetowe portale, w wielu krajach Europy, także w Polsce, od chwili pojawienia się koronawirusa w Chinach wzrosła sprzedaż… „Dżumy” Alberta Camusa. Ta uniwersalna opowieść o zachowaniach człowieka w stanie największego zagrożenia zawsze cieszyła się uznaniem i popularnością i jest najbardziej znaną na świecie powieścią, która dotyka czasów epidemii.

Bez pandemii tej choroby nie byłoby „Dekamerona” Giovanniego Boccacio (akcja toczy się w czasie zarazy we Florencji), niektórych sonetów do Laury Francesco Petrarki, którego ukochana zmarła właśnie na dżumę, czy przejmujących opisów bezradności człowieka w powieści „Dziennik roku zarazy” Daniela Defoe.

Jednak postawa człowieka w czasach wielkiej, może największej dla niego próby zawsze pobudzała wyobraźnię zarówno myślicieli i wizjonerów, jak i zwykłych twórców. O ile ubożsi bylibyśmy bez zapadających głęboko w pamięć obrazów, szczególnie mistrzów malarstwa flamandzkiego i niderlandzkiego, poświęconych triumfowi śmierci, nadciągającej pod postacią moru, za którym kryły się m.in. epidemie dżumy, zwanej czarną śmiercią Europy. Bez pandemii tej choroby nie byłoby „Dekamerona” Giovanniego Boccacio (akcja toczy się w czasie zarazy we Florencji), niektórych sonetów do Laury Francesco Petrarki, którego ukochana zmarła właśnie na dżumę, czy przejmujących opisów bezradności człowieka w powieści „Dziennik roku zarazy” Daniela Defoe (autora m.in. „Robinsona Crusoe”), dotyczącej dżumy w Londynie w połowie XVII stulecia.

Uwolnione mikroby

Młodsi czytelnicy zapewne z epidemią skojarzą powieść „Miłość w czasach zarazy” kolumbijskiego pisarza Gabriela Garcii Marqueza. Tłem był tam m.in. strach nie przed dżumą, ale pospolitą zwłaszcza w XIX stuleciu, choć niewiele mniej groźną, cholerą.

Stephen King w „Bastionie” przedstawił historię uwolnionych przez przypadek z laboratoriów groźnych mikrobów, hodowanych wcześniej w celu stworzenia broni bakteriologicznej.

Przypadki zadziwiająco podobne do obecnej epidemii koronawirusa udało się „przewidzieć” i opisać tylko nielicznym twórcom literatury science fiction. Należał do nich ulubiony pisarz ostatnich dekad XX wieku, Stephen King, który w „Bastionie” przedstawił historię uwolnionych przez przypadek z laboratoriów groźnych mikrobów, hodowanych wcześniej w celu stworzenia broni bakteriologicznej. Trochę zapomniany dziś Nevil Shute w „Ostatnim brzegu” przedstawił z kolei wizję zagłady, która nadeszła wprawdzie z innej strony - zabójczego promieniowania, ale wizja ostatnich dni życia ludzi na naszej planecie pozostaje niezwykle sugestywna, szczególnej mocy nabierając w ostatnich tygodniach. Z kolei Herbertowi George Wellsowi udało się okryć ziemskie bakterie wielką chwałą, to one bowiem pokonały Marsjan, którzy najechali Ziemię w „Wojnie światów”. Wobec obcych ludzie okazali się bezbronni, na szczęście wspomogła ich natura...

Dżuma u wieszczów

„Od powietrza, ognia, głodu i wojny zachowaj nas Panie” - tak brzmiały słowa najpopularniejszej modlitwy błagalnej, która towarzyszyła dziejom Polski od czasów szwedzkiego „Potopu” i dziesiątki razy była cytowana w literaturze, stając się elementem życia codziennego. Owo powietrze to była właśnie zaraza, gdyż bardzo długo za przyczynę epidemii dżumy, cholery, ospy i innych śmierć niosących chorób uważano fale powietrza. Pieśń tę w polskich kościołach intonowano stosunkowo często aż do XX wieku, a nawet śpiewa się ją i dziś.

Owo powietrze to była właśnie zaraza, gdyż bardzo długo za przyczynę epidemii dżumy, cholery, ospy i innych śmierć niosących chorób uważano fale powietrza.

W polskiej literaturze także nie brakowało utworów związanych z epidemiami. Mowa o niej choćby w dziełach wieszczów - „Konradzie Wallenrodzie” Adama Mickiewicza czy „Ojcu zadżumionych” - poemacie Juliusza Słowackiego. Szczególnie ten drugi utwór przez lata pozostawał czytelniczym hitem, świetnie bowiem bazował na ludzkiej potrzebie odczuwania podczas lektury głębokich wzruszeń i emocji.

Dżuma szła od południa

„Ojciec zadżumionych” opowiada zasłyszaną przez poetę w czasie jego peregrynacji do Ziemi Świętej historię Araba, któremu choroba zabrała żonę i siedmioro dzieci. W utworze dominuje melancholia i postawa poddania się losowi. Uniwersalną wymowę dzieła, a także niezwykły zbieg okoliczności, dostrzegł na początku XX stulecia toruński historyk Stanisław Tync, który w 1925 roku opublikował na łamach „Tygodnika Toruńskiego” swoją pracę „Toruński ojciec zadżumionych. Obrazek z przeszłości”. Bez literackich uwzniośleń, metafor, wspaniałego języka Słowackiego i uniwersalizmów torunianin prowadzi swoją narrację, opartą na zachowanych w archiwach zapiskach i wspomnieniach dawnych mieszkańców Torunia, dostrzegając w tych źródłach identyczną historię.

11 lipca 1708 roku pierwszy przypadek dżumy odnotowano w Toruniu, wkrótce zaczęli na nią umierać mieszkańcy Grudziądza i Bydgoszczy, a rok później dotarła do Gdańska.

Rzecz dotyczy głośniej fali epidemii dżumy, która nawiedziła Polskę w pierwszej połowie XVIII wieku, w dobie wojen północnych. Pojawiła się w naszym kraju, przychodząc, jak zwykle, od południa, od Konstantynopola. Najpierw wyludniła Kielecczyznę w 1702 r. Z uwagi na inny od dzisiejszego styl życia i znacznie ograniczone możliwości przemieszczania się, dopiero trzy lata później dotarła do Poznania, a w 1707 roku do Warszawy. 11 lipca 1708 roku pierwszy przypadek dżumy odnotowano w Toruniu, wkrótce zaczęli na nią umierać mieszkańcy Grudziądza i Bydgoszczy, a rok później dotarła do Gdańska.

Chorym puszczano krew, podawano środki wymiotne i napotne, okłady i plastry na pojawiające się na ciele wrzody. „Przebojem” były okłady z zeschłych ropuch, moczonych w winie.

Autor „Toruńskiego ojca zadżumionych” poprowadził narrację, jakby sam był świadkiem tych wydarzeń. Choroba trwała zwykle krótko. „Zaczynało się od lekkich dreszczów, zaczem zjawiała się uporczywa gorączka połączona z wielkim znużeniem, omdlałością, która pojawiała się co dzień pod wieczór, a razem z nią przychodziła duszność”. „Wkrótce nie było domu, do któregoby nie wtargnęła zaraza”. Wydano zakaz publicznych pogrzebów, przerwano zajęcia szkolne, ustały zajęcia rękodzielnicze, handlowe. Działały jednak rada miejska i sądy. Chorym puszczano krew, podawano środki wymiotne i napotne, okłady i plastry na pojawiające się na ciele wrzody. „Przebojem” były okłady z zeschłych ropuch, moczonych w winie.

Pastor został bez rodziny

Owym ojcem zadżumionych nazwał Tync toruńskiego pastora Krzysztofa Rackiego, który zarządzał parafią św. Jerzego, znajdującą się poza murami miejskimi. Miał on żonę, siedmioro dzieci i liczną służbę. Wszyscy umierali kolejno w krótkich odstępach czasu. Sam pastor zarazę przeżył i niebawem... ożenił się powtórnie.

O tej samej epidemii traktuje „Memoriale Loimicum”- gdański pamiętnik z czasów zarazy w tym mieście w 1709 roku, autorstwa Johanna Christopha Gottwalda, pełniącego funkcję lekarza.

Jej spojrzenie było nieprzytomne, skrajne części ciała nabrzmiałe i wystąpiły gwałtowne konwulsje, choć nie były długotrwałe.

Ukazał się on w języku niemieckim, a także angielskim, zyskując zainteresowanie w całej Europie. Polski przekład Adama Szarszewskiego i Piotra Paluchowskiego ukazał się w wydawanym w Gdańsku czasopiśmie „Klio”, poświęconym dziejom Polski i historii powszechnej.

Śmierć dziecka

Wspomniana dżuma w latach 1708-1711 przyniosła prawdziwą katastrofę demograficzną. W samym tylko 1709 roku liczba zgonów na terenie Gdańska sięgała prawie 25 000, czyli więcej niż trzecią część populacji miasta. Oto fragmenty przejmujących zapisków Gottwalda: „26 czerwca. Moja córka, lat około sześć i pół, zaczęła skarżyć się na nadzwyczajny ból głowy. Podałem jej bezoparowe krople z lotnym spirytusem przeciw bólom głowy. Cztery godziny później jej stan znacznie się zmienił. Jej spojrzenie było nieprzytomne, skrajne części ciała nabrzmiałe i wystąpiły gwałtowne konwulsje, choć nie były długotrwałe. Później leżała jak sparaliżowana i nie można było jej ocucić. Jakiekolwiek lekarstwa jej podawaliśmy, były nieskuteczne i tak zmarła po trzech dniach”.

Brandy? Tak, ale francuska

Inny fragment: „Bogu dzięki, straciliśmy jedynie dwóch głównych rajców i tyleż samo ławników. Dokonało też żywota około jednej trzeciej duchownych, zaś nikt z lekarzy ani aptekarzy. Etatowych chirurgów straciliśmy jedynie dwóch, natomiast ich asystentów czy podwładnych, szczególnie tych pracujących w lazaretach, znaczną liczbę. Miejska elita ucierpiała niewiele, ale garnizon bardzo. Natomiast rzemieślnicy, zwykli kupcy, tak mistrzowie, jak i czeladnicy, uczniowie, tragarze i robotnicy zostali zdziesiątkowani (…). Popularna brandy była niepolecana i zabroniona, a zamiast niej brandy francuska dozwolona, i to z wielką korzyścią: na duchu tedy lżej było, odchodziły niepokoje, lęki, jako że wszelkie pobudzenie umysłu było szkodliwe dla zdrowia”.

Popularna brandy była niepolecana i zabroniona, a zamiast niej brandy francuska dozwolona, i to z wielką korzyścią.

Dziś rozumiemy już zasady epidemii, właściwe jej przyczyny, cała nauka zaangażowana jest w wykrycie lekarstwa lub szczepionki. Z pewnością ma to ogromne znaczenie. W niczym jednak nie zmienia naszego lęku przed zarazą…

Szykuje się rozpad koalicji?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3