WODA OKRĄGŁY ROK -...

WODA OKRĄGŁY ROK - Podsumowujemy debatę o działaniach prowadzonych przez MWiK w Bydgoszczy

Akcja specjalna WODA OKRĄGŁY ROK

Aktualizacja:

Express Bydgoski

WODA OKRĄGŁY ROK -  Podsumowujemy debatę o działaniach prowadzonych przez MWiK w Bydgoszczy
Czy źródła wody na terenie Bydgoszczy są bezpieczne? Co na grozi jeśli nie zaczniemy zagospodarowywać wód deszczowych? I co wspólnego mają wodociągi z ofertą kulturalną miasta? Na te pytania i wiele innych w naszej debacie odpowiadali eksperci z Miejskich Wodociągów i Kanalizacji oraz Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego.
WODA OKRĄGŁY ROK -  Podsumowujemy debatę o działaniach prowadzonych przez MWiK w Bydgoszczy
Czy woda na terenie Bydgoszczy jest bezpieczna? Czy możliwe jest jej zanieczyszczenie?

Stanisław Drzewiecki, prezes MWiK: Zrealizowaliśmy w minionych latach dużą inwestycję, która miała na celu ochronę ujęć wody, a tym samym zapewnienie jej jakości i bezpieczeństwa. To był nasz główny cel. Nie rozbudowa kanalizacji, tylko ochrona zasobów wodnych jest najważniejszym działaniem, które muszą czynić wodociągi, aby ta woda, która jest dobra dzisiaj, była bezpieczna też w przyszłości. I zapewniam, że nasza technologia oczyszczania wody i bariery, które są postawione na jej trasie, czynią ją absolutnie bezpieczną i zdatną do picia. Planując tę technologię badaliśmy ją przez 5 lat pod kątem odporności na wszelkie możliwe zanieczyszczenia jakie się mogą w Brdzie pojawić i jestem pewien, że nie ma żadnego zagrożenia w tej kwestii.

W mediach głośno było niedawno o groźnych substancjach, które przedostają się z Nitro-Chemu do wód gruntowych. Czy potwierdzają Państwo te doniesienia?

Prof. dr hab. Jerzy Gaca z UTP: Tu trzeba zwrócić uwagę, że przez długie lata Nitro-Chem funkcjonował jako część Zachemu i w tamtych czasach nie zwracano uwagi na środowisko. Więc nawet gdyby teraz zaprzestano jakiejkolwiek produkcji, to te zanieczyszczenia w wodach będą jeszcze przez długi czas. Niedawno Nitro-Chem uruchomił nową oczyszczalnię. Nie wiem, czy daje już ona dobre wyniki, ale na pewno pracuje, bo byłem tam i widziałem. Zdaję sobie sprawę, że taka oczyszczalnia potrzebuje czasu na rozruch. To proces bardzo złożony, wieloetapowy. Czy to przyniesie efekty, to się jednak dopiero okaże.

Czy Pana zdaniem ta oczyszczalnia rozwiązuje problem, czy te zanieczyszczenia są dla nas dalej groźne?

Stanisław Drzewiecki: Zacznę może od wyjaśnienia, że zanieczyszczenia z Nitro-Chemu nie mają żadnego wpływu na jakość wody, którą piją bydgoszczanie. My czerpiemy wodę z Brdy na Czyżkówku i ujęcia w Lesie Gdańskim, więc tamte zanieczyszczenia nie mają żadnego powiązania ze źródłami wody dla miasta. Natomiast należy je usunąć. Przepisy państwowe określają pewne parametry, które muszą spełniać odprowadzane ścieki, a nie są one spełnione. Nie były dotrzymane wcześniej i nie są dotrzymane teraz po zakończeniu tej inwestycji. Wedle doniesień publikowanych w mediach, wciąż przekraczane są wyniki dla związków szczególnie niebezpiecznych – dinitrotoluenu i trinitrotoluenu, które są związkami rakotwórczymi i mutagennymi. To najgorsze z możliwych zanieczyszczeń.

Czy nasze państwo robi wszystko, aby ich nie było?

Stanisław Drzewiecki: Ostatnio agendy państwowe podjęły pewne działania w tym zakresie, pytanie tylko dlaczego tak późno? My sygnalizowaliśmy ten problem kilka lat temu. Natomiast najważniejsze jest to, że się w końcu tym zajęły i jestem przekonany, że efekty tych działań będą właściwe.

Jerzy Gaca: Ten nacisk doprowadził właśnie do wybudowania tej oczyszczalni. Zdaję sobie sprawę, że każda technologia wymaga rozruchu, teraz trzeba kontrolować wyniki badań. Nie są one jednak na bieżąco publikowane, a powinny. To może rodzić wątpliwości, czy wszystko jest w porządku.

Stanisław Drzewiecki: My nasz obywatelski obowiązek wykonaliśmy – po przeprowadzeniu badań złożyliśmy zawiadomienie do regionalnego dyrektora środowiska, który zajął się tą sprawą. Natomiast druga strona, czyli Nitro-Chem, odmawia dostępu do dokumentacji i instalacji, mimo że jest do tego zobowiązany pozwoleniem wodno-prawnym.

Wciąż często, obawiając się o jakość wody w kranie, kupujemy wodę w plastikowych baniakach. Czy jest to potrzebnie?

Jerzy Gaca: Żeby pan prezes nie musiał się chwalić samemu, to odpowiem, że od czasu do czasu ze studentami robimy badania jakości wody w kranach i ta nasza bydgoska woda spełnia wszystkie wymagania. Pod względem fizykochemicznym w niczym nie ustępuje tej butelkowanej.

Ale ta woda wędruje do naszych budynków rurami, które mają już swoje lata i to może rodzić wątpliwości, czy nasze krany nie są zanieczyszczone?


Stanisław Drzewiecki: Jeszcze słyszymy takie pytania, natomiast musimy pamiętać, że na straży jakości tej naszej wody stoi rozporządzenie ministra, które zobowiązuje nas do tego, że musimy zagwarantować mieszkańcom wysoką jakość wody w kranie. I tak też jest. Jakość jest gwarantowana od źródła do samego budynku, a ten ostatni odcinek nie ma już dla tej wody żadnego znaczenia. Nie ma ryzyka pogorszenia jakości, bo kran jest taki a nie inny.

A czy deszcz, który spada z nieba, można w jakiś sposób wykorzystać w naszych gospodarstwach?

Stanisław Drzewiecki: Nie tylko można, ale nawet trzeba. Źle pojęta urbanizacja doprowadziła do betonowania wszystkiego co się da. Długo był to dla nas synonim nowoczesności, tymczasem to było najgorsze co mogliśmy zrobić. Przerwaliśmy w ten sposób naturalny obieg wody w przyrodzie, uniemożliwiając jej wsiąkanie do ziemi, co zubaża wody gruntowe. To jest ogromny problem. Zagospodarowywanie wód opadowych ma szansę przywrócić pierwotną sytuację.

W jaki sposób to zrobić? Stawiać beczki i łapać ten deszcz?


Stanisław Drzewiecki: W domku jednorodzinnym zachęcam żeby właśnie tak zrobić. Odciąć rynnę od odpływu na ulicy i postawić beczkę, w którą będziemy łapać wodę, którą można wykorzystać do podlewania roślin. Oczywiście w bardziej rozbudowanej zabudowie wielorodzinnej czy zakładach przemysłowych trudniej to zrobić samemu. Dlatego MWiK przygotował projekt, którego celem jest renowacja i modernizacja sieci deszczowej w całym mieście. Wybudujemy 66 zbiorników retencyjnych, które mają zatrzymać wodę opadową. Ta woda później będzie oczyszczana i wykorzystywana do podlewania zieleni i uzupełniania poziomu w istniejących oczkach wodnych. Aby pomóc właścicielom nieruchomości i firm opracowaliśmy taki katalog rozwiązań zielono-niebieskich, który w prostych przykładach pokazuje, jak mogą tę wodę u siebie zatrzymać.

Czy naprawdę jest to konieczne? Czy zapowiadane zmiany klimatyczne to coś pewnego, czy tylko domniemanie?

Dr inż. Krzysztof Napieraj z UTP: Jako ludzkość mierzymy się z największym problemem klimatycznym od 300 lat. Po „małej epoce lodowcowej” przeszliśmy do ogromnych ociepleń. Przez ostatnie 25 lat podzwrotnikowa strefa upałów przybliżyła się do nas o koło 500 km i to nie jest domniemanie, tylko czysta matematyka – tak mówią pomiary i monitoring. Konsekwencje w kolejnych latach mogą być olbrzymie. Scenariuszy jest kilka, a wedle takiego „średniego” w roku 2025 roku w Warszawie będą już takie temperatury jak dziś są w Bratysławie. A za kolejne 20 lat będzie u nas tak jak w Ankarze! Jeśli będziemy się tylko biernie przyglądać tym wydarzeniom, to ten scenariusz się spełni na pewno.

Czy te zbiorniki retencyjne wystarczą by zapobiec temu problemowi?

Krzysztof Napieraj:
To tylko jeden z wielu elementów. Polska już dziś jest krajem o najniższej retencji opadów deszczowych w Europie. Zatrzymujemy tylko ok. 6,5% wód opadowych, podczas gdy np. Niemcy, którzy mają ten sam problem klimatyczny, zatrzymują 35-40%. To świadczy o tym jak wiele musimy zmienić.

Stanisław Drzewiecki: Same zbiorniki nie doprowadzą nas oczywiście do celu, który musimy osiągnąć. Musimy zmienić cały sposób myślenia o planowaniu i zagospodarowaniu miasta w kierunku wykorzystania wody deszczowej. Zawsze będziemy żyli w sztucznym środowisku, bo to co zostało już zabudowane – ulice, budynki – tego nie zmienimy. Ale pozostała powierzchnia może być przywrócona naturze.

Jak będzie wyglądać sytuacja w Polsce, jeśli ten czarny scenariusz się spełni? Woda będzie towarem bardzo drogim, deficytowym?

Krzysztof Napieraj: Tak może to wyglądać. Nie musimy sobie tego zresztą wyobrażać, możemy to zobaczyć na własne oczy. Jedźmy do Turcji, Izraela, Syrii, czyli tam gdzie istnieją deficyty wody. Polska już teraz ma takie same zasoby jak Egipt, który jest uważany za państwo pustynne.

Stanisław Drzewiecki: Muszę uspokoić w tym miejscu, że akurat Bydgoszcz jest ewenementem w skali kraju – nam taki deficyt wody nie grozi. Tak zaprojektowaliśmy ujęcie wody, że możemy gromadzić ją na trzy miesiące do przodu. Pamiętacie państwo te ogromne susze kilka lat temu, gdzie niektóre miasta ograniczały zużycie wody? My tego problemu nie mieliśmy.

Zmieńmy może temat na nieco lżejszy i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, czy woda może mieć coś wspólnego z kulturą?

Marek Jankowiak, rzecznik MWiK: Odpowiedzią jest już sam fakt, że możemy toczyć dziś tę debatę w Muzeum Wodociągów, jednym z dwóch zabytkowych obiektów, które mamy na stanie, obok Wieży Ciśnień. Kilka lat temu, gdy stanęliśmy sprzed decyzją, co z nimi robić, mogliśmy nie zrobić nic i pozwolić na dalsze niszczenie tych obiektów, albo wziąć się za barki z dużym przedsięwzięciem, które miało na celu uratowanie tych bardzo ciekawych i – jak się okazało – potrzebnych obiektów.

Dlaczego spółka postanowiła zainwestować czas i środki w renowację zabytków?


Marek Jankowiak: Nazywa się to ładnie społeczną odpowiedzialnością biznesu. Przez 12-13 lat prowadziliśmy bardzo uciążliwe dla bydgoszczan roboty drogowe związane z realizacją dwóch dużych projektów inwestycyjnych. Przyszło nam do głowy, że w ramach rekompensaty zrobimy coś fajnego dla mieszkańców. I postanowiliśmy odnowić nieczynną fontannę przed Filharmonią Pomorską. Pomyśleliśmy, że skoro już mamy ją odnowić, to niech to będzie atrakcyjne miejsce – nie tylko woda, ale także światło i dźwięk. Tak narodziły się nasze koncerty przy fontannie.

Dr inż. Franciszek Bromberek, rzecznik UTP: Na koncertach się nie skończyło. MWiK jako jedna z nielicznych firm, która inwestuje bardzo mocno w kulturę i ratowanie zabytków. Niewiele firm w naszym mieście ma takie podejście. W obiekcie, w którym się znajdujemy odbywają się teraz rozmaite koncerty i wystawy. Od wielu lat współpracujemy z wodociągami przy ich organizacji. W Wieży Ciśnień odbywają się wystawy prac naszych studentów – to świetny przykład współpracy, która przynosi korzyści obu stronom i wszystkim bydgoszczanom.

Marek Jankowiak: Mówimy o wodzie, że trzeba ją oszczędzać, a jednocześnie cały czas ją lejemy np. myjąc zęby. By od tego odejść, musimy zmienić naszą mentalność, a tego nie da się zrobić z tygodnia na tydzień, czy nawet z roku na rok. To muszą być wieloletnie działania. I z tą myślą właśnie utworzyliśmy Muzeum Wodociągów. By to nie był tylko stary budynek, czekający na przypadkowych zwiedzających, ale by był obiektem, w którym będziemy aktywnie edukować młodzież. I to się tutaj dzieje. Bardzo często w trakcie roku mamy uczniów i opowiadamy im o tym skąd się bierze woda, co się z nią dzieje i dlaczego trzeba ją oszczędzać. To jest coś, czego musimy się uczyć od maleńkości. Nasza działalność to więc taka kuźnia edukacji kolejnych pokoleń.

Zobacz wszystkie części debaty>> Debata o wodzie - kliknij

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej
Tędy lepiej nie chodzić po zmroku w Bydgoszczy [zdjęcia]

Tędy lepiej nie chodzić po zmroku w Bydgoszczy [zdjęcia]

Moc prezentów w prenumeracie porannej Expressu!

Moc prezentów w prenumeracie porannej Expressu!

Śluby znanych osób w Bydgoszczy i regionie. Pamiętacie? [zdjęcia]

Śluby znanych osób w Bydgoszczy i regionie. Pamiętacie? [zdjęcia]