W Wielkiej Brytanii trwa największy od 30 lat protest pracowników kolei. Związkowcy rozpoczęli strajk, ponieważ oczekują podwyżek. Reprezentują między innymi sygnalistów, sprzątaczy, kucharzy i konduktorów - zwykle słabo opłacanych. Protestującym nie podobają się również proponowane przez ich szefów reformy, na przykład pomysł zamknięcia wszystkich kas i przeniesienia sprzedaży do internetu lub automatów.
"Minister transportu i minister finansów zostawili swoje odciski palców na problemach kolei i całego społeczeństwa" - mówił Mick Lynch, szef związku RMT.
Premier Boris Johnson przekonuje, że żądania podwyżek będą miały tylko jeden efekt: napędzą spiralę inflacji.
- Kolosalne inwestycje w kolej, jakie planujemy, będą możliwe tylko dzięki reformom: nie może być tak, że niektóre kasy sprzedają jeden bilet na godzinę - mówił szef rządu.
Sytuację w Londynie utrudnia dodatkowo protest pracowników metra. Przystanki autobusowe stolicy są oblężone. Strajki paraliżują Anglię, Walię i Szkocję. W Irlandii Północnej kolej funkcjonuje normalnie.
Kolejne protesty zaplanowano na czwartek i sobotę. Ich efekty będą negatywnie wpływać na rozkład jazdy przez cały tydzień. Podróżowanie będzie trudne lub nawet niemożliwe aż do niedzieli włącznie.
Źródło: Polskie Radio 24
