W klatce do Europy

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Niby wszyscy kręcą nosem i nabijają się ile wlezie z tego całego festiwalu. A że to wyścigi kiczmenów, że muzyczne dno, że udawanie Ameryki po etnicznemu. Tyle że takie jak Eurowizja narodowe batalie mają swoją specyfikę i rangę - bo kanalizują nie tylko rozrywkowe emocje. Ta ranga jest zresztą tym większa, im Europa jest bardziej zjednoczona. Bo widać duch w narodach nie ginie.

Widzowie więc poziom festiwalu Eurowizji wyklinają, ale potem irytują się, że ci niedobrzy Francuzi dali nam mało, a ci niewdzięczni Rumuni czy inni Hiszpanie jeszcze mniej. Co tu bowiem dużo gadać, w ostatnich latach nasi spece od śpiewania wypadają kiepściutko. I nie dziwi mnie to, że podczas zorganizowanych w miniony weekend polskich eliminacji obejrzeliśmy gromadę drugoligowców i dwa teamy importowane ze Szwecji, a nie rodzime gwiazdy. Bo gwiazdy dobrze wiedzą, jak kopniak na Eurowizji może załamać karierę. Pamiętają, jakimi mocarzami przed festiwalem byli Blue Cafe czy Ivan i Delfin, a jak trudno było się im odnaleźć po tym, gdy Europa obśmiała ich występy.

Oni zresztą przynajmniej pasowali do imprezy, na której liczy się lekki pop, show i wygłup. Zawsze mnie interesowało, co też umyślili sobie lata temu ci głowacze, którzy wysłali na Eurowizję niejakiego Mieczysława Szcześniaka. Biedny pan Mieczysław ze swoim stylem śpiewania wśród najróżniejszych pop-hucpiarzy wyglądał jak stwór z innej planety.

Ale patrzmy dzielnie w przyszłość. Polskie eliminacje wygrała grupa The Jet Set, którą co prawda specjaliści od harmonii, frazowania i świętej wiary w to, że pop to prawdziwa sztuka, ważą sobie lekce, ale za wynik której wstydzić się raczej nie będziemy. Była więc urodziwa blondynka z rosyjskimi korzeniami, był ciemnoskóry raper, a na dokładkę seksowne stroje pań, wielka złota klatka, w której tańcowały, i stylizacja na stare, dobre czasy. A, i jeszcze w miarę chwytliwy refren oraz solidne głosy obojga wokalistów. Panna Sasha przeszła zresztą swego czasu przez „Idola” i, o ile pamiętam, na pewno nie jest wyhodowanym w studiu dziwadłem, tylko naprawdę śpiewać umie.

I jeszcze na dodatek ona jest urodzoną i urodziwą Rosjanką - choć mieszkającą od dziecięcia w Polsce - a on Anglikiem, więc może zgarniemy trochę głosów tamtych nacji. Bo przecież Eurowizja to pokaz narodowych sympatii - głosują na siebie te kraje, które się lubią. No a jeśli chodzi o nas, to wychodzi na to, że nikt nas nie lubi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie