Rozmnażanie przez zamrażanie

Redakcja
Udostępnij:
Rozmowa z KAROLINĄ WASILOW, lekarką z Laboratorium Rozrodu Kliniki Leczenia Niepłodności Genesis w Bydgoszczy.

Rozmowa z KAROLINĄ WASILOW, lekarką z Laboratorium Rozrodu Kliniki Leczenia Niepłodności Genesis w Bydgoszczy.

<!** Image 2 align=none alt="Image 125867" sub="Karolina Wasilow: - Na sto niepłodnych par zgłaszających się do kliniki około 65 proc. nie będzie potrzebowało in vitro. Zajdą w ciążę po inseminacji lub jeszcze prościej - z drobną pomocą lekarską uda im się to samodzielnie / Fot. Dariusz Bloch">Niedawno wróciła Pani z Amsterdamu, z międzynarodowego kongresu poświęconego medycynie rozrodu. Czy szykują się jakieś rewolucyjne zmiany?

Kongres, który organizuje ESHRE, czyli Europejskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, odbywa się co rok. Teoretycznie podczas każdego spotkania powinniśmy dowiadywać się czegoś nowego na temat naszego postępowania, ale tylko teoretycznie, bo rok to zbyt krótki okres na rewolucję w tej dziedzinie medycyny.

O czym się mówiło?

<!** reklama>Było wiele interesujących wykładów, lecz większość badań oraz metod stosowanych, np. w USA, dla nas jeszcze długo pozostanie w sferze marzeń. Ciekawym tematem jest diagnostyka przedimplantacyjna - biopsja blastomeru (komórka potomna jaja, powstała w procesie podziału komórek - przyp. red.) w celu wykluczenia ewentualnych wad genetycznych zarodka. Możemy pobrać blastomer, lecz nie mamy możliwości korygowania wad. Badanie skierowane jest do par, które urodziły już dzieci z wadami, mają w najbliższej rodzinie dzieci z wadami genetycznymi lub u których dochodziło do poronień nawykowych. PGB nie robi się na życzenie, konieczne są wskazania.

To badanie wiąże się zapewne z dylematami etycznymi...

Zastanawiałam się nad tym. Postęp w tej dziedzinie jest bardzo szybki. Przypomnę przypadek pary z Wielkiej Brytanii. Ich dziecko zachorowało na białaczkę. Nie znaleziono dla niego dawcy. Rodzice chcieli poddać się procesowi in vitro, celem uzyskania zarodka, a następnie ciąży identycznej genotypowo z żyjącym dzieckiem. Wszystko po to, aby pobrać z krwi pępowinowej komórki macierzyste do przeszczepu. Żaden z brytyjskich ośrodków stosujących IVF nie chciał się tego podjąć. Małżeństwo poleciało do Stanów Zjednoczonych, gdzie taka procedura nie napotkała żadnych trudności. I tu pojawia się obawa o sens i wykorzystywanie zapłodnienia pozaustrojowego w celach innych niż zakładano tworząc tę metodę.

Środowiska katolickie walczą o życie wszystkich zarodków. Czy jest możliwa zgoda?

Na pewno tak, ale przy spełnieniu pewnych zasad dialogu. Biologia rozrodu człowieka a priori zakłada eliminację słabych lub wadliwych genetycznie zarodków, czy w organizmie kobiety, czy w laboratorium. Wielokrotnie w naturze jest tak, że w cyklach naturalnych kobiety uwalniana w trakcie owulacji komórka jajowa zostaje zapłodniona, zaczynają się podziały, jednak na którymś z etapów dochodzi do błędów w tych podziałach i zarodek  nie zagnieżdża się w jamie macicy. Podobnie w laboratorium - nie każda pobrana komórka jajowa, ani nie każdy powstający zarodek to pewne ludzkie życie.

Skąd się bierze niepłodność?

Przyczyn jest cała lista. Znakomita większość to niepłodność idiopatyczna, czyli taka, której przyczyny przy obecnej wiedzy i możliwościach diagnostycznych nie jesteśmy w stanie ustalić.

Posłanka Nelly Rokita uznała, że sposób na niepłodność to odprężenie, wino i wypad z mężem na łono natury...

Odprężenie owszem, ale to nie jest lekarstwo i sądzę, że nikt tej wypowiedzi nie traktuje poważnie. Co powiedzieć pacjentce po zapaleniu przydatków, która ma niedrożne jajowody? Jej nie pomoże łąka i wino. Problem niepłodności istnieje i nie należy sprowadzać go do tego typu dyskusji. Światowa Organizacja Zdrowia uznała niepłodność za chorobę i takie są fakty. Nie warto z nimi polemizować.

Od czego zaczynacie leczenie?

Im bliżej natury, tym lepiej. O ile jest to możliwe, zaczynamy jak najmniej inwazyjnie. Na sto niepłodnych par zgłaszających się do kliniki około 65 proc. nie będzie potrzebowało in vitro. Zajdą w ciążę po inseminacji lub jeszcze prościej - z drobną pomocą lekarską uda im się to samodzielnie. Około 25 proc. będzie wymagało zastosowania technik zapłodnienia pozaustrojowego. Jest jeszcze grupa 10 procent par, którym z różnych względów nie będziemy mogli pomóc. Taka jest statystyka i każda klinika leczenia niepłodności prędzej czy później się w jej widełki złapie.

Zamrażanie zarodków i komórek jajowych. Czy ten sposób wytrąca przeciwnikom in vitro argumenty o niszczeniu życia?

Nie, mrożenie komórek jajowych i zarodków nie załatwia problemu dialogu z Kościołem. Nazywanie zapłodnienia in vitro „wyrafinowanym sposobem aborcji” nie ma podstaw teoretycznych i praktycznych. Należy zrozumieć, że zarodki, które w procesie in vitro nie dają ciąży, w naturze też by jej nie dały, co dzieje się wielokrotnie w życiu kobiet, i to bez żadnej ingerencji osób trzecich.

Jakie szanse na rozwój mają tak przechowywane zarodki i komórki jajowe?

Do czasu wymyślenia metody zwanej witryfikacją, mrożenie oocytów (komórek jajowych) dawało około 2,5 proc. szans na to, że z takiego oocyta urodzi się zdrowe dziecko. Oocyt jest newralgicznym „punktem” całego rozrodu. Od trzech lat funkcjonuje pojęcie witryfikacji. Twórcą nowoczesnej metody zamrażania jest japoński naukowiec, prof. Kuwayama, pod okiem którego miałam przyjemność pracować.

Czym się różni witryfikacja od „starego” zamrażania?

Przeżywalność komórek jajowych po witryfikacji sięga 99 proc. przy założeniu 15 proc. przeżycia przy klasycznym sposobie mrożenia. Tajemnica zapewne tkwi w mediach (specjalne płyny, w których odbywa się mrożenie), których składu nie znamy. My postawiliśmy na oryginał, dlatego media przylatują do nas prosto z Tokio.

Jak długo komórka może czekać?

Tego nikt nie wie. Mamy zarodki zamrożone ponad pięć lat temu. Komórek jajowych wcześniej nie zamrażaliśmy.

Wskazania do witryfikacji oocytów...

Gdy pacjentka z różnych względów musi poddać się chemio- lub radioterapii. Witryfikacja daje nam  większe możliwości. Nie boimy się już (w porównaniu z klasyczną metodą mrożenia) znacznej utraty potencjału biologicznego tych oocytów.

Są już chętne?

Tak. Kobieta z guzem piersi zdecydowała się na witryfikację komórek jajowych. Pacjentka jest już po cyklach chemioterapii. Do tematu ciąży z pewnością  powróci za rok, dwa.

Co jeszcze możecie mrozić?

Pobieramy tę część jajnika, w której wytwarzane są komórki jajowe. Po okresie chemio- czy radioterapii pobraną tkankę wszczepiamy w dawne miejsce, ale także na przykład pod skórę na przedramieniu czy udzie. Często po wszczepieniu tkanki jajnikowej w jej pierwotnej lokalizacji dochodzi do przywrócenia fizjologicznej funkcji narządu. Najważniejsze, że chorej kobiecie nie zabiera się nadziei na macierzyństwo.

Jak to było z „Pani pierwszym dzieckiem”?

Zobaczyłam je około sześciu tygodni po porodzie. Do zapłodnienia doszło już po pierwszej próbie. Inna pacjentka urodziła bliźniaki też po jednej próbie. Najwspanialsza jest ta pierwsza wizyta, pierwsze USG po dodatnim teście ciążowym. Dla takich chwil wzruszeń warto poświęcić dni, miesiące, ba - lata ciężkiej pracy.

Karolina Wasilow, lekarka

  • Specjalistka z zakresu zapłodnienia pozaustrojowego klasycznego i ICSI (zastosowanie mikroiniekcji plemnika do komórki jajowej), krioprezerwacji komórek rozrodczych, zarodków i blastocyst.
  • Trzy lata temu ukończyła studia w Collegium Medicum UMK. Pracą w Klinice Leczenia Niepłodności Genesis zainteresował ją już pod koniec studiów dr Marek Szymański. Doktor Karolina Wasilow jest w trakcie robienia specjalizacji z medycyny rodzinnej, w przyszłości planuje doktorat z andrologii.
  • Miłośniczka zwierząt, ma 13-letniego posokowca bawarskiego.

 

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Nie polecam! Szkoda nerwów, czasu i pieniędzy. M. Szymański nastawiony tylko na zarabianie pięniędzy. Za każdym razem inna kwota za wizytę. Leczymy się z mężem na niepłodnością idiopatyczną, a lekarz nie wykonując żadnych badań stwierdza w ciemno inseminację lub in vitro. Gabinety w opłakanym staniem. Opóźnienia do 3 godzin. Personel nic nie wie, gubi wyniki badań. Zwolnienia lekarskie wypisywane na nazwisko innego learza, którego nigdy nie widzieliśmy na oczy. Leki kupowane na miejscu, recepty bez zniżek z wytłumaczeniem, że niestety spóźniłam się i limit się wyczerpał. Nigdy nie mogłam się doprosić o jakąkolwiek karte informacyjną z wizyty. Embriolog i położne niekompetentne. Bardzo żaluję straty czasu i pieniędzy. Wątpliwą kwestią jest również wykonywana procedura in vitro, w której priorytetm jest sprzęt i embriolog. Embriolog podał nam ilość komórek jajowych, a w późniejszym etapie zarodków, natomiast lekarz stwierdził zupełnie inną ich liczbę. Na koniec zawołali "jakąś panią", która nie wiem kim była i stwierdziła jeszcze inną liczbę uzyskanych zarodków...BRAK SŁÓW!!!! Dlatego ostrzegam wszystkich starających i doradzam od razu wybranie prawdziwej kliniki a nie piwnicy do prania pieniędzy. Pozdrawiam
Dodaj ogłoszenie