Najbardziej nietypowe święta wielkanocne w historii. Rarytasem potrafił być nawet… chiński smalec

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
NAC
Kolejne z rzędu Święta Wielkanocne spędzimy w sposób, który jeszcze niedawno trudno byłoby nam sobie wyobrazić. Ograniczone spotkania rodzinne, limity osób w kościołach... Ale nietypowych wiosennych świąt w historii mieliśmy więcej. Oto te "najdziwniejsze"...

FLESZ: Droższy koszyk na Święta Wielkanocne

Czytając wspomnienia bydgoszczan sprzed ponad wieku, stwierdzić trzeba, że święta wielkanocne najsilniej zapadały im w pamięć w okresie I wojny i powrotu miasta do Polski. W pierwszym okresie wojny, głównym problem był brak przy stole mężczyzn powołanych na front. Kłopoty aprowizacyjne zaczęły się od trzeciego roku wojny, kiedy wprowadzono racjonowanie żywności. Np. w 1918 roku przydział na święta wynosił 15 dag mięsa i 5 dag kiełbasy na osobę.

Ze święconką do jeńców

Dla wielu najtrudniejsze były święta 20. i 21. kwietnia 1919 roku. Trwał stan niepewności – Bydgoszcz będzie polska czy niemiecka? Brakowało wówczas praktycznie wszystkiego, przydziały wprowadzone na czas wojny albo były zmniejszane albo ich dostawy opóźniały się. W czasie ostrej i długiej zimy wymarzły w kopcach ziemniaki. Mimo trudności, udała się zorganizowana przez Polską Radę Ludową akcja pomocy. Bydgoszczanki wolontariuszki udały się w przeddzień świąt ze święconką do obozu jeńców, więźniów i internowanych powstańców wielkopolskich. Rankiem w pierwsze święto przyszedł mróz i spadł śnieg, a przenikliwie zimny wiatr tworzył na ulicach zadymki śnieżne. Z powodu godziny policyjnej, odwołano poranne rezurekcje. Największym przysmakiem tej Wielkanocy był smalec... chiński, którego dostawy trafiły do Bydgoszczy przed świętami (miał zapach tranu, ponoć z powodu... tuczenia świń przez Chińczyków rybami, więc trzeba było go przed jedzeniem przesmażyć z cebulą).

Kościoły były przepełnione na wszystkich mszach. W farze dzieci przystępowały do pierwszej komunii.

Rok później radość z powrotu do Polski pozwalała znieść jeszcze większe braki.
„Gdy w roku ubiegłem dzwony wielkanocne w wolnej już Polsce tryumfalnem odzywały się biciem, my jeszcze dźwigaliśmy jarzmo niewoli. Dziś po raz pierwszy jako wolne polskie dzieci obchodzimy święto zmartwychwstania. I nie wolno nam się smucić, choć przyczyn smutku tak dużo wokół nas. Dajmy zatem wyraz naszej radości, spiesząc do świątyń i zaśpiewajmy wdzięcznem sercem: Wesoły nam dzień dziś nastał” - pisał „Dziennik Bydgoski”. Kościoły były przepełnione na wszystkich mszach. W farze dzieci przystępowały do pierwszej komunii.

Koncert u Patzera

Sytuacja zaopatrzeniowa była wówczas jeszcze gorsza niż w czasie wojny. Pomimo tego świąteczne uczty proponowały nowo otwarte, będące już własnością Polaków, restauracje jak „Oberża Myślencinek” czy „Wesoły Świat” przy ul. Dworcowej. W pierwsze święto miał miejsce wielki koncert w sali Patzera. Po południu orkiestra wojskowa grała za to dla wszystkich na placu Wolności.
Najstarsi bydgoszczanie mają z kolei w pamięci święta wielkanocne z czasu okupacji niemieckiej.

Na Wielkanoc pod koniec wojny były tylko jaja i smażone placki ziemniaczane, jeśli mamie udało się skądś zdobyć olej…

- Było bardzo biednie i skromnie – wspomina Maria Pietrzak. - Jako dzieci marzyliśmy o słodyczach, a mama piekła tylko placek z marchwi. Początkowo były jeszcze masło i jakieś ersatze, a potem już tylko margaryna i marmolada z buraków i jarzębiny. Na Wielkanoc pod koniec wojny były tylko jaja i smażone placki ziemniaczane, jeśli mamie udało się skądś zdobyć olej… Zawsze jednak był na stole biały ręcznie haftowany obrus, zachowane sprzed lat figurki baranków i zajączków, wiosenne kwiatki i bazie, było święcone...

Rarytasem radziecka tuszonka

Niedziela wielkanocna w 1945 roku przypadła na 1. kwietnia, czyli prima aprilis. Po sześciu latach przerwy wróciła ochota do żartów i dyngusu. Jak wspomina Maria Pietrzak, zaopatrzenie było wówczas równie złe jak pod koniec wojny. Istotnym problemem było, czy do chleba będzie choć margaryna. Przebojem świątecznego stołu była tuszonka otrzymywana od radzieckich żołnierzy, a jedynym mięsem możliwym do zdobycia stała się konina. Paczki z UNRRY pojawiły się w Bydgoszczy dopiero jesienią 1945 roku.
W dziejach Polski były jeszcze jedne szczególne święta wielkanocne. Pierwsze po wprowadzeniu stanu wojennego, 11. i 12. kwietnia 1982 roku.

To była Wielkanoc bez słodyczy dla dzieci, bez pomarańczy, bez białej kiełbasy i bez szynki.

- To były jedyne święta, w czasie których nie widziałam swoich rodziców, póki żyli - wspomina Anna Lipińska. - Mieszkałam wówczas w Łodzi i nie mogłam przyjechać do rodzinnego domu do Bydgoszczy na święta, bo obowiązywał zakaz poruszania się po kraju bez specjalnej przepustki. Była to najuboższa Wielkanoc, jaką pamiętam. W sklepach były pustki, a ponieważ chodziłam do pracy, po południu nawet na kartki nie można było nic lepszego kupić. To była Wielkanoc bez słodyczy dla dzieci, bez pomarańczy, bez białej kiełbasy i bez szynki. Tylko jaj było pod dostatkiem, bo dostarczała je znajoma ze wsi, z którą razem pracowałam.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie