[break]
Edward K. do Bydgoszczy przybył z Wielkopolski w 1920 roku. Otworzył w naszym mieście warsztat szewski przy ul. Gdańskiej. Jednak z czasem zaczął się bardziej interesować ziołolecznictwem niż naprawianiem butów.
Z szewca znachor
Przy ogromnym ruchu migracyjnym w Bydgoszczy, zapewniającym dużą anonimowość, Edward K. z czasem zaczął występować w roli znachora, pomagając zrazu sąsiadom, potem znajomym, a po pewnym czasie otwierając nawet w dawnym warsztacie szewskim gabinet... lekarski. Swoją praktykę K. opierał nie tylko na zapisywaniu mikstur i naparów z ziółek leczących wszystkie niedomagania i choroby, ale także, wykorzystując zapatrzoną w „pana doktora” sąsiadkę, Władysławę D., na leczeniu transem hipnotycznym przy pomocy kobiety, występującej w roli medium.
Trafiając na określone osoby i sprytnie im „pomagając”, Edward K. zyskał z czasem swoistą sławę, wielu pacjentów, a także niezłe dochody. To mu jednak nie wystarczyło. Na początku roku 1925 postanowił zawiązać tajną organizację. Jej członkami zostali znajomi i sąsiedzi, których udało mu się przekonać, że to właśnie on, K., został powołany do przejęcia władzy w państwie polskim. W przeciwnym wypadku miało ono upaść. Tę samą wizję, przyjmując jako „doktor”, przekazywał za pomocą kobiet mediów swoim pacjentom. Do tej roli, oprócz Władysławy D., dokooptował inną sąsiadkę, Klarę G.
W dniach wolnych od przyjęć Edward K. jeździł po okolicy, poszukując kolejnych chętnych. Namawiał miejscowych Niemców, przekonywał Żydów, a także socjalistów i komunistów, ogólnie osoby niezadowolone z sytuacji politycznej w kraju. O powadze propozycji miały świadczyć czynione przez niego „przy okazji” zakupy starej broni palnej.
Do psychiatry!
Jak można było oczekiwać, ktoś z indagowanych doniósł policji o dziwnym agitatorze. Ta, po przyjściu do gabinetu „lekarskiego” w Bydgoszczy, dokonaniu rewizji i sprawdzeniu faktów, wiedziała już, że Edward K. podszywa się tylko pod lekarza. Po przesłuchaniu sąsiadów wyłonił się tak nieprawdopodobny obraz działań Edwarda K., że od razu został on skierowany na badania psychiatryczne do specjalistycznego szpitala w Dziekance koło Gniezna.
Psychiatrzy orzekli jednak, że z umysłem badanego jest wszystko w porządku. Dlatego po powrocie do Bydgoszczy pan „doktor” dostał się w obroty prokuratury i doczekał się z jej strony bardzo poważnego aktu oskarżenia. Został na podstawie zeznań licznych świadków obwiniony o spiskowanie przeciwko państwu, próbę obalenia przemocą jego ustroju, a tym samym zdradę stanu, a także o prowadzenie agitacji komunistycznej i proniemieckiej oraz bluźnierstwa wobec religii katolickiej.
Proces Edwarda K. odbył się w grudniu 1925 roku w Bydgoszczy i trwał tylko trzy dni. W mieście wywołał ogromną sensację i zainteresowanie, wiele osób chciało zobaczyć pana „doktora” na ławie oskarżonych.
6 lat za spiskowanie
Jego znajomi zeznawali jako świadkowie i jak jeden mąż wypierali się wszelkich związków z wywrotowcem. Obok Edwarda, na ławie oskarżonych zasiadły jedynie dwie kobiety, występujące w roli medium. Obrońca próbował przekonać sąd, że prokurator grubo przesadził w zarzutach, a główny oskarżony nie był całkiem normalnym człowiekiem, jednak jego głos nie został wzięty pod uwagę. 14 grudnia 1925 roku sąd skazał Edwarda K. za zdradę stanu na karę sześciu lat ciężkiego więzienia. Jego pomocnice otrzymały za poplecznictwo karę po 150 zł grzywny zamienialną na 30 dni aresztu.