Marsz Powstania Warszawskiego po południu przeszedł w centrum Warszawy. Tym razem marsz szedł pod hasłem "Niemieckie zbrodnie nierozliczone". Narodowcy przeszli trasą: Rondo Dmowskiego - Aleje Jerozolimskie - Nowy Świat - Plac Krasińskich. Płonące race, flagi i okrzyki ''Cześć i chwała bohaterom''.
Marsz nie był wolny od incydentów. Organizacje lewicowe wywiesiły transparenty "Powstań przeciwko faszyzmowi", "Feminizm nie faszyzm", a na trasie marszu pojawiły się też tęczowe flagi organizacji LGBT. Sympatycy organizacji lewicowych siadali przy trasie marszu z białymi kwiatami w dłoniach.
Organizatorzy marszu uznali to za prowokację. Marsz organizowały bowiem organizacje prawicowe, wśród nich osoby związane z Ruchem Narodowym. Interweniowała policja. Funkcjonariusze zabierali tęczowe flagi stojącym z nimi gapiom, a także weszli do jednego z mieszkań przy Krakowskim Przedmieściu, by zdjąć flagę powieszoną na balkonie tego mieszkania.
Marzena Nykiel, redaktor naczelna prawicowego portalu wPolityce.pl zamieściła wpis na Twitterze określając te osoby "tęczowymi prowokatorami".
W mediach społecznościowych pojawiły się też wpisy krytykujące działania policji.
Nadkomisarz Sylwester Marczak ze stołecznej policji powiedział Onetowi, że policja podejmowała działania tam, gdzie była konieczność interwencji. Dodał, że organizator również korzysta ze swoich praw. Zapewnił, że w niedzielę policja podsumuje działania podczas marszu.
