- Jeśli odebrano ci coś, co kochasz, to będziesz pracował jeszcze ciężej, by do tego wrócić. Gdybym był w podobnej sytuacji, co Robert Kubica, zrobiłbym to samo, co on - przyznał Jacques Villeneuve po tym, jak 34-letni Polak wrócił do ścigania w Formule 1.
Kubicy w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej nie było przez ponad osiem lat. W 2011 r. uległ wypadkowi podczas rajdu samochodowego, w którym o mało nie stracił życia. Konsekwencją tragedii była m.in. pogruchotana prawa ręka. Skutki zdarzenia widoczne są do dziś, a nasz jedynak w Formule 1 nie odzyskał nad nią pełnej władzy. Mimo przeszkód i długiej rehabilitacji jest w stanie rywalizować na torze F1. Szansę dał mu brytyjski zespół ROKiT Williams Racing. 17 marca przejechał swój pierwszy wyścig, Grand Prix Australii.
- To oczywiście wielkie osiągnięcie wrócić po tylu latach, naprawdę niewiarygodne - podkreślił Villeneuve, który w 1997 r. jako kierowca zespołu Williamsa został mistrzem świata. Dodał jednak, że powrót nie jest korzystny dla Formuły 1.
- To straszna wiadomość dla dyscypliny. Mówiłem o tym w poprzednim roku i swojej opinii nie zmieniam. Formuła 1 to elita, powinna być wyścigowym szczytem. Nie jest więc dobre, że ktoś z niepełnosprawnością, bo tak właśnie jest, może ją uprawiać. Być może w innych klasach tak, jednak Formuła 1 musi być wymagająca i trudno osiągalna - tłumaczył 47-letni Kanadyjczyk.
Kubica, jak cały zespół Williamsa, sezon rozpoczął słabo. W Australii Polak był 17. (ostatni sklasyfikowany, bo trzech kierowców wycofało się w trakcie wyścigu), a George Russell 16. Druga runda sezonu odbędzie się w ostatni weekend marca w Malezji.
Bolid Roberta Kubicy w nowych barwach. "Mam nadzieję, że będzie miły w prowadzeniu"