Bydgoski rynek nieruchomości - czy wirus wymusi obniżki cen?

Sławomir Bobbe
Sławomir Bobbe
Na deweloperskich inwestycjach praca wre - obniżek cen nowych mieszkań nie ma się co spodziewać.
Na deweloperskich inwestycjach praca wre - obniżek cen nowych mieszkań nie ma się co spodziewać. Tomasz Czachorowski
W bydgoskich nieruchomościach emocje jak na rybach. Tyle, że grube ryby dawno odpłynęły, a drobnica ciągle nie bierze.

Na stronie bydgoskiej Grupy Moderator na Facebooku aż 76 procent głosujących w ankiecie oczekuje, że w związku z epidemią wirusa ceny nieruchomości spadną. Jednocześnie mają rację i głęboko się mylą. Mylą się, gdy chodzi o rynek pierwotny. Nadpodaży gotowych do wprowadzenia się mieszkań nie ma, a korekty cen dotyczyć mogą jedynie inwestycji, w których pułap cenowy ustawiono zbyt wysoko.

- Osoby, które liczą na obniżki cen nowych mieszkań na rynku pierwotnym będą rozczarowane, zniżek nie będzie. Tego typu inwestycje planuje się z kilkuletnim wyprzedzeniem, firmy poniosły już koszty przygotowania projektów, wykupu działek, wiele projektów jest już w trakcie realizacji lub na finiszu – podkreśla Małgorzata Dysarz-Lewińska, specjalista ds. PR Grupy Moderator. - Jedyną możliwością przeceny będzie moment, w którym deweloperowi będzie grozić utrata płynności, wtedy być może będzie chciał sprzedaż mieszkania taniej, by ściągnąć z rynku gotówkę. Nas to nie dotyczy.

Co innego rynek wtórny – tu balon cenowy był i tak napompowany, a wydarzenia związane z wirusem tylko przyspieszyły jego przebicie. Kto obserwuje bydgoski rynek nieruchomości widzi, że ceny nie tylko już nie rosną, ale często spadają. Kilka tygodni temu dom z lat 70-tych w dobrej lokalizacji kosztował 470 tysięcy złotych, teraz jest 50 tysięcy złotych tańszy. I ciągle czeka na kupującego. Na mieszkaniu można „utargować” więcej niż zwyczajowe 5-7 procent od ceny ofertowej. Dużo więcej.

Na kryzysie tracą wszyscy

Pandemia koronawirusa zaskoczyła rynek nieruchomości. Tracą biura pośrednictwa, deweloperzy, sprzedający – zyskać mogą kupujący, o ile dostaną kredyt hipoteczny, a sprzedający pogodzą się z tym, że cena o której myśleli przy sprzedaży jest już dawno nieaktualna. Z jednym i drugim będzie kłopot.

Banki bardzo szybko reagują na zmiany koniunktury, dostosowując do niej swoje oferty kredytowe. Obecnie ze świecą szukać promocji na kredyty hipoteczne – a to właśnie kredyty ciągnęły rynek sprzedaży mieszkań.

- Na początku zareagowało kilka czołowych banków, będących w pierwszej piątce pod względem udziału w rynku. Zostały wycofane oferty promocyjne. Jako, że nowe warunki były mniej korzystne, miało to zniechęcić klientów do składania wniosków kredytowych i wizyt w bankach - mówi Marcin Kajzerek, ekspert finansowy Alex T. Great.

Banki podnoszą marże, zwiększają też swoje oczekiwania wobec wkładu własnego, który musi przedstawić wnioskujący o kredyt. O ile jeszcze niedawno wystarczało 10 procent wkładu własnego, co było zgodne z rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego, tak teraz często banki chcą, by kredytobiorca uzbierał 20 procent (na przykład PKO BP), a nawet 30 procent wartości nieruchomości (ING).

Długa i kręta droga do kredytu

To wyklucza z grona potencjalnych kredytobiorców wiele osób. Ale to tylko jeden z problemów. Banki zaczęły się bowiem baczniej przyglądać źródłom dochodów tych, którzy o kredyt się starają. Szczególnie wnikliwie analizowane są dokumenty tych, którzy pracują w branżach ryzykownych (na przykład - turystyce). Sama analiza trwa zdecydowanie dłużej niż zwykle, wszystko przez to, że banki ze względów bezpieczeństwa – tym razem epidemiologicznego - zmniejszyły obsady pracowników, którzy zajmują się akcją kredytową i przyjmują dokumenty. Teraz wydanie decyzji o przyznawaniu kredytu (lub odrzuceniu wniosku) potrwać może nawet dwa miesiące.

Kupowanie pod najem? Nie dziękuję

To wszystko sprawia, że na rynku jest mniej pieniędzy, a do transakcji dochodzi bardzo rzadko. Co więcej, sprzedający nie mogą już liczyć na szybką sprzedaż, którą nakręcali ci, którzy kupowali za gotówkę. Dotąd poziom oprocentowania lokat w bankach był tak niski, że osoby poszukujące w miarę bezpiecznego lokowania środków, ale dającego odpowiednią stopę zwrotu, inwestowały w nieruchomości, kupując mieszkania pod wynajem. Podobnie było z tzw. fliperami, które zajmują się kupowaniem mieszkań szybko, po okazyjnej cenie i odsprzedawaniem ich po drobnym liftingu za cenę odpowiednio wyższą. Dziś inwestowanie w najem staje się bardziej ryzykowne. Obcokrajowcy, którzy w dużej mierze odpowiadali za popyt na mieszkania pod wynajem opuścili miasto. I będą opuszczać jeszcze liczniej, bowiem nieuchronne zwolnienia spowodują, że to właśnie obcokrajowcy będą najszybciej zwalniani. To z kolei oznacza, że kupowanie mieszkania pod wynajem grozi posiadaniem mieszkania, którego nikt nająć nie będzie chciał, przynajmniej za satysfakcjonującą właściciela cenę. Tym bardziej, że nawet najem krótkoterminowy, związany z wizytami turystycznymi, jest obecnie niemożliwy.

Studenci na śmieciówkach

Stagnacje na rynku nieruchomości pogłębiać będą również studenci. W ich wypadku do rozwiązania jest zawsze dylemat – wynajmować mieszkanie przez kilka lat, płacąc co miesiące spore pieniądze za najem, czy od razu kupować niewielkie mieszkanie i zacząć spłacać kredyt za własne „M”? Obecnie studenci, z których większość pracuje na zleceniach i „śmieciówkach” w ogóle pozbawiona jest – przez ostrożność banków - szansy wzięcia kredytu hipotecznego. Gdy rodzina nie jest w stanie pomóc z kredytem i jego spłatą, pozostaje już tylko najem mieszkania.

Koronawirus przyspiesza rewolucję w bankach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3