Ubecja w porze obiadu na plebanii

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
Agenci i tajni współpracownicy byli wszędzie. Na mszy, obiedzie na plebanii, naradach i wycieczkach. Żadna grupa społeczna w PRL nie była tak prześwietlana i kontrolowana na bieżąco przez ubecję jak księża.

Agenci i tajni współpracownicy byli wszędzie. Na mszy, obiedzie na plebanii, naradach i wycieczkach. Żadna grupa społeczna w PRL nie była tak prześwietlana i kontrolowana na bieżąco przez ubecję jak księża.

<!** Image 2 align=right alt="Image 43055" sub="Kościół był tak wielkim zagrożeniem dla peerelowskiej władzy, że angażowała ona w walkę z nim tysiące agentów i tajnych współpracowników">Jak dalece sięgało zainteresowanie PRL-owskich władz tym, co dzieje się w Kościele, świadczy np. archiwum po byłym Komitecie Wojewódzkim PZPR w Bydgoszczy. Zachowały się w nim dziesiątki teczek opatrzonych klauzulą „tajne” czy „poufne” z regularnymi meldunkami Służby Bezpieczeństwa dotyczącymi „postawy kleru”.

Jak z archiwaliów wynika, jednym z najważniejszych zajęć ubeków było pilne słuchanie niedzielnych kazań i sporządzanie sprawozdań. Wszelkie słowa związane z sytuacją polityczną były skrzętnie odnotowywane. Ich autorzy byli potem wzywani do Wydziału ds. Wyznań funkcjonującego przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej na rozmowy „ostrzegawcze”.

O polityce podczas... kolędy

Szczegółowe, obszerne sprawozdania sporządzano (na podstawie doniesień ubeków i tajnych współpracowników) z obchodów w każdej parafii świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Bożego Ciała, Zaduszek, przebiegu kolędy, nauk przedmałżeńskich czy rekolekcji dla dorosłych. Pod lupą wszechwładnej SB byli wszyscy duchowni, łącznie z wikariuszami i zakonnikami, każdy miał swoją „teczkę”.

„Opieką” nad Kościołem zajmowała się armia państwowych urzędników. Każdego roku sporządzano zestawienia statystyczne dotyczące postaw księży. Byli oni klasyfikowani według czterech grup: księża pozytywni, umiarkowani, negatywni i nierozpoznani. Co roku notowano progres w poszczególnych grupach.

Dla przykładu w 1973 r. w naszym województwie odnotowano 149 księży „pozytywnych”, 582 „umiarkowanych”, 120 „negatywnych” i 216 „nierozpoznanych”. W wytycznych na kolejny rok zarządzono, m.in., zdecydowane zmniejszenie w ostatniej kategorii.

Biskup wchodzi za kotarę

Dokładnie obserwowano udział księży, zakonników i zakonnic w wyborach. W raporcie z 21.03.1972 wyliczono dokładnie, że na terenie naszego województwa nie głosowało 6 księży wymienionych z imienia i nazwiska, a spośród głosujących 34 proc. wchodziło do kabiny.

Jeszcze w 1984 r. odnotowano, że na terenie Bydgoskiego na 455 księży świeckich i 79 zakonnych uprawnionych do głosowania udział w wyborach wzięło 41,5 proc., ale w Bydgoszczy, Toruniu i Włocławku do urn wybrali się jedynie pojedynczy księża.

Podczas akcji ślubowania księży na wierność Konstytucji PRL z 1952 r. (w latach 1953-1954) w woj. bydgoskim na taki krok zdecydowało się 98,5 proc. księży. Skwapliwie odnotowano, że odmówili: ksiądz Antoni Chmielecki z parafii Gorzyce powiat Żnin, ksiądz dziekan Michał Ślipek z Brześcia Kuj., ksiądz Tadeusz Nowakowski, proboszcz parafii Lisnowo koło Grudziądza i ksiądz Mieczysław Wojciechowski, proboszcz parafii Chełmica Duża koło Lipna.

<!** reklama left>W 1966 r. po słynnym liście biskupów polskich do niemieckich ze słowem „przebaczamy” wśród władz PRL zawrzało. Na zakładowych masówkach i poprzez media próbowano wmówić społeczeństwu, że hierarchowie postąpili „wbrew woli całego społeczeństwa”. Zdecydowano, że na pouczające spotkania z wszystkimi proboszczami udadzą się... specjalnie w tym celu przeszkoleni oficerowie Wojska Polskiego. W naszym regionie przyjęcia tych nietypowych „gości” zdecydowanie i od razu odmówili tylko dwaj proboszczowie, ksiądz Koszałka z Linowa koło Grudziądza i ksiądz Mocny z Brzozy. Pierwszy z nich miał oznajmić, że „nie widzi powodu, bo i tak jest mądrzejszy od oficera i nie będzie miał o czym rozmawiać”. W sumie na 133 zaplanowane wizyty do skutku doszło tylko 96 przeważnie z „braku czasu proboszczów”.

Przeciek z episkopatu

Latem 1970 r. cały IV Wydział SB został postawiony na nogi. Udało się bowiem pozyskać treść listu biskupów polskich przygotowywanego do odczytania w kościołach z okazji 50-lecia „cudu nad Wisłą”. Zrobił się wielki szum, twierdzono, że Kościół chce „podważyć nasze sojusze”. Jednym torem trwały negocjacje na szczeblu państwowym o wycofanie się episkopatu z zamiaru upowszechnienia treści listu, drugim zaś, na wypadek niepowodzenia, próbowano zablokować inicjatywę „oddolnie”. Dziesiątki ludzi zaangażowano w dotarcie do każdego proboszcza. Do Prezydium WRN w Bydgoszczy wzywani byli imiennie najpierw wszyscy biskupi z naszego terenu, potem proboszczowie. Do 27.07.1970 zaproszono ich 390. 353 przybyło, 23 nadesłało usprawiedliwienia, tylko 14 nie stawiło się bez usprawiedliwienia. Z tej liczby 169 księży przyrzekło solennie, że listu w ogóle nie przeczyta, 86 obiecało, że fragmenty „polityczne” pominie, 77 nie zdeklarowało jednoznacznie, co uczyni, a 21 kategorycznie stwierdziło, że przeczyta list w całości.

W sprawozdaniu urzędnicy chełpili się np. takimi stwierdzeniami: „Najwyższy czas, by ktoś inny zajął miejsce Wyszyńskiego” (ksiądz Józef U. z diecezji płockiej) czy „Nikomu z księży to się nie podoba, tylko nie mają odwagi powiedzieć. Swobód religijnych mamy dosyć” (ksiądz K. z diecezji gnieźnieńskiej). Za „bezczelne” z kolei uznano słowa ks. Michała Ciężaka z Janowca: „Proszę się nie obawiać, bolszewicy nas nie napadną za ten list, jak to zrobili w 1920 roku”.

Z satysfakcją stwierdzał też płk Zenon Marcinkowski z SB, autor zbiorczego raportu na ten temat, że księża między sobą mówili z satysfakcją o przecieku treści listu na szczeblu episkopatu: „Hierarchia przestanie szukać teraz wtyczek wśród księży dołowych”.

<!** Image 3 align=right alt="Image 43055" sub="Na tłumne msze święte w kościołach i procesje zawsze chodziły „wtyki” ">Doskonale obstawione przez SB było seminarium włocławskie, jedyna w PRL-u uczelnia kształcąca księży na naszym terenie. Zachowały się dziesiątki relacji o stosunkach panujących wewnątrz, istniejących tam frakcjach, podziale na zwolenników i przeciwników aktualnego biskupa, liczne komentarze do sytuacji wewnątrz kościoła.

U kardynała na obiedzie

Na podstawie niektórych notatek zorientowani mogliby dziś wywnioskować, kto był agentem czy tajnym współpracownikiem SB. W październiku 1957 r. np. sporządzony został stenogram z narady niewielkiej grupy księży we Włocławku u księdza prof. Stanisława Olejnika, gdzie mówiono o włączeniu się do odradzających się struktur harcerstwa w Polsce. W 1970 roku dokładnie zrelacjonowano wycieczkę księży - byłych więźniów do Dachau. W tym samym roku skrupulatnie opisano spotkanie prymasa kardynała Wyszyńskiego z księżmi z dekanatów bydgoskich oraz przebieg konferencji dziekanów diecezji gnieźnieńskiej. Znaleźć też można szczegółowe zapiski, co kto mówił podczas obiadu odpustowego na konkretnej plebanii lub na przedślubnym nauczaniu dla mężów i ojców, jak i gdzie, i kiedy ksiądz podczas kolędy „niechętnie wyrażał się o obecnym ustroju”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie