Premiera Netflix: “Po prostu czarny” – czyli jak to jest z tym rasizmem

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Plakaty filmu "po prostu czarny"
Nie mieliśmy kolonii. Nie sprowadzaliśmy niewolników z Afryki na plantacje bawełny. Plantacji zresztą też nie mieliśmy. Jasne, mamy nasz rasizm przaśny i swojski, ale tak naprawdę kłopoty wielokulturowego i wielorasowego społeczeństwa to dla nas bajka daleka, bo do takiego społeczeństwa nam daleko. Choć więc wszystko rozumiemy, solidaryzujemy się i odczuwamy bardzo empatycznie, to specjalnego sukcesu komedii „Po prostu czarny” raczej u nas nie wróżę. Szczególnie, że to film wymagający od widza sporych umiejętności poruszania się po współczesnej francuskiej kulturze pop. A z tym u nas – fanów Ameryki odwiecznych – jakoś lichutko.

Swoją drogą to z lekka zaskakująca propozycja Netfliksa, bo „Po prostu czarny” zdecydowanie odbiega od większości prezentowanych w serwisie komedii. Odbiega zresztą też i od większości komedii francuskich. Raz, że poetyka „fałszywego dokumentu” jest wbrew pozorom trudna – i to, że sprawdziła się choćby w „Boracie” nie znaczy, że sprawdzi się w filmie o zdecydowanie innym kalibrze. Dwa, że „Po prostu czarny” oprócz oczywistości gra też solidnymi niuansami, wywijając satyrą w różne strony. Bo za hipokryzję po główkach obrywają tu zgodnie wszyscy.

Cóż więc mamy w tym filmie? Średnio znanego czarnoskórego aktora i online’owego performera, Jean-Pascala Zadiego, który wkurzony biernością swej rasy w wersji francuskiej, postanawia działać. Wpada na pomysł marszu czarnych mężczyzna przeciw wykluczeniu – co oczywiście jest pomysłem cudnie wykluczającym kobiety, Arabów, Żydów, nie dość czarnych mulatów, o białych już nie wspominając. No i oglądamy w cyklu skeczy, jak Zadi spotyka się głównie z czarnoskórymi gwiazdami – aktorami, raperami, komikami – choć trafia się tu też choćby Mathieu Kassovitz. I oczywiście zawsze coś jest nie tak i zawsze gadka idzie nie w tę stronę, w którą powinna.

A co jest motywem przewodnim tych gadek? Przede wszystkim wszystkie zakręty tożsamości czarnoskórych Francuzów. Ale nie tylko, bo też sporo innych smaczków: i podskórny rasizm teoretycznie uroczo tolerancyjnej popkultury, zwłaszcza świata kina, i szydera z oportunizmu czarnoskórych twórców i ideologów, i stereotypy oraz słowa-zaklęcia. Do tego jeszcze refleksja, czy ta wyimaginowana i deklarowana przez wszystkich potrzeba wspólnotowości jest w ogóle potrzebna… I trzeba przyznać, że niektóre z tych przytyczków są bardzo dosadne, zastanawiam się, czy przeszłyby na przykład w dzisiejszej Ameryce, dotkniętej traumą George’a Floyda.

A jaki jest problem z tym filmem? Cóż, nie wszystkie scenki są tak wciągające jak być powinny, a część bywa nieco nudnawa. Niektóre chwyty też niepotrzebnie się powtarzają. Ale, choć przyznam, że w świat Jean-Pascala Zadiego wchodziłem z dużym bólem, to z każdym kwadransem oglądało mi się ten film lepiej. A dwa kontrapunkty, kiedy to policja powala i brutalnie obezwładnia naszego herosa sprawiają, że ta komedia robi się nagle bardzo smutna.

Wideo

Materiał oryginalny: Premiera Netflix: “Po prostu czarny” – czyli jak to jest z tym rasizmem - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie