Adam Kownacki dał z siebie wszystko, ale na Turka to nie wystarczyło. Ali Demirezen poszedł na wojnę z Polakiem i wykorzystał w ringu bokserskie niedoskonałości „Babyface'a”. To prawdopodobnie koniec marzeń mieszkającego od lat w Stanach Zjednoczonych Kownackiego o dużym boksie.
Trzy pierwsze starcia zdecydowanie pod dyktando Adama Kownackiego. Polak zadawał więcej ciosów i wyprzedzał Turka w bezpośrednich wymianach. „Babyface” świetnie używał lewej ręki, dobrze pracował na nogach. W czwartej rundzie do głosu doszedł Ali Demirezen. Tempo pojedynku spadło, a olimpijczyk z 2016 roku zaczął przejmować inicjatywę. W obronie pięściarza z Łomży było coraz więcej luk.
W kolejnych odsłonach pojedynku Demirezen odrobił straty. Momentami walka przypominała otwartą bijatykę. Polakowi zaczęło brakować dynamiki, a pod jego lewym okiem pojawiła się opuchlizna. Trener Kownackiego namawiał go w przerwach, aby częściej obijał tułów przeciwnika i korzystał z lewego prostego.
W dziewiątej rundzie „Babyface” przeżywał kryzys. Polak walczył przy linach, oddając pola Turkowi. Ten trafiał raz za razem. W ostatnim starciu obaj nieustępliwi parli do przodu. Na minutę przed końcem serią trafił Kownacki, ale nie udało się mu posłać Demirezena na deski.
Po dziesięciu rundach sędziowie byli jednogłośni. Wszyscy trzej przyznali wygraną Aliemu Erenenowi Demirezenowi (96:94, 97:93, 97:93). Ten odniósł najcenniejsze zwycięstwo w zawodowej karierze.
