Z kamerą w przedsionku piekła

Jacek Kiełpiński
Gdy w 18-osobowej sali szpitala psychiatrycznego sąsiad zaczyna rzucać własnym kałem, to jak należy się zachować? Jak reaguje wówczas człowiek normalny? Takie pytania zadają sobie osoby poddawane obserwacji sądowo-psychiatrycznej. I próbują nie zwariować.

Gdy w 18-osobowej sali szpitala psychiatrycznego sąsiad zaczyna rzucać własnym kałem, to jak należy się zachować? Jak reaguje wówczas człowiek normalny? Takie pytania zadają sobie osoby poddawane obserwacji sądowo-psychiatrycznej. I próbują nie zwariować.

Image 34746- Pamiętam jak do nas trafił Tomek. Elegancki koleżka z kilkoma dzwoniącymi co chwila komórkami i miłym uśmiechem. Przywitał się z każdym na naszej sali, z którym można nawiązać kontakt, i mówi, że on tu tylko na trzy dni - Piotr nie może powstrzymać śmiechu na wspomnienie tej sceny. - Bo na wezwaniu przeczytał, że ma się stawić w dniach: od - do. To mu wyjaśniłem, że to tylko takie sądowe pisanie, chwyt, na który każdy nowicjusz się nabiera. Gdy zrozumiał, że przesiedzi w Świeciu przynajmniej sześć tygodni, zbladł, zmiął tę kartkę i zmarniał w oczach. Nie przypuszczałem, że się podniesie i nakręci tam film.

Obuchem w łeb

Droga z naszego świata do szpitalnego szaleństwa jest zaskakująco prosta. Najczęściej zaczyna się od prokuratora, który kieruje na badanie psychiatryczne. Bo mu się wydaje, że podejrzany udziela niejasnych odpowiedzi. Delikwent trafia do dwóch biegłych psychiatrów, a ci często orzekają, że kilkuminutowe badanie nie daje żadnej pewności, więc wnioskują o obserwację w zakładzie zamkniętym. Sąd jest z reguły „za” i wydaje właśnie to jedyne w swoim rodzaju postanowienie o obserwacji sądowo-psychiatrycznej.

- Wejście tu każdy ma ostre. Obuchem w łeb - podkreśla Piotr. - Ja trafiłem do 18-osobowej sali, w której czasami spało nawet 23 chorych. W tutejszej nomenklaturze: „odcinek obserwacyjny ostry”. Sporo mocnych przypadków. Pierwsze wspomnienie: wielki termos z kawą zbożową, chorzy chochlą nabierają tę ciecz i siorbiąc popijają. Nagle wcina się jakiś roztrzęsiony gościu ze skapującym wielkim gilem u nosa. Wiedziałem, że tej kawy nie ruszę.

Piotr nie jest podejrzany o wielokrotne morderstwo albo chociażby poważną kradzież. Chodzi o niejasność co do numerów na ramie jego starego samochodu ciężarowego wartego pięć tysięcy złotych. Krótko mówiąc: z dwóch identycznych samochodów mechanicy zrobili jeden. Nie chciało im się jednak wymieniać ramy, więc nabili numery z drugiej. Gdy odczytano dawne numery zatarte na ramie, Piotr stał się podejrzanym o kradzież. Tyle że rzekomo skradziony samochód należał też do Piotra. Czyli - w rozumowaniu prokuratury - oskarżony jest dziwny, bo nabił na ramie swojego samochodu numery także swojego samochodu.

Choć ostatecznie prokurator podczas rozprawy sądowej wnosił o umorzenie, sąd zdecydował, że dla pewności nie zaszkodzi jednak Piotra przebadać psychiatrycznie.

Kto je z wiadra, ten śpi

- I tak tu trafiłem - wyjaśnia. - Szybko zrozumiałem, że najważniejsza jest cierpliwość. Nie pytać o nic - bo to objaw chorobowy. Nie skarżyć się na nic, bo to trąci pieniactwem, czyli też chorobą. I najważniejsze - nie jeść tego ich paskudnego żarcia podawanego jak bydłu w emaliowanych, rdzewiejących wiadrach, bo cholera wie co tam mogą dosypać. W soboty i niedziele, kiedy na oddziale są same siostry i miałyby problem, gdyby któryś pacjent stał się agresywny, wszyscy jedzący z wiader śpią.

Właśnie z długim snem jednego z pacjentów związane jest jedno z mocniejszych wspomnień Piotra.

<!** reklama left>- Po fenactilu facet nie wyłaził spod koca przez dobre dwa dni. Jak się obudził, unurzany był we własnych odchodach. Nic dziwnego, organizm cały czas realizował swoje potrzeby. Gość odgarnął koc i zaczął rozrzucać kał po sali. W sąsiadów nawalał garściami. Wszyscy uciekli w popłochu. Ale jeden nie mógł, bo akurat był w pasach. Szarpał się na łóżku, a tamten w niego - łup. I jeszcze raz, i jeszcze...

Takich wspomnień Piotr ma setki. Nic dziwnego, przesiedział na XIII oddziale szpitala w Świeciu pełne sześć tygodni. Nadzy pacjenci biegający w nocy z wrzaskiem po linoleum to norma. Pacjent, który zmarł w ubikacji, bo nie było nikogo, kto mógłby mu pomóc - to tylko jeden z wielu jaskrawych obrazków.

- Najgorsze jest to, że jako obserwant nie ma się praktycznie żadnych praw - podkreśla. - Nawet w kryminale każdy więzień ma prawo do godziny spacerniaka. Tutaj o wyjściu do ubikacji też decyduje personel.

Tomasz wyszedł niedawno. Zapewnia, że wytrzymał tylko dzięki prowadzeniu notatek, nagrywaniu rozmów z lekarzami i... kręceniu filmu ukrytą kamerą.

- Gdyby nie rady i pomoc Piotra, mógłbym się załamać - mówi. - Myślałem, że on żartuje z tym dosypywaniem leków. Ale musiał mieć rację, bo w weekendy nadziałem się kilka razy na takie bomby w żarciu. Gdy się obudziłem, miałem suchość w ustach, a znajomi, do których dzwoniłem, twierdzili, że wolno mówię.

Tomek trafił na obserwację w najbardziej klasyczny sposób - wprost ze sprawy rozwodowej. Żona oskarżała go o fizyczne i psychiczne maltretowanie. Sąd nie dał temu wiary. Gdy z kolei on wspomniał o kradzieżach darów dla placówki, którą żona kierowała, prokurator uznał, że ją niesłusznie posądza. Dalej było tak jak z Piotrem - biegli badali Tomka kilka minut i zalecili obserwację. Sąd był oczywiście „za” i droga do Świecia otwarta.

Piętno do końca życia

- Pewnego dnia mnie spacyfikowali - wspomina. - Zrozumieli, że mogę rejestrować szpitalną rzeczywistość. Zabrali mi komputer, na którym wykonywałem robotę zleconą mi przez moją firmę. Zabrali mi ciuchy, pozbawili komórek, które nie mają funkcji foto, a nawet zarekwirowali szczoteczkę do zębów. To co, szczoteczką miałem zdjęcia robić? Kto tu powinien być na obserwacji? A poniżenie? Nagi przy chorych i siostrach czułem się okropnie.

Tomek nie zapomni do końca życia rozmowy z ordynatorem oddziału, który miał mu powiedzieć, że gdyby był osobą chorą, obserwację można by zakończyć po dwóch tygodniach.

- Ale, że nie ma objawów chorobowych, trzeba ją będzie przedłużyć o trzy tygodnie - takie słowa usłyszałem. Zrozumiałem jedno: ty się nie rzucaj, bo i tak na ciebie haka znajdziemy. Przecież po takiej łącznie dziewięciotygodniowej obserwacji w szpitalu psychiatrycznym nie można stwierdzić, że ktoś jest normalny, bo jeszcze wystąpi o odszkodowanie. To zamknięte koło. I piętno do końca życia - zapewnia były obserwant.

Jarosław Uziałło, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu, podkreśla po pierwsze, że kierowana przez niego placówka słynie z rzetelności. - Tu żaden gangster nie „wyrobi” sobie tak zwanych żółtych papierów. Gdy nasi lekarze wyczują, że o to obserwantowi chodzi, spotka go srogi zawód.

A inne przypadki? Gdy człowiek zdrowy chce tylko potwierdzenia swego jak najbardziej normalnego stanu? Gorzej. Lekarze tym uważniej obserwują podsądnego, gdy objawów nie widać. Odnotowują wszystkie najdrobniejsze symptomy. Za klasyczny uchodzi tak zwane pisarstwo. Jeśli obserwant pisze prośby i skargi - łapie punkty karne, jeśli przebąkuje o lekach podrzucanych w jedzeniu - jeszcze gorzej. Właściwa, zdaniem dyrektora, reakcja na scenę z rozrzucanym po sali kałem? Zgłosić personelowi. I co dalej? Nic. Zachować spokój. A jeśli zostaniemy trafieni? To samo.

- Jakie wiadra z jedzeniem? Wysłuchał pan osób, które mogą nie podawać informacji obiektywnych. U nas podaje się obiady w talerzach rozwożonych na wózkach - podkreśla doktor Uziałło, który na początku rozmowy powątpiewał także w prawdziwość relacji o 18-osobowej sali, na którą trafili obserwanci. W końcu przyznał, że jest takowa na oddziale XIII.

Image 34748- To relikt socjalizmu - zastrzegł zaraz. - Nasz szpital specjalizuje się w pionie sądowo-psychiatrycznym, przygotowujemy się do otwarcia specjalnego oddziału tylko dla obserwantów. Będzie miał 20 łóżek. Powstanie w 2007 roku.

W zderzeniu relacji na temat szpitalnego życia przewagę zawsze ma lekarz, który makabryczne wspomnienia obserwantów traktuje z wyraźnym lekceważeniem. No bo w końcu kto tu jest normalny?

- Wiedziałem o tym, dlatego zdecydowałem się użyć kamery. Ryzykowałem, by mieć dowody - podkreśla Tomasz udostępniając nam surowe fragmenty nagrań.

Na filmach widać nalewanie zupy z wiader stojących na stole (tak, panie dyrektorze, taka jest prawda), można obserwować operację mycia pacjenta przez innych pacjentów, którzy nie wytrzymali fali smrodu, jaki wydzielał. Do tego nadzy, bełkoczący ludzie zataczający się na korytarzach, potworny wrzask chorego, który co jakiś czas spada z łóżka i uderza głową w podłogę. Człowiek sikający na łóżka innych i kradnący co popadnie. Bełkotliwe rapowanie pacjenta popijającego „czaj”. Ludzie wijący się w pasach albo „hibernowani” potężnymi dawkami leków. Kakofonia rozdzierających dźwięków, które uniemożliwiają sen. Jest to zapis absolutnego szaleństwa, na którego tle obserwujemy Tomasza korygującego spokojnie ustawienie kamery.

Kamera nie zwariuje

- Każda noc i każdy dzień wyglądały tak samo. A mi nie pozwolono nawet wyjść na chwilę na dwór. „Musimy pana mieć na miejscu, by móc intensywnie obserwować” - kpili lekarze i straszyli przedłużeniem mego pobytu o trzy tygodnie - Tomasz ma nagranie także tych słów. - Czy to dziwne, że bałem się kontaktów z lekarzami, z ludźmi, dla których bydlęce, poniżające warunki przetrzymywania pacjentów są rzeczą najnormalniejszą na świecie? Nie mając żadnych praw, postanowiłem zadbać o wspomnienia. Mnie czy Piotrowi może nikt nie uwierzyć. Ale kamerze tak. Jej na szczęście nie można zarzucić, że w tym szalonym miejscu zwariowała i ma urojenia.

O problemie obserwacji sądowo-psychiatrycznej i przypadku Tomasza czytaj także w najbliższym wydaniu „Newsweeka”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3