Spokojnie, to tylko... groźny pies?

Katarzyna Oleksy
Jeden dzień bez światła i ogrzewania - taki los spotkał mieszkańców Smukały i Opławca. Powód? Prace energetyczne, które, jak usłyszeliśmy, zostały sparaliżowane przez psy.

Jeden dzień bez światła i ogrzewania - taki los spotkał mieszkańców Smukały i Opławca. Powód? Prace energetyczne, które, jak usłyszeliśmy, zostały sparaliżowane przez psy.

Prace remontowe, które zapowiedziała elektrownia, miały trwać w godzinach od 8 do 17. Gdy po tym czasie nadal było ciemno i zimno, zdenerwowani mieszkańcy zaczęli wydzwaniać do pogotowia elektrycznego. Usłyszeli, że zasilanie będzie dopiero o 21. - To skandal! Tu jest wszystko na prąd! Ludzie wracali do wychłodzonych domów, nie mówiąc już o starszych osobach, które siedziały w zimnie cały dzień, zdenerwowane, zmarznięte i głodne! Wiemy, że prace muszą być co jakiś czas przeprowadzane, ale dlaczego nie można robić tego wiosną? - pytali załamani.

<!** reklama left>Prądu doczekali się o godzinie 19. Jaka była przyczyna awarii? - Dyżurny z pogotowia elektrycznego powiedział, że prace prowadzone są na prywatnym terenie, na który brygada nie mogła wcześniej wejść, bo poza teren ogrodzenia nie wpuściły jej... psy!

Franciszek Niechwiej, rzecznik prasowy grupy ENEA potwierdza, że roboty przedłużyły się przez prywatnego właściciela. - O psach nic nie wiem - mówi. - Po ostatnich wichurach gałęzie uszkodziły przewody wysokiego napięcia przebiegające przez Smukałę-Opławiec, dlatego postanowiliśmy wyciąć gałęzie w pobliżu linii energetycznych. Prąd trzeba było wyłączyć, o czym uprzedziliśmy mieszkańców - tłumaczy rzecznik. - Podjęliśmy też decyzję o przeniesieniu aparatu łączeniowego, który znajdował się na prywatnym terenie na słup sąsiedni, poza ogrodzeniem. Musieliśmy go jednak wymienić, ze starego, drewnianego na betonowy - wyjaśnia. Dodaje, że właściciel terenu nie jest bez winy. - Chciał, żebyśmy z jego terenu usunęli też słup, a to było niemożliwe. Kazał więc przerwać prace, które zaczęliśmy już poza jego posesją i zabrać ze słupa, który tam został, uziemiacz. Sprawa nie mogła czekać, bo jak twierdził, wyjeżdża i nie będzie możliwości wejścia. Brygadzista przerwał więc swoją pracę i zabrał się za uziemiacz - relacjonuje Franciszek Niechwiej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie