Sanatorium zwane „ciuchy po domu”

Lena Kałużna
Wychowywane w czasach kryzysu, nauczone, że do szkoły nosimy ładne rzeczy, a po powrocie składamy je w kosteczkę i zakładamy te do znoszenia, gubimy gdzieś sens ubierania się. Stroimy się na wyjście ze znajomymi, szczególne okazje, wesela.

O tym, że wygląd ma kolosalne znaczenie, pisać w kobiecym magazynie nie muszę. Każda z nas przed wyjściem z domu sprawdza przed lustrem swój wygląd. Szczególnie do pracy staramy się ubrać tak, aby wyglądać efektownie i profesjonalnie. Wiele z nas, nawet kiedy idzie tylko do piekarni za rogiem, wykonuje chociaż szybki makijaż. Podobnie, nie bez przyczyny, szykując się na randkę, spędzamy długie godziny na przygotowaniach: nakładamy maseczkę na twarz, prasujemy sukienkę, układamy włosy, powlekamy paznokcie lakierem. Dlaczego? Dlatego, że wartości duchowe są tak ważne? Ależ skąd! Wszystkie doskonale wiemy, jak istotne jest pierwsze wrażenie. Zresztą nie tylko pierwsze, bo przecież jakieś wrażenie robimy codziennie. Na wszystkich.

Garderoba domowa

Wychowywane w czasach kryzysu, nauczone, że do szkoły nosimy ładne rzeczy, a po powrocie składamy je w kosteczkę i zakładamy te do znoszenia, gubimy gdzieś sens ubierania się. Stroimy się na wyjście ze znajomymi, do urzędu, szczególne okazje takie jak święta, wesela. Wszystko to jest uzasadnione i logiczne. Mnie frapuje tylko kwestia garderoby domowej. Tu pozwalamy sobie na nijakość. Zakładamy na ciało rzeczy, które dawno, dawno temu, za górami, za lasami, wyglądały na nas pięknie. Teraz już się zniszczyły i „przeterminowały”, nie można w nich wyjść na ulicę, ale też żal wyrzucić. Ich bajka nie ma jednak szczęśliwego finału. Trafiły do sanatorium dla staruszków, zwanego „ciuchy po domu”, aby niegodnie ciągnąć swoją nigdy niekończącą się opowieść.

W poplamionym dresiku

Oto matka Polka. Kobieta przy garach lub przed telewizorem. W poplamionym dresiku z wypchanymi kolanami oraz podkoszulku, którego szwy powędrowały na koniec świata. Ja się pytam: czy my mamy jakąś karę? A może nasi najbliżsi mają karę? Bez wątpienia jesteśmy piękne, a ładnie ubrane stajemy się jeszcze wspanialsze, bo mamy lepsze samopoczucie. Mimo to po ciężkim dniu spędzonym na wysokich obcasach, zrzucamy z siebie wszystko, co naszą wyjątkowość podkreśla. Zamiast rajskiego ptaka, serwujemy najbliższym siebie w wersji „kura” i to nierzadko pozbawiona upierzenia.

Kochamy ciuchy?

Sama jestem zwolenniczką miękkiego komfortu. Ponad wszystko. I wcale nie twierdzę, że po powrocie nie należy zdejmować biznesowej garsonki. Wręcz przeciwnie, zachęcam do szacunku dla odzieży. W końcu do wyprodukowania jednej bawełnianej koszulki zużywa się 20 000 litrów wody. Tak, jednej koszulki. 20 000 litrów.
Inną kwestią jest powszechnie uznane za prawdziwe, twierdzenie, że my, babki, nie ubieramy się ani dla siebie, ani dla naszych mężczyzn. Robimy to dla innych kobiet. Podobno najczęściej, aby wzbudzić ich podziw, a nawet zazdrość. Ja interpretuję to z nieco innej perspektywy. Jedni lubią kino, inni książki, motocykle, taniec, politykę. My kochamy ciuchy. Urocze pantofelki z czerwoną podeszwą i błyszczące diamenciki na skrzydełkach koszuli. Taką pasję zrozumie tylko druga kobieta. Za upolowaną zdobycz, cudny szal lub płaszczyk, bez wątpienia zasługujesz na podziw i porozumiewawcze spojrzenia. Nowinki, lumpowe labirynty, dżungla galerii handlowych. Taka nasza bajka. A w domu innych kobiet nie ma. To fakt.

Kardigan budzi niepokój

Z badań wynika, że mężczyźni w kwestii damskiego ubioru są dość konserwatywni. Nie rozumieją fenomenu haremek, nie wiedzą czym jest baskinka, ba, nawet słowo „kardigan” budzi w nich niepokój. Ale skoro tak, znaczy, że domowy dress code ma dość nisko postawioną poprzeczkę. Nie musisz starać się, aby najbliższych zaskoczyć znajomością trendów. Do szczęścia wystarczy im kilka zestawów, kupionych wyłącznie do życia w rodzinie. Zimą sprawdzi się dłuższy ciepły sweterek i getry, latem lekka kobieca sukienka - ma tę zaletę, że wkładasz ją przez głowę i już jesteś ubrana. Może być to i dresik, ale świeży, przyjemny w dotyku, a najlepiej w smacznym i twarzowym kolorze. Od razu dodam, że czarny nie jest ani smaczny ani twarzowy. Pomyśl o brzoskwiniowym, albo szykownych barwach wytrawnego czerwonego wina. Gwarantuję, że przestaniesz przemykać obok lustra, za to zatrzymasz się i spojrzysz na siebie z zachwytem. Podobnie jak osoby, które są dla ciebie najważniejsze na świecie - Twoi bliscy.

*Lena Kałużna. Socjolożka, trenerka wizerunku. Pomaga kobietom odnaleźć własny styl. Szczegóły na www.kobiecaperspektywa.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3