Poplątana propaganda

Katarzyna Pietraszak
Z Januszem Zemkem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Katarzyna Pietraszak

Z Januszem Zemkem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Katarzyna Pietraszak

Jak Pan ocenia treści zawarte w raporcie Macierewicza?

Bardzo krytycznie. To jednostronny raport przygotowany przez prawicowych naukowców i publicystów. Nawet nie starano się zachować pozorów obiektywizmu. Tych różnych rewelacji i informacji nie skonfrontowano z wiedzą i ewentualnymi uwagami kolejnych szefów WSI. Ten raport, moim zdaniem to nie jest coś, co jak zapowiadano wstrząśnie Polską. To nie jest coś porażającego. Wszystko jest w nim pomieszane. Pomieszano lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte, dwutysięczne. Tymczasem wojskowe służby w 1989 roku znalazły się w fatalnej sytuacji, a 2457 ich współpracowników było ulokowanych w różnych instytucjach państwowych, centralach handlu zagranicznego itd. Można odnieść wrażenie, że tylu ich było w 1989 r. Ale jak się przeczyta załączniki raportu, to wychodzi na to, że zaliczono do nich współpracowników np. z organizacji młodzieżowej ZMS. A ZMS przestał istnieć w 1976 r.

 

W raporcie padają nazwiska ludzi, którzy zdaniem Antoniego Macierewicza, łamali prawo. Pojawia się również Pana nazwisko. Między innymi, w kontekście transportera opancerzonego, którego zakup Pan nadzorował.

Ręce opadają. Owszem, odpowiadałem za ten przetarg. W raporcie nie ma dwóch podstawowych informacji. Mieliśmy do wyboru trzy dobre transportery. Ten, który wybraliśmy był najtańszy. Płacimy za dostawy 10-letnie 5 mln zł. A oferta, którą preferowali wszyscy, kosztowała 7 mld. Ciągle muszę się tłumaczyć, że byłem taki bezczelny, że odważyłem się decyzję podjąć, że coś kupujemy taniej. Ten przetarg budził namiętności wielkie. Najwyższa Izba Kontroli przecież przez pół roku, dzień po dniu, badała dokumentację i nie stwierdziła nieprawidłowości w procedurach przetargowych. Ale o tym w raporcie się już nie pisze.

<!** reklama left>Ale pisze się w nim także o o działalności zorganizowanej grupy pod nazwą najpierw „Zwałowisko”, a potem „Rolowisko”, która miała łączyć polityków SLD i wyższych rangą wojskowych...

Trudno mi się do tego odnieść. Padają nazwiska kilku wojskowych i ludzi działających w obszarze budownictwa i zarzut, że przy budowie centrum NATO-wskiego w Bydgoszczy udział brały bydgoskie firmy. To nie jest dla mnie zarzut. To jest coś, co mnie cieszy, bo takie było założenie, żeby przy tych inwestycjach pracowały przede wszystkim lokalne firmy. Teraz krytykuje się to z punktu centrali i nad tym boleję.

W raporcie mowa jest o konkretnych powiązaniach „Rolowiska” z bydgoskimi firmami „Lech” i „Mega”, które miały czerpać korzyści z tego „układu”.

To śmieszne. Dlatego, że inwestycje dla wojska mogą wykonywać firmy, które mają wszystkie wojskowe certyfikaty. To nie jest tak że każda firma może wykonywać. Uzyskaliśmy pisemną zgodę w kwaterze głównej NATO, że inwestycja ma charakter narodowy, a nie międzynarodowy. Dlatego ten przetarg nie miał charakteru międzynarodowego, jak to to bywa w innych krajach. A że powygrywały lokalne firmy to, przypuszczam, dlatego, że tańsze były od innych.

Przyzna Pan, że „zorganizowana grupa Rolowisko” brzmi niemal jak zorganizowana grupa przestępcza?

W tym dokumencie jest bardzo dużo kategorycznych stwierdzeń. Rozumiem, że pan Antoni Macierewicz kieruje sprawę do prokuratury. Ja mam zaufanie do odpowiedzialności prokuratury i działania sądu. W spotkaniach „Rolowiska”, o którym dowiedziałem się z raportu, nigdy nie brałem udziału. To są spotkania na poziomie wykonawców. Jak się oni dogadują, to ich problem.

Czy nie ma Pan sobie nic do zarzucenia?

Nigdy nie położę głowy, że nie popełniłem jakichś błędów. Ale też trzeba pamiętać o skali działań, za które odpowiadałem. Dziennie podległe mi departamenty przeprowadzały średnio sześć przetargów. W skali czterech lat nadzorowałem około 5 tys. przetargów, jakie odbywały się w MON. Być może były takie sytuacje, że było coś nieprawidłowego, ktoś wziął łapówkę. Ja mogę mówić o sobie. Łapówki nie wziąłem i tego jestem pewien.

Czy ta publikacja rzeczywiście jest raportem?

Nie. To nie jest żaden raport. Bo słowo raport sugeruje, że jest to coś obiektywnego. A to, co ujawniono, to jakaś opowieść propagandowa o III RP i o tym, że w tej III RP i w wojsku i służbach wszystko było nieprawidłowe. Manipulacji w nim jest pełno. To raport, który ma uderzyć we wszystkich spoza środowiska PC i PiS. Są uwagi do prezydenta Kwaśniewskiego, prezydenta Wałęsy, a nie ma do ministra Parysa. To są przypadki dziwne.

Ten dokument zawiera informacje, wskazówki, instrukcje, które mogą być wykorzystywane przez obce wywiady?

Oczywiście. Tu są dziesiątki takich informacji. Na przykład podaje się metody działania naszego wywiadu za granicą i to w krajach arabskich. Podaje się wiele nazwisk agentów. Warto zwrócić uwagę, że ci ludzie nie mogli się bronić. To jest raport, który nie mówi o tym, że ktoś być może złamał prawo. To jest raport, który wyrokuje.

Może Pan powiedzieć dokładnie, jakie informacje można uznać za instrukcje dla obcego wywiadu?

Na przykład to, pod jakimi firmami przykrywkowymi działał polski wywiad. Każdy wywiad takie firmy ma. A tu się podaje nazwy firm, central handlu zagranicznego. To za granicą prosta wskazówka, na kogo należy uważać. Uważam, że jak się podaje nazwiska agentów, to ludzie powinni mieć prawo do niezależnego sądu. Antoni Macierewicz i komisja weryfikacyjna, póki co, sądów nie zastępują w Polsce.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie