Osąd oddala mnie od historii

Materiał informacyjny Rabbit Action
Udostępnij:
Rozmowa z Bartoszem Sakiem, odtwórcą głównej roli w filmie „Mój dług”

Kiedy dostałeś propozycję zagrania w filmie „Mój dług” co wiedziałeś o tej historii?

- Kiedy ta sprawa była głośna, ja bawiłem się lego i resorakami na dywanie w ulice i beztrosko spędzałem dzieciństwo. Później oczywiście widziałem film Krzysztofa Krauze, to był jeden z lepszych filmów dla polskiego kina z tego okresu. Znałem więc tę część historii, która została pokazana w „Długu”. Film, w którym gram opowiada co z bohaterem działo się po aresztowaniu i o jego drodze do ułaskawienia.

Czy przygotowując się do roli bardziej skupiałeś się na poznaniu postaci – spotkałeś się z Sikorą, przeczytałeś jego książkę, obejrzałeś Dług Krzysztofa Krauzego? Czy raczej skupiłeś się na aspektach psychologicznych? W jaki sposób budowałeś swojego bohatera?

- Czuje, że w momencie kiedy film wchodzi do kina, staje się już historią i doświadczeniem dla ludzi. Z kolei wszelkie opowieści wokół filmu, jak było na planie, jak się aktor przygotowywał do roli stają się drugorzędne. Ja wolę oglądać film taki jaki jest bez tych dodatkowych kontekstów. Dlatego nie czuję wielkiej potrzeby opowiadać czy czytałem taką książkę czy inną, czy wczuwałem się taki czy w inny sposób. Jeśli to miałoby zniekształcać odbiór historii to wybieram dobro filmu. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi lubi podejrzeć kulisy aktorów, łatwo wtedy popaść w bycie numerem jeden przy imieninowym stole. Czasami spotyka się aktora w prywatnej sytuacji i ma się wrażenie, że on wciąż udziela wywiadu. Dla mnie największy komplement jest wtedy, kiedy nie podejrzewa się mnie o aktorstwo.

Udział w tym filmie na pewno wymagał budowania siły emocjonalnej i fizycznej. Co mógłbyś o tym opowiedzieć?

- Siła emocjonalna? Brzmi jak siłowanie się z życiem, nie siłuje się z tym czym jestem :) Film wymagał, krzepy fizycznej, gotowości, otwartości na drugiego człowieka, wyrozumiałości, rozumienia się mimo bycia w różnych etapach życia, uważności, szacunku do siebie i do innych, czułości, łagodności, odwagi, ryzyka, autentyczności, wdzięczności. Do wszystkich tych wartości ma dostęp każdy z nas. A fizyczną tężyznę da się wypracować.

Twój bohater początkowo jest przerażonym, poniżonym człowiekiem, jednak w więziennych realiach, które przecież nie są łatwe, nabywa siły i odporności. Myślisz ze to kwestia instynktu przetrwania czy głębokiej wiary w sprawiedliwość czy jeszcze czegoś innego? I jakimi środkami udało Ci się tak wiarygodnie zagrać tę ewolucję?

- Wydaje mi się, że istotna rola ma często jakiś punkt styczny z Tobą samym, nie jeden do jednego, w czymś delikatnym, podobna rana, podobne przekonanie z przeszłości... myślę, że nie bez powodu mówi się, że wiara czyni cuda, czyli wystarczy zaufać. To, czemu nadajesz w życiu sens najmocniej to staje się Twoim doświadczeniem. Sławek uwierzył, że musi być kres w postrzeganiu siebie jako winnego. Nie da się żyć w takim więzieniu. Musiał zobaczyć, że wobec życia jest wciąż niewinny - mimo doświadczenia z przeszłości. Słyszałem historie o wspólnocie ludzi, którzy kiedy u nich w wiosce stanie się coś niepokojącego, ktoś zrobi komuś krzywdę, ukradnie... to pozostali nie zostają obojętni bo wiedzą, że przyniesie to szkodę całej społeczności. Biorą wiec takiego człowieka na odosobnienie, gromadzą się wszyscy przy jednym stole, ognisku i każdy na swój sposób przypomina temu człowiekowi, który popełnił błąd, o tym, jak wielkie ma serce i dobro w sobie, o tym ile dobrego już zrobił i że nie warto, by teraz z powodu jednego występku tracił swoją godność, a przede wszystkim nie tracą wiary jego przyrodzoną doskonałość. W ten sposób przywracają go z powrotem do niewinności, nie pamiętając mu tego, dostaje znowu czystą kartę. Oddalają dopiero wtedy, kiedy nie skłoni się do wyciagnięcia wniosków. To dobry wzorzec dla współczesnego społeczeństwa.

Która filmowa scena była dla Ciebie najtrudniejsza i dlaczego?

- Może scena nie, ale wyzwaniem była świadomość, że opowiadam o człowieku, który jest obok mnie i bez względu na to, jaka jest ta historia, jest godna uszanowania, a osąd mnie tylko od niej oddala. Ważne też było dla mnie, żeby umieć tak samo łatwo wyjść z tej historii.

Na planie spotykasz się z kolegami i koleżankami aktorami, którzy odgrywają ważne role w życiu Twojego bohatera: Anna Karczmarczyk, Piotr Stramowski, Olga Bołądź. Jak wspominasz Wasze pierwsze spotkanie na planie filmowym?

- Wspominam dobrze, byli niezwykle pomocni, życzliwi, otwarci. Na planie szybko ludzie się do siebie zbliżają, na tych kilkadziesiąt dni kręcenia jest się jak na wyjeździe integracyjnym. Niektórzy po wyjeździe nadal się kumplują albo nawet przyjaźnią a z niektórymi co jakiś czas wymieniasz serdeczny uścisk, uśmiech, iskierkę nadziei, dobre słowo i tyle :)

Kiedy po raz pierwszy i w jakich okolicznościach spotkałeś się ze Sławkiem Sikorą?

- Pierwszego dnia zdjęć do filmu kręciliśmy ostatnią scenę, kiedy Sławek wychodzi już z więzienia, W trakcie ujęcia, kątem oka zobaczyłem oryginalnego Sławka, stojącego przed murami więzienia. Skończyliśmy ujęcie, miałem krótką chwilę przerwy i wtedy się poznaliśmy.

Podobno brano Was za ojca i syna? Opowiesz o tym?

- Tego dnia kiedy poznaliśmy się ze Sławkiem stał obok człowiek, który zapytał czy jestem jego synem. Ot cała anegdota. Skupiałem moją uwagę na historii Sławka i tak też byłem odbierany. Stoję przy barobusie, czekając na obiad i słyszę: „Sławuś chcesz z makaronem czy z ryżem?”

Przed Tobą premiera filmu, w którym grasz główna rolę. Wiele osób zapewne będzie porównywać i film i Ciebie do opowieści Krazuego, choć to przecież dwie różne historie tylko częściowo się zazębiające. Jak się przygotowujesz na tę swoistą konfrontację?

- Nie przygotowuję się. Mam szacunek do widzów, którzy mają prawo myśleć o filmie tak jak czują i autentycznie go odbierają. Film jest jaki jest, objaśnianie jest niepotrzebne i wbrew filmowi. Co to za film, po którym trzeba się jeszcze tłumaczyć?

Abstrahując od Twojego udziału w filmie, czym jest dla Ciebie ta historia, jakie przesłanie kieruje do zwykłego widza?

- Szanuję również inteligencje widzów i wierzę w ich wrażliwość. Nigdy nie czytam przedmowy w książce, bo zniechęca mnie do książki. Jeśli miałbym przy okazji filmu zwrócić na coś uwagę to poleciłbym po filmie zajrzeć do książki „Anastazja” i znaleźć fragment o pewnym dyrektorze z Rosji, który pozwolił osadzonym uprawiać w ramach odsiadki ogródki działkowe, które produkowały żywność dla zakładu i dla pobliskiego miasteczka...A w jakim celu? Niech każdy sobie sam odpowie na to pytanie.

Teledysk:

Obejrzyj zwiastun w YouTube

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Osąd oddala mnie od historii - Dziennik Bałtycki

Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie