MZK wożą, ZDMiKP sprzedaje bilety: pisz pan na Berdyczów! - Kronika bydgoska

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Protestująca załoga Miejskich Zakładów Komunikacyjnych na Starym Rynku
Protestująca załoga Miejskich Zakładów Komunikacyjnych na Starym Rynku Dariusz Bloch
Udostępnij:
Zdaniem mojego znajomego biznesmena, MZK wykonują ruchy w stronę przejęcia kolejnych linii podmiejskich w sytuacji, gdy codziennie przynajmniej kilka kursów w Bydgoszczy pozostaje wyłącznie na papierze z tego powodu, że nie ma komu usiąść za kierownicą.

Wiele dni permanentnego kłopotu dla ludzi. Najpierw nie wiadomo było, czy miejskie autobusy i tramwaje będą jeździć. Potem stało się jasne, że większość z nich jeździć nie będzie. Jeszcze później trzeba było sprawdzać, dokąd i kiedy kursować będzie komunikacja zastępcza. Jeszcze, jeszcze później przez tygodnie nic się w komunikacji miejskiej nie zmieniało. Bydgoszczanie wysłuchiwali z obu stron barykady buńczucznych zapowiedzi w stylu hasła z wojny domowej w Hiszpanii: No pasarán! Nie przejdą! Wreszcie strony konfliktu przestały przerzucać się oskarżeniami i doszły do porozumienia. Autobusy i tramwaje wróciły na rozkładowe trasy.

Na ten sam temat

Poza tym chyba jedynym sygnałem, że do Miejskich Zakładów Komunikacyjnych w Bydgoszczy puka nowe, były wieści o przeciągających się poszukiwaniach prezesa. Tak jakby - przy braku woli ratusza do spełnienia wszystkich żądań pracowników MZK - zależny od prezydenta miasta prezes mógł coś istotnego zmienić. Cóż, obawiam się, że bez własnego źródła pieniędzy, i to źródła mocno bijącego, nowy prezes może jedynie odwlec kolejny kryzys płacowy. Z pustego i Salomon nie naleje, a tym bardziej nie zapłaci.

Jak można by postąpić inaczej? Jedynym racjonalnym, ale raczej politycznie nierealnym wyjściem, jest podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki inflacji, by przekonać się, że przy ostatnio odnotowanym 16,1 proc., zabiegi polegające na racjonalizacji wydatków w firmie nie przyniosą tylu oszczędności, by płace mogły nadążyć za podwyżkami cen.

W tej sytuacji kluczowe dla przyszłości firmy jest zatrzymanie w niej kluczowych pracowników. Poza kierowcami i motorniczymi są nimi, o czym rzadziej się mówi, mechanicy zdolni szybko postawić na koła zepsuty tabor. Tych kluczowych pracowników jest kilkuset, i to bliżej tysiąca niż setki. Zadowolić ich więc trudno. Jeden z moich znajomych, biznesmen w branży przewozów pasażerskich, twierdzi, że MZK zastosowały strategię ucieczki do przodu. I to ryzykowną. Zamierzają otóż rozwijać ekspansję na rynek przewozów podmiejskich, nie przejmując się szczególnie zapewnieniem sprawnego funkcjonowania linii w obrębie miasta.

Zdaniem mojego znajomego biznesmena, MZK wykonują ruchy w stronę przejęcia kolejnych linii podmiejskich w sytuacji, gdy codziennie przynajmniej kilka kursów w Bydgoszczy pozostaje wyłącznie na papierze z tego powodu, że nie ma komu usiąść za kierownicą. - Co się będzie działo - nieco retorycznie pyta mój znajomy - gdy do obsługi przyjdzie dodać kilkanaście lub kilkadziesiąt kursów do sąsiednich gmin? Czy MZK wciąż będą MIEJSKIMI Zakładami Komunikacyjnymi?

Domyślam się, że mój znajomy, jako konkurent MZK na rynku przewozów podmiejskich, ma interes, by sączyć mi do ucha takie wątpliwości. Zadaje jednak istotne, rzec można strategiczne pytanie: czy przy permanentnym braku kierowców i motorniczych w MZK warto planować podbój rynków podmiejskich, zamiast skupić się na rynku podstawowym - Bydgoszczy?

To między innymi będzie musiał rozstrzygnąć nowy prezes MZK. Proponuję mu jednak rozpocząć pracę od nadrobienia strat wizerunkowych. Od dnia zakończenia strajku w MZK nierozstrzygnięta jest na przykład kwestia zwrotu pieniędzy za bilety miesięczne i okresowe, wydane na czas, w którym doszło do strajku. Nie sądzę, by te zwroty sumowały się na kwotę bardzo istotną dla MZK, a tym bardziej dla miasta. Ale prawda jest taka, że nikt nie chce tych pieniędzy oddać oszukanym klientom. MZK powołują się na jedne przepisy, Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej, który te bilety sprzedał, chowa się za innymi przepisami. Żenująca sytuacja, nieprawdaż? Było nie było, obie firmy są miejskie, nie prywatne. Miejskie, czyli nasze.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Medycy na wojnie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie