Ludzie płakali razem z matką

Radosław Rzeszotek
W niedzielę przed obiadem Stanisław Szymczak z Gogółkowa widział z okna grupę chłopców biegających po podwórku. Tuż przed godz. 14 chłopcy zniknęli.

W niedzielę przed obiadem Stanisław Szymczak z Gogółkowa widział z okna grupę chłopców biegających po podwórku. Tuż przed godz. 14 chłopcy zniknęli.

<!** Image 3 align=right alt="Image 45781" sub="- Mnie się serce kraje, a co dopiero im... - mówi wujek tragicznie zmarłych chłopców">Kilka godzin później stacja TVN24 podała informację, że w Gogółkowie utonęło dwóch chłopców. Pomylono daty ich narodzin. Mieli 11 i 13 lat. Pierwszy na lód wszedł młodszy, Kuba. Kiedy w odległości około pięciu metrów od brzegu wpadł do wody, na ratunek natychmiast ruszył mu starszy brat. Poszli razem na dno, które w tym miejscu oddalone było o około 2,5 metra.

- Oni zawsze trzymali się razem, to byli dobrze wychowani chłopcy, wiedzieli, co to rodzina - mówi Artur Brzygcy, sąsiad tragicznie zmarłych dzieci. - Nie widziałem, żeby starszy bawił się sam albo narzekał na to, że młodszy wszędzie za nim chodzi. Wręcz go raczej pilnował, czuł się za niego odpowiedzialny. W pewnym sensie nie dziwię się, że poszedł za nim pod wodę. Woziłem ich czasem ze szkoły, bo obaj kolegowali się z moimi synami.

Artur Brzygcy ma dzieci w wieku Kuby i Bartosza. Nadal nie może otrząsnąć się po tragedii. Już kilka razy powtórzył swoim dzieciom, że zabrania im bez opieki chodzić nad jezioro.

- Co mam mówić? Jest źle. Nigdy nie było gorzej - Stanisław Szymczak, wujek Kuby i Bartka, skrywa łzy. - Bo jak dorosły ginie, to pal sześć. Ale jak dziecko traci życie, to przecież człowiek nie wie co ma robić, co mówić. Tego, co przeżywają rodzice tych chłopców nie wyrazi nic. Mnie się serce kraje, a co dopiero im...

Kiedy do Gogółkowa zjechały radiowozy, wozy strażackie i karetki, ludzie zaczęli schodzić się ze wszystkich stron. Policjanci nie pozwolili jednak, aby każdy mógł oglądać tragedię rodziców. Teren, na którym prowadzono akcję poszukiwawczą, został odgrodzony.

<!** reklama left>- Kiedy z wody wydobyte zostały ciała, lekarz mógł tylko stwierdzić zgon - mówi komisarz Krzysztof Jaźwiński, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie. - Na wyraźne życzenie rodziców prokurator odstąpił od sekcji zwłok. Czy rodzicom zostaną postawione zarzuty w związku z dopuszczeniem do tej tragedii? Nie sądzę, bo oni przeżyli już wystarczająco wielki dramat. Ale postępowanie w tej sprawie dopiero się rozpoczęło, więc nie mogę wyrokować, jaki będzie jego koniec.

Rodzice tragicznie zmarłych chłopców z brzegu jeziora zostali zabrani wprost do szpitala. Podano im bardzo silne środki uspokajające, które wykluczają kontakt z nimi. W wyjątkowo trudnym stanie znajduje się zwłaszcza matka chłopców.

- Ona tak krzyczała, ona tak bardzo krzyczała... - mówią mieszkańcy Gogółkowa, którzy od niedzieli w zasadzie się nie uśmiechają. - Jakby ktoś ją rwał na strzępy. Kto to słyszał, zasłaniał uszy albo płakał razem z nią. Taki dramat nie powinien wydarzyć się nawet najgorszemu człowiekowi. A oni to porządni ludzie.

Kuba i Bartek mieli siostrę - 16-letnią. Jej również nie ma w domu. Sąsiedzi nie wiedzą, gdzie dziewczyna przebywa. W niedzielę widziano ją tylko przez chwilę. Wyglądała jakby nie zdawała jeszcze sobie sprawy, co się wydarzyło. - Nie wiem czy to prawda, ale podobno ojciec tych chłopców próbował wyrwać policjantowi pistolet, żeby strzelić sobie w głowę - twierdzą sąsiedzi. - Kto wie, co będzie jak wróci ze szpitala. Może to dopiero początek tragedii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie