Karol Kłos: Jestem ciekaw ludzi, ich historii, tego, co ich motywuje

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Karol Kłos: Każdy w drużynie ma jakąś rolę, w której ma się odnaleźć, znaleźć miejsce dla siebie
Karol Kłos: Każdy w drużynie ma jakąś rolę, w której ma się odnaleźć, znaleźć miejsce dla siebie 123rf
- Od małego w domu byłem wychowywany w etosie pracy. Samemu trzeba na wszystko zapracować i wszystko, co się chce, wywalczyć - mówi Karol Kłos, siatkarz grający w siatkarskiej drużynie Biało-Czerwonych.

Siatkówka w Pana życiu to był przypadek?

Zawsze chciałem coś trenować. Ogromne podziękowania chcę skierować w stronę mojego nauczyciela od WF, pana Mariusza Balasza, który zawiózł mnie na pierwszy trening siatkarski, bo usłyszał, że do grania szukają wysokich chłopaków. Chodziłem wtedy do III klasy gimnazjum i byłem wysoki, no i - jak powiedziałem - zawsze chciałem coś trenować. Pojawiłem się więc na pierwszym treningu i tak zostałem.

Miał Pan 15 lat, kiedy zaczął trenować tę dyscyplinę. Eksperci mówią, że to zbyt późno, ale Panu nie przeszkodziło w karierze.

Z jednej strony to faktycznie późno, ale z drugiej, jak się bardzo chce i jeszcze chce się dojść do wysokiego poziomu, to człowiek i w tym wieku może robić bardzo duże postępy i szybko się uczyć. Jeśli tylko chce słuchać swoich trenerów i korzystać z pomocy kolegów.

Wcześniej biegał Pan za piłką nożną.

Grałem praktycznie we wszystko, w co można było grać: w piłkę nożną, w koszykówkę, w ping-ponga; wszystko, w co graliśmy na WF. Ale piłka nożna, jak u wszystkich chłopaków w Polsce, w wakacje, była obecna na podwórku od rana do wieczora.

Takie było Pana dzieciństwo? Gdzie je Pan spędził?

Na mapie to jest Warszawa, ale faktycznie pochodzę spod Warszawy, z Powsina. To mała miejscowość, gdzie każdy każdego zna. Mieliśmy zgraną paczkę. W każde wakacje od świtu do zmierzchu graliśmy w piłkę; całe dzieciństwo.

Sport był obecny w domu rodzinnym?

W domu sport się oglądało w telewizji; był to rodzaj rozrywki. Mam starszą siostrę, ale jestem pierwszym, który poszedł w sport profesjonalnie. Rodzice są rolnikami. Od małego w domu byłem wychowywany w etosie pracy. To, co od rodziców słyszałem i zapamiętałem, to, że trzeba ciężko pracować, że nie ma nic za darmo. Samemu sobie trzeba na wszystko zapracować i wszystko, co się chce, wywalczyć.

Jak rodzina traktowała to, że zaczął Pan trenować siatkówkę?

Myślę, że trochę z przymrużeniem oka. Wspierali mnie, owszem, ale wydaje mi się, że nie sądzili, że coś może z tego wyniknąć większego. A ja położyłem wszystko na jedną kartę. Studiowałem dziennie na SGGW. Pamiętam, że jednego dnia przyszedłem do domu i powiedziałem, że muszę iść w siatkówkę, że nie dam rady pogodzić studiów dziennych i siatkówki, a mam ogromną szansę; już wtedy byłem w Politechnice Warszawa, grałem w PlusLidze. Na szczęście rodzice mnie nie cisnęli. Podeszli z ogromnym zrozumieniem. Widzieli, że jestem bardzo zmęczony i że potrzebuję czasem wytchnienia. Rozumieli, że rezygnuję ze studiów dziennych, by poświęcić się w pełni siatkówce.

Poświęcił się Pan siatkówce, po czym przyszedł taki moment, kiedy znów postawił Pan wszystko na jedną kartę - zrezygnował z udziału w mistrzostwach Europy w 2017 i w mundialu w 2018 roku, zdecydował o odejściu z reprezentacji. Ale wtedy zainwestował Pan w swoje zdrowie.

Zdecydowanie. To nie była łatwa dla mnie decyzja. Ciężko się rezygnuje z reprezentacji, bo wszystko co najlepsze, nie ujmując niczego klubom i graniu w Lidze Mistrzów, to jednak jest w reprezentacji - jeśli chodzi o siatkówkę. Najfajniejsze chwile i momenty są wtedy, kiedy się wygrywa dla reprezentacji. Ale rzeczywiście za moją decyzją stała inwestycja w siebie i swoje zdrowie przede wszystkim. Ja się po prostu wtedy nie nadawałem do grania. Musiałem zadbać o siebie, by móc wrócić i, jak widać z perspektywy czasu, była to dobra decyzja. Choć oczywiście odczułem to boleśnie - koledzy wygrywali drugie mistrzostwa świata, bardzo im tego zazdroszczę. Ale moja decyzja też wiele mnie nauczyła.

Kolana naprawiali Panu lekarze w Hiszpanii. Może Pan coś więcej o tym powiedzieć?

Przede wszystkim bardzo polecam tego specjalistę, który dokonał tych „magicznych” sztuczek z moimi kolanami. Teraz wielu siatkarzy i wiele siatkarek do niego jeździ; jak ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, to zawsze chętnie daję namiary. Mnie ten człowiek wyleczył. Miałem zwapnienia i ciągle stany zapalne w kolanie. Pojechałem do niego i w dwa-trzy tygodnie rozwiązał wszystkie moje problemy. Oczywiście, to wszystko trwało, później była rehabilitacja, ale po trzech latach wiecznego bólu naprawił mnie i bardzo mnie cieszy, że kogoś takiego znalazłem. Można grać. Można jeszcze długo grać.

W tym czasie, kiedy odszedł Pan z reprezentacji, spostrzegł, że świat nie kręci się tylko wokół siatkówki, że istnieje coś więcej. Jaki ten świat poza siatkówką Pan zobaczył? Wokół czego wtedy zaczął się u Pana kręcić?

Głównie wokół rodziny, wokół mojej żony, moich przyjaciół, znajomych. Nigdy na to nie ma czasu, jak się jest profesjonalnym siatkarzem. Gramy praktycznie cały rok. Mamy zaledwie tydzień czy dwa tygodnie wolnego w całym roku - i mówię tu o roku kalendarzowym. Ponieważ gramy w klubie, potem rozpoczynają się mecze reprezentacji i tak naprawdę nie ma czasu na nic. Biorąc sobie wolne od reprezentacji, ma się 3-4 miesiące wolnego. A gdy ten czas spowalnia, gdy się wyjdzie z tego młyna, to widzi się, że ludzie żyją i siatkówka wcale nie jest dla nich najważniejsza, i robią różne inne rzeczy. To też jest wyzwalające, pozwala złapać do tego wszystkiego dystans.

Łapał Pan ten dystans, oglądając seriale?

Między innymi.

W jakich Pan gustuje?

Lubię wszystkie. Mam chyba każdą aplikację streamingową, bo w każdej jest coś fajnego, co można obejrzeć. Ostatnio oglądam „Stranger Things”, czwarty sezon, wyszły dwa nowe odcinki, bardzo długie. Został mi ostatni odcinek, dwugodzinny, nie mogę się do niego dobrać, bo mam mecze, wywiady. (śmiech) Ale wtedy zrozumiałem też, że można sobie, najzwyczajniej w świecie, pożyć, pospotykać się ze znajomymi, mieć czas dla żony, wziąć ją na wakacje. Człowiek odżywa i widzi, że jak jest w środku i gra cały czas, przez kilka lat w siatkówkę, to faktycznie wszystko się wokół tej siatkówki zaczyna kręcić.

Jeśli już wspomniał Pan o wakacjach, to nie sposób nie wymienić Malediwów, na których był Pan z żoną w 2019 roku. Mówił Pan wtedy, że to były wakacje życia. Coś je od tamtego czasu przebiło? Jakiś inny wyjazd?

Nie, nie. Malediwy to moje i mojej żony ulubione miejsce na spędzanie wolnego czasu. Lecąc na Malediwy, nawet nie trzeba brać klapek, wystarczy zabrać krótkie spodenki. Myślę, że bez koszulki też by się przeżyło. W tak pięknej naturze naprawdę nie potrzeba wiele do szczęścia. Jest piękna pogoda, piękna woda, piękne widoki, dobre jedzenie. Wszystko na miejscu, na wyspie. Można odpocząć, zresetować umysł, kłaść się spać szczęśliwym i wstawać szczęśliwym, bo o to chodzi w życiu.

Kiedy już jesteśmy przy turystyce, to przypomnę o przewodniku Pana autorstwa - o atrakcjach turystycznych Bełchatowa…

… o matko! (śmiech)

Co prawda przewodnik powstał w ramach rehabilitacji po tym, jak mieszkańcom nie spodobało się, gdy powiedział Pan w telewizji, że Bełchatów to nie jest duże miasto.

Jest pani bardzo dobrze przygotowana!

Jeśli zatem poznał Pan wszystkie atrakcje turystyczne Bełchatowa, to która z nich dla Pana jest najbardziej atrakcyjna?

Hala Energia! Zapraszam serdecznie na każdy mecz. To jest to, dlaczego tam jestem i dlaczego funkcjonuję. W ogóle, jeśli chodzi o granie i mecze PlusLigi, to też mamy, my bełchatowianie - mogę tak mówić, bo mieszkam tu już 12 lat - mamy szczęście, że do nas przyjeżdżają ludzie z całej Polski i ludzi z całej Polski zapraszam do Hali Energia, gdzie na co dzień rozgrywamy mecze. Myślę, że to dla każdego może być ciekawym przeżyciem.

Lubi Pan seriale, filmy, ale wiem, że lubi Pan też książki. One Pana motywują?

Gustuję bardzo we wszelkich biografiach sportowców; w nich upatrywałem siły, mocy. Również motywacji, kiedy przychodziły trudniejsze momenty. W ogóle jestem ciekaw ludzi, ich historii, tego, co ich motywuje do tego, żeby żyć, zdobywać, poświęcać się, żeby ciężko trenować. To są zarówno książki, jak i filmy o tematyce sportowej, o tym, jak odnosili sukcesy oraz jak ponosili porażki.

Co Pana w takim razie motywuje? Co sprawia, że Panu chce się żyć, walczyć?

W tym momencie, myślę, że są to igrzyska olimpijskie. To coś, czego polska reprezentacja od dawna nie zrobiła, coś, o czym myśli każdy z siatkarzy, których znam - każdy z nich marzy o medalu igrzysk olimpijskich. Odbędą się za dwa lata. Jestem już dość wiekowy, ale nikt nie zabroni mi marzyć. To mnie motywuje każdego dnia, kiedy wstaję rano, kiedy czuję się zmęczony, to otrzepuję się, wypijam kawę i idę na trening. Do tego dążę, żeby się zapisać w historii.

Czym są dla Pana social media?

Kontaktem z ludźmi. Dobrą zabawą. Lubię kontakt z fanami, myślę, że to jest fajne, że w dzisiejszych czasach social media dają możliwość bezpośredniego kontaktu z fanami, a nie przez dziennikarzy.

Głośno w internecie o Pana wywiadach, jakie przeprowadza Pan na Instagramie ze sportowcami. Widać, że lubi Pan rozmawiać z ludźmi.

Jestem autentycznie ich ciekaw, jestem ciekawy historii, jakie w sobie noszą. Czasami za dużo rozmawiam. (śmiech)

Jaka jest Pana metoda, aby otworzyć rozmówcę, by powiedział Panu to, czego nikomu nigdy wcześniej nie powiedział? Oglądałam Pana rozmowę z siatkarzem Bartoszem Kurkiem i on właśnie powiedział Panu rzeczy, jakich nikomu wcześniej nie powiedział.

Sekret w rozmowie z Bartkiem polega na tym, że my się znamy już bardzo długo, mamy wiele wspólnych historii. No i Bartek, myślę, jest duszą drużyny. Zna jeszcze więcej historii, gra od nas jeszcze dłużej. Lubi się tym dzielić, ma łatwość opowiadania, śmieszkowania. A zatem to dzięki temu, że się znamy, myślę, on się potrafił tak otworzyć. Wystarczyło, że ja przypomniałem jakąś historię, a on już z nią „leciał”. Mieliśmy dobre flow. Dlatego chciałem powiedzieć, że nie mam metody. Rozmowy przeprowadzałem w trakcie pandemii, gdzie mieliśmy więcej czasu, potem rozpoczęliśmy sezon, ale czasu też mimo wszystko było więcej, więc parę wywiadów udało się przeprowadzić. Ale tak naprawdę rozmawiałem z ludźmi, których znam, i było mi stąd dużo łatwiej do nich dotrzeć i wiem, że przy mnie lepiej się otworzą.

Podobało mi się to, że nie rozmawiał Pan tylko z siatkarzami, ale i z innymi sportowcami. Która z tych rozmów była dla Pana w jakiś sposób znacząca, ważna?

Myślę, że każda rozmowa na swój sposób była ciekawa. Starałem się nie robić wszystkiego „na jedno kopyto”. Miałem też live z dietetyczką, z mentalnym coachem. Mimo że to w sumie była krótka seria, mam nadzieję, że przybliżyłem sportowców i w jakimś sensie pomogłem ludziom, zainspirowałem ich albo zmotywowałem do pracy. Ale chyba nie skłamię, jeśli powiem, że najgłośniejszy był wywiad z Bartkiem Kurkiem. On wcześniej nie był zbyt otwarty, więc nie było z nim dużo wywiadów; na co dzień jest w Japonii, więc kontakt z nim jest utrudniony. Z wywiadu z nim byłem bardzo zadowolony, bo myślę, że pokazałem też - tak mi zresztą pisali ludzie - że takiego Bartka nie znali. To było fajne, że Bartek otworzył się tak, jak otwiera się przed nami na kadrze. To był taki Bartek, jakiego my, koledzy z reprezentacji, znamy. Bardzo mnie ten feedback od ludzi ucieszył.

Myślę, że Bartek Kurek jest duszą drużyny. Zna wiele historii i lubi się nimi dzielić

W szatni, podobnie jak na boisku każdy z zawodników też ma jakąś ustaloną pozycję, rolę?

Tak funkcjonuje drużyna. Każdy ma jakąś rolę, w której ma się odnaleźć, znaleźć miejsce dla siebie. Te role kształtują się w sposób naturalny, również ewoluują, kiedy człowiek staje się starszy, może odważniejszy, bardziej śmiały. Jeśli kilka sezonów gra się w jednym klubie, to czuje się pewniej, ma pewniejszą pozycję, być może gra w pierwszym składzie. Czasem z pozornie cichych chłopaków wyrastają nieźli żartownisie.

Kogo dziś w szatni słucha się z największą uwagą?

Bartka Kurka. Tak myślę. Jest ikoną, gościem, na którego wszyscy młodzi patrzą i biorą z niego przykład. Sam pamiętam, jak wchodziłem czy do klubu, czy do reprezentacji i miałem okazję z Bartkiem grać w klubie w Bełchatowie, to patrzyłem na niego, na to, jak się zachowuje w różnych sytuacjach. Jest nauczycielem i mentorem dla młodszych kolegów, a i dla starszych też, a na pewno wzorem. On bardzo ciężko pracuje na to, co ma.

Z kim ze sportowców najbardziej chciałby Pan porozmawiać?

Chciałbym spędzić jeden dzień z Robertem Lewandowskim. Zobaczyć, jak wygląda jego dzień treningowy. Jak pracuje. Jak się suplementuje. Chciałbym poznać jego tajniki. Jeśli chodzi o polskich sportowców, to myślę, że Robert Lewandowski jest najlepszy. Jest też wielkim profesjonalistą, dlatego chciałbym zobaczyć, co robi, że jest tak dobry i cały czas utrzymuje się na tak wysokim poziomie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Mundial w Katarze - kibice na ulicach - bez komentarza

Materiał oryginalny: Karol Kłos: Jestem ciekaw ludzi, ich historii, tego, co ich motywuje - Strona Podróży

Wróć na expressbydgoski.pl Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie