Innymi ścieżkami

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Nie lubię czytać poradników psychologicznych. Jeśli się bowiem przejrzy kilka takich książek dotyczących jednego tematu, to rychło można stracić orientację. Jedne polecają postąpić tak, drugie - wręcz przeciwnie. W dodatku odnosi się wrażenie, że podanych w nich przykładów z praktyki terapeutycznej autorów (bo autorzy zwykle przedstawiani są jako wybitni praktycy) wraz z cudownie prostymi rozwiązaniami zawiłych problemów można użyć co najwyżej w tzw. dramie, czyli odgrywaniu scenek z rzeczywistości.

<!** Image 1 align=left alt="Image 45507" >Nie lubię czytać poradników psychologicznych. Jeśli się bowiem przejrzy kilka takich książek dotyczących jednego tematu, to rychło można stracić orientację. Jedne polecają postąpić tak, drugie - wręcz przeciwnie. W dodatku odnosi się wrażenie, że podanych w nich przykładów z praktyki terapeutycznej autorów (bo autorzy zwykle przedstawiani są jako wybitni praktycy) wraz z cudownie prostymi rozwiązaniami zawiłych problemów można użyć co najwyżej w tzw. dramie, czyli odgrywaniu scenek z rzeczywistości. Nie przekonały mnie nawet takie hity rynku poradników jak „Toksyczni rodzice” czy „Mężczyźni z Marsa...” Bo już po pierwszych kartkach okazywało się, że wiele recept nijak ma się do życia, które „jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest”.

Po „Uwięziony umysł” Petera Szatmariego w przekładzie Macieja Sekerdeja (wyd. „Znak”) sięgnęłam właściwie tylko z powodu programu telewizyjnego „Wydanie II poprawione”. Występujący tam krytycy Kazimiera Szczuka i Krzysztof Kłosiński nieczęsto są tak wyraźnie pod wrażeniem lektury, jak wtedy, kiedy rekomendowali „Uwięziony umysł”.

Książka jest dziełem - a jakże - psychiatry, terapeuty o wieloletnim stażu, specjalisty od pomocy osobom z autyzmem. I, jak na tego typu książki przystało, bogata jest w przykłady z owej praktyki. Każdy rozdział nazwany został imieniem innego pacjenta. Poznajemy więc Williama, którego pasjonują wyłącznie pociągi metra, Stephena, który wszystko wie o osach, ale nie umie rozmawiać na inny temat, Frankiego z ilorazem inteligencji 125, który błyszczał w szkole jedynie do trzeciej klasy, Sophie, która zawsze ciągnie za sobą gałąź i ubiera się na czerwono... Tylko że historie tych dzieci, dotkniętych różnymi rodzajami autyzmu (lub zespołu Aspergera), nie są opowiedziane tak jak w typowych poradnikach według schematu: przypadek - diagnoza - terapia. Szatmari bardzo często się waha i długo zastanawia. A przy okazji snuje głębokie refleksje nad ścieżkami ludzkiego umysłu. Tymi, po których porusza się większość z nas. I tymi, na które zbaczają myśli osób z autyzmem. Daje rady tym, którym urodziły się „deszczowe dzieci”, by użyć określenia z filmu Barry’ego Levinsona z Dustinem Hoffmanem. Ale nade wszystko nas, pozostałych czytelników, próbuje na te boczne ścieżki umysłu wprowadzić, umożliwiając spojrzenie na świat z niezwykłej perspektywy. Po tej lekturze może trochę inaczej używać będziemy określenia „nienormalny”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie