Inna norma normalności

Jacek Kiełpiński
Afery w Świeciu, zdaniem psychiatrów ze Świecia, nie ma, bo tam wszystko można wytłumaczyć na tamtejszy sposób. Każdą śmierć pacjenta też. Szokujące nie szokuje, a potworne normalnieje.

Afery w Świeciu, zdaniem psychiatrów ze Świecia, nie ma, bo tam wszystko można wytłumaczyć na tamtejszy sposób. Każdą śmierć pacjenta też. Szokujące nie szokuje, a potworne normalnieje.

<!** Image 2 align=right alt="Image 36914" sub="Szpital w Świeciu jest obecnie obiektem otwartym. W portierni nie ma nikogo, każdy może swobodnie wejść, a nawet wjechać na ogromny parkowy teren. Mogą się także pojawić dzieci z jajkami w garści.">Człowiek tarzający się we własnych odchodach to... znak, że był dobrze odżywiony. Brak reakcji personelu na upadek chorego z łóżka „na główkę” jest... prawidłowy, bo nie utrwala u niego złych przyzwyczajeń. We wszystko, co mówi chory, wierzyć nie można - to przecież omamy. Obserwantom też nie należy wierzyć - ich stan psychiczny jest dopiero badany.

Podejrzane leki

- Za śmierć mojego syna zawsze będę obwiniać lekarzy i psychologów ze Świecia. Podawali mu podejrzane leki i cały czas wmawiali, że jest z nim lepiej. A on przeżywał katusze, widział wszędzie krew, mówił, że musi umrzeć. Gasł. Dlaczego wypuścili go na spacer, choć dwa dni wcześniej nam, rodzicom, nie chcieli go wydać na godzinę? Znaleziono go 5 dni później w jakimś stawie - matka 21-letniego pacjenta była jedną z wielu osób, które po tekście „Z kamerą w przedsionku piekła” z 6 października skontaktowały się z naszą redakcją.

Wielu pełnych ludzkiego bólu historii wysłuchałem przez ostatnie tygodnie. Motyw przewodni - cierpienie i śmierć pacjentów związana, zdaniem moich rozmówców, z podawanymi lekami.

W czasie, gdy na oddziale XIII Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu przebywało dwóch obserwantów: Piotr i Tomasz, o których losach pisałem, zmarło tam trzech chorych. - Jeden konał w ubikacji. Według mnie, pogodzono się z tym, że ma umrzeć. Reanimacja? Nie zauważyłem nawet próby - wspomina Piotr.

Drugi ze zmarłych miał 56 lat. Według obserwantów, personel komentował, że to wiek na tyle „podeszły”, iż jego śmierć nie powinna nikogo dziwić. - Gdy tam byłem, wiele osób skarżyło się na to, że czują się jak króliki doświadczalne, bo co jakiś czas zmieniano im leki - wspomina Tomasz Sowiński, autor szokujących nagrań video wykonanych ukrytą kamerą. - Pamiętam człowieka, który krzyczał, że to nie te lekarstwa i nie chciał ich przyjąć. Został umieszczony w pasach, tabletki rozkruszono w kieliszku, zalano wodą i podano siłą. Chodził jeszcze jakiś czas otumaniony, a potem zmarł. Wśród pacjentów rozeszła się pogłoska, że pomylono leki albo robiono na nim jakieś eksperymenty.

Eksperymenty medyczne

Zgłosił się także do redakcji kolejny obserwant. Jest przekonany, że prowadzono na nim eksperymenty medyczne. - Miałem wcześniej przepisane przez lekarza psychiatrę dwa leki antydepresyjne. Na oddziale XIII odebrali mi je. Dostawałem zamiast tego jakieś zastrzyki. Siostra nie chciała wyjaśnić, co to było. Czułem się po tym strasznie, głównie spałem, byłem nie do życia. Gdy wyszedłem po sześciu tygodniach obserwacji, rodzina nie mogła mnie poznać, byłem innym, rozdrażnionym, znerwicowanym człowiekiem - wspomina. - W czasie gdy tam mnie trzymali, jednego pacjenta w stanie agonalnym zabrała rodzina. Okazało się, że chory miał cukrzycę, ale zamiast insuliny dawali mu psychotropy.

Takich historii wysłuchaliśmy dziesiątki. Także mniejszego kalibru, chociażby o pacjencie z wybitym barkiem, którego lekarz psychiatra obejrzał i uraz uznał za wynik omamów. Zmienił zdanie po tygodniu, gdy ręka chorego potwornie napuchła. Dopiero wtedy ją usztywniono.

Były też sygnały sensacyjne: - W Świeciu robi się eksperymenty pod przykrywką badań klinicznych. Macie dowody w ręku! Ten sfilmowany wyjący chory, który spada z łóżka - co mu dali? Dlaczego pozwalali mu się męczyć? Bo nie chcieli przerwać badań.

Szpitalna norma

Fragmenty filmu nagranego przez T. Sowińskiego pokazaliśmy znajomemu psychiatrze. Gdy usłyszał, że chory wydzierał się w ten sposób przez 3 tygodnie, pokręcił głową. - To podejrzane, nawet gdy przyjmiemy, że czekano na zadziałanie leków. Dzień, dwa, kilka - rozumiem. Ale nie 3 tygodnie.

Doktor Jarosław Uziałło, dyrektor szpitala zgodził się odpowiedzieć na wszystkie pytania. - Skąd pan wie o badaniach klinicznych? - zaczął dość ostro. - Jakiś czas temu pojawił się anonim szkalujący nasz szpital, jakoby prowadzono tu nielegalne eksperymenty medyczne. To bzdury. Prowadzimy badania kliniczne pod nadzorem komisji bioetycznej i sponsorów, czyli przedstawicieli firm farmaceutycznych. Zachowanie sfilmowanego pacjenta i zgony, o których pan wspomina, nie mają z tym nic wspólnego.

Długa rozmowa z doktorem Uziałłą przekonuje do jednego, za murem szpitala w Świeciu wszystko jest inne niż w świecie poza nim.

- Sfilmowany pacjent zachowywał się w ten męczący dla innych sposób długo, bo w przypadku upośledzenia połączonego z psychozą leki zaczynają działać czasem z dużym opóźnieniem. Komisja badająca oddział uznała, że zanieczyszczał siebie i sąsiadów, bo był przekarmiony przez matkę. To nic nadzwyczajnego. Interesuje mnie w tym przypadku tylko czas reakcji personelu na to zdarzenie. Gdy spadł z łóżka, pomaganie mu, co robił obserwant, było błędem, bo utrwalało w chorym przekonanie, że następnym razem też ktoś go podniesie - zdaniem doktora Uziałło nie jest niczym nadzwyczajnym to, że na „trzynastce” zmarło w krótkim czasie 3 pacjentów. - Umieralność w szpitalach psychiatrycznych nie jest duża, ale zdarza się jak wszędzie. Pacjenci często o siebie nie dbają. W historię o zamianie leków jako przyczynie śmierci kolejnej osoby proszę nie wierzyć. Opowiada ją człowiek, który był tu na obserwacji i nie został zdiagnozowany.

Przypomnijmy, Tomasza Sowińskiego badał później doktor Jerzy Pobocha i nie miał uwag do stanu jego zdrowia psychicznego, ale w Świeciu nie ma to znaczenia.

<!** reklama left>- Sprawy z wybitym barkiem nie znam, ale też wydaje mi się mało prawdopodobna - kontynuuje doktor Uziałło. - Jeśli chodzi o obserwanta, któremu odebrano leki antydepresyjne, sprawa jest jasna - miano go obserwować, a takie leki zaciemniają obraz. W zastrzykach dostawał potem najpewniej relanium. Co do chorego z cukrzycą, jeśli było tak, jak wspomina tamten obserwant, winę ponosi rodzina chorego, która nas o cukrzycy nie poinformowała. Ale wydaje mi się to wszystko mało prawdopodobne.

Zaintrygowała doktora Uziałłę sprawa 21-latka wypuszczonego na spacer i znalezionego w stawie. Matka mężczyzny wspomina, jak ordynator oddziału VI uspokajała ją, że fatalne samopoczucie wynika z działania leków. Tymczasem sekcja zwłok nie wykazała w jego organizmie śladu psychotropów. - Według mnie eksperymentowali z nim - przekonywała nas kobieta w trakcie rozmowy. - A gdy coś nie wyszło, wypłukali to świństwo z niego. A może podawali mu placebo, a tamta lekarka mnie oszukała?

Doktor Uziałło wzrusza ramionami słysząc takie sensacje. - Widocznie pacjent nas oszukiwał i nie przyjmował leków. Tak się często zdarza. Wypuszczenie go na spacer jest zastanawiające, ale musiałbym znać wszystkie szczegóły.

Tamtą sprawą zajmowała się prokuratura. Uznała, że personel szpitala w Świeciu nie przyczynił się do śmierci pacjenta. - Bo wszyscy kłamali, że nagle jego stan się poprawił i mieli prawo go wypuścić - tłumaczy matka. - Gdy zniknął, nie szukali go, tylko sporządzili wypis ze szpitala, by mieć go z głowy.

- Pisanie o naszym szpitalu w złym świetle może przyczynić się do zwiększenia liczby samobójstw - komentuje i ostrzega zarazem doktor Uziałło. - Chorzy mogą zacząć bać się kontaktu z lekarzami.

Raport komisji badającej sytuację w Świeciu po ujawnieniu materiału nagranego przez Sowińskiego, łagodniejszy niż pierwotnie przypuszczano, zawiera jeden wymowny szczegół. Komisja zajęła się, m.in., plamami krwi na ścianach palarni. Zdaniem Sowińskiego, powstały one po szamotaninie z otumanionym chorym, który nie zamierzał iść spać. Komisja uwierzyła w zapewnienia personelu, że to nie ślady krwi, tylko... pozostałości po jajkach wrzucanych rzekomo przez dzieci pętające się po terenie szpitala.

Jajko podobne do krwi

Już teraz wiem, że w Świeciu wszystko jest inaczej, ale tym razem granica została przekroczona. Byłem w tej palarni odwiedzając Tomasza Sowińskiego. Robiłem tam zdjęcie. Pamiętam, że ubabrane czymś rdzawym były trzy ściany tuż ponad lamperią. W oknie dostrzegłem siatkę. I nie wystarcza mi wyobraźni. Jajko przelatuje między oczkami siatki i skręca pod kątem prostym, by trafić w boczną ścianę. Muszę w to uwierzyć, bo tak twierdzi personel, tak przyjmuje komisja... A ja, niestety, jeszcze nie jestem zdiagnozowany...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3