Czy za błąd ministra musi zapłacić właściciel?

Michał Sitarek
Próba zwrotu zawyżonej opłaty za wydanie karty pojazdu przypomina nadal drogę przez mękę. Ministerstwo Transportu i samorządy nie chcą oddać pieniędzy poszkodowanym.

Próba zwrotu zawyżonej opłaty za wydanie karty pojazdu przypomina nadal drogę przez mękę. Ministerstwo Transportu i samorządy nie chcą oddać pieniędzy poszkodowanym.

Na rekompensaty liczą ci, którzy między sierpniem 2003 roku a kwietniem 2006 roku po raz pierwszy rejestrowali samochód sprowadzony z zagranicy i uiścili w tym czasie opłatę za wydanie karty pojazdu. Jej wysokość już w zeszłym roku zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Po tym orzeczeniu tysiące kierowców złożyło wnioski o zwrot nadpłaty.

<!** reklama left>- Państwo po prostu mnie okradło! Zamiast 75 naliczono mi aż 500 złotych. To nie są pieniądze, na które można machnąć rękę. Sprowadziłem używany samochód z Niemiec, bo na nowy nie było mnie stać - żali się jeden z poszkodowanych.

- Na Zachodzie nikt nie potrafi sobie wyobrazić, że państwo pobierało nielegalne opłaty. Najgorsze, że Ministerstwo Transportu nie potrafi wyjść z twarzą z tego problemu. Przerzuca odpowiedzialność na inne urzędy, a kierowców straszy kontrolami - denerwuje się inny kierowca.

Ministerstwo Transportu winę zrzuca na autora całego zamieszania, byłego ministra Marka Pola, który podniósł cenę karty. Ewentualnych niezadowolonych kieruje natomiast do sądu. Poszkodowani pierwsze kroki kierują do powiatowych urzedów.

- Na razie wpływają pojedyncze wnioski o zwrot pieniędzy za kartę pojazdu - mówi dyrektor Wydziału Uprawnień Komunikacyjnych UM w Bydgoszczy, Edward Dobrowolski. - Odmawiamy jednak wypłat. Przecież pobieraliśmy opłaty zgodnie z rozporządzeniem ministra. Gdybyśmy tego nie robili, to dopiero mielibyśmy kłopoty. Gdybyśmy musieli wypłacić wszystkim poszkodowanym nadpłatę, budżet miasta straciłby około 5 mln złotych - dodaje dyrektor.

Właściciele samochodów mogą wystąpić jeszcze do sądu. Jednak tam kierowcy znów mają pod górkę. - Niewiele mamy takich przypadków. Kończą się one brakiem zasądzeń. Nikt nie potrafi wskazać pozwanego. Te sprawy powinne zostać uregulowane w postępowaniu administracyjnym - odbija piłeczkę wiceprezes Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, Danuta Flinik.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie