„Chcę biegać w sztafetach na dobrym poziomie, a czy to da medal”? Rozmowa z Kajetanem Duszyńskim

Materiał informacyjny PKN ORLEN
Udostępnij:
Poprzedni sezon był bardzo długi i jeszcze zanim wyjechaliśmy na IO, trafialiśmy czasami na komentarze i artykuły o męskiej sztafecie, które brzmiały bardzo negatywnie. Później przyszła forma i było na odwrót. To pokazuje, że nie ma sensu sugerować się opinią ludzi z zewnątrz. Staram się podchodzić z obojętnością do tego – mówi Kajetan Duszyński, mistrz olimpijski z Tokio ze sztafety mieszanej 4x400 metrów.

Mamy oficjalne potwierdzenie tego, że jedzie pan na Mistrzostwa Świata w Eugene. Z perspektywy kibica było to do przewidzenia, a jak wieść o znalezieniu się w kadrze na kolejne zawody takiej rangi smakuje Kajetanowi Duszyńskiemu?
Wiadomo, że pojawia się, jak zwykle, wielka duma i satysfakcja, że mogę reprezentować Polskę na najważniejszej imprezie lekkoatletycznej w tym sezonie. W sporcie nie ma oczywistości, dlatego każde powołanie jest wartościowe i trzeba na nie pracować od zera w każdym kolejnym starcie, roku.

Można się do tego uczucia, stanu satysfakcji przyzwyczaić?
Za każdym razem wyjazd jest trochę inny. Jako zawodnicy dojrzewamy i jeździmy na wydarzenia w innym celu. Teraz oczywiście takie powołanie smakuje inaczej niż np. na pierwsze MŚ. Natomiast myślę, że nadal jest w tym mnóstwo satysfakcji.

Cofnijmy się w czasie na chwilę i zastanówmy się nad tym, jakie różnice, a jakie podobieństwa wystąpiły między pierwszym a ponownym powołaniem do reprezentacji na wydarzenie o takiej randze?
Za podobieństwo uznałbym na pewno sam proces kwalifikacyjny. Kiedy jechałem po raz pierwszy na MŚ, byłem wicemistrzem Polski, tak samo jak w tym roku. Poznawałem wtedy ludzi, trenerów i naszych najlepszych zawodników. Teraz jest trochę inaczej, gdyż znamy się lepiej i nie towarzyszy mi stres świeżaka. Natomiast czuję pewną presję ze strony środowiska lekkoatletycznego. To normalne, natomiast na pewno mocno zmienia start i oczekiwania względem takiej imprezy.

„Chcę biegać w sztafetach na dobrym poziomie, a czy to da medal”? Rozmowa z Kajetanem Duszyńskim

Z tego, co wiem, to 7 lipca będzie Pan już w drodze do Stanów, by już na miejscu doszlifowywać formę. Rzeczywiście jest tak, że to już ostatnie muśnięcia, dosłownie podtrzymanie dyspozycji?
Tak, 7 lipca będziemy już w Seattle na obozie. Formy się już tam nie zbuduje, więc będziemy ją szlifować przez intensywne akcenty i pewnie zakończymy ten okres sprawdzianem. Ważne w takich obozach jest również to, by zaaklimatyzować się i potrenować w grupie jako sztafeta.

Kilkanaście dni temu zaczynał pan obóz przygotowawczy w Karpaczu. Po nim, jako kibice, możemy być pewni, że są powody ku temu, by z optymizmem wyczekiwać pana startu?
Myślę, że jestem na tendencji wznoszącej, co pokazywały ostatnie treningi. Także jestem dobrej myśli.

Legendarny Zbigniew Wodecki śpiewał, że: „Lubię wracać, tam gdzie byłem”. Sądzę, że te słowa pasują do Pana i chęci regularnego wracania do Karpacza. Co magicznego znajduje w nim, tam znajdującej się bieżni itd., że mija pewien czas i pojawia się właśnie tam mistrz olimpijski z Tokio?
Faktycznie, często wracamy do tego miasta. W moim przypadku dwa razy w roku. Jest tam relatywnie nowy stadion wraz z fajną siłownią, co w naszym przypadku w pełni zaspokaja potrzeby. Burmistrz Karpacza również stwarza nam dobre możliwości do trenowania, choćby przez zakwaterowanie w wygodnych warunkach. Do tego mamy dosyć niskie góry, co w takim okresie przedstartowym lekko nas bodźcuje, ale z małym ryzykiem złapania dołka treningowego.

Wiemy, jak kontuzjogenne jest profesjonalne uprawianie sportu, więc proszę o wieści, jak wygląda sytuacja z ewentualnymi urazami, naciągnięciami?
To zdarza się regularnie i jest wpisane w sport wyczynowy. Na szczęście w moim przypadku w ostatnim czasie nie mam z tym poważnych problemów. W tym sezonie często łapałem przeziębienia, co również utrudniało przygotowania.

Czy teraz wszystko jest już idealnie i nie ma nawet śladu po choćby katarze?
Tak, już czuję się dobrze. Na szczęście to tylko przeziębienia, które są bardziej dokuczliwe niż groźne.

„Chcę biegać w sztafetach na dobrym poziomie, a czy to da medal”? Rozmowa z Kajetanem Duszyńskim

Oczywiste jest, że kiedy wspominamy o temacie kontuzji, to od razu pojawiają się głosy niektórych kibiców, że: „Już szukają wymówki, jak gorzej pójdzie start…”. Natomiast kiedy po biegu o nich się mówi, to wówczas niektórzy twierdzą, że są to usprawiedliwiania dla osiągniętego rezultatu… Także zapytam w ten sposób: zasadne są pytania dziennikarzy sportowych o tego typu kwestie?
Myślę, że nie ma złych pytań i takie fakty są istotne, a co innego, jak interpretują je ludzie. Według mnie sport i występ na zawodach jest tak złożonym zjawiskiem, że czasami sam sportowiec czy trener nie są w pełni świadomi, dlaczego coś wyszło albo nie. A co dopiero ma wiedzieć ktoś przed telewizorem, kto dostaje jeden suchy fakt, a nie zna dziewięćdziesięciu pięciu procent reszty informacji. Z tym niestety musimy się liczyć. Kontuzja bezpośrednio nie pomaga uzyskiwać dobrych rezultatów, więc myślę, że obiektywnie mówiąc: jest przyczyną gorszych występów.

Jak zmieniło się podejście fanów do Pana względem tego, co było, kiedy rozpoczynał pan swoją przygodę z lekkoatletyką?
Wcześniej raczej zbyt wielu fanów nie było, poza moimi najbliższymi. Wraz z sukcesami trochę ich przybyło i na razie mam więcej pozytywnych interakcji niż negatywnych.

Wiemy, jak bardzo dobrze było w zeszłym roku i jak wtedy żywiołowo wspierali kibice. W związku z tym pojawia się presja lub mobilizacja, by udowodnić coś, może nie tyle im, ile sobie?
Poprzedni sezon był bardzo długi i jeszcze zanim wyjechaliśmy na IO, komentarze i artykuły o męskiej sztafecie brzmiały bardzo negatywnie. Później przyszła forma i było na odwrót. To pokazuje, że nie ma sensu sugerować się opinią ludzi z zewnątrz. Staram się podchodzić do tego z obojętnością, ponieważ tak jak napisałem wcześniej, ludzie nie mają tylu informacji, aby wydać rzetelny osąd. Przeważnie kierują się emocjami. Oczywiście bardzo się cieszę z gratulacji od fanów i z tego, że gorąco mi kibicują, przychodzą na mitingi, ale mobilizacji i presji mam w sobie wystarczająco, aby trenować i pracować na wyniki dla samego siebie.

W maju dla polsatsport.pl powiedział pan, że: „Ważne jest znalezienie balansu w życiu, aby podczas treningu być skupionym, a poza nim spokojnym, zrelaksowanym”. W momencie, gdy rozmawiamy, udało się to wyczucie już odnaleźć?
Cały czas trwa walka i skupiam się, żeby tak było poprzez pracę z psychologiem i rozmawiając o tym z innymi. Myślę, że w moim przypadku to bardzo ważne, ponieważ można się szybko przebodźcować psychicznie, a to często źle się kończy.

Nawiązując do słów z powyższych pytań oraz do takich jak „wsparcie” i „odnaleźć”, to łączą się one również z tym, że PKN ORLEN zdecydował się pana wziąć pod swoje skrzydła, by zaopiekować się jako mecenas sportu. Jak przebiega relacja z nimi związana?
Współpracuję z PKN ORLEN od początku tego roku. Polega to na tym, że sponsor przeznacza swoje środki, abym mógł się rozwijać, co jest dla mnie oczywiście niezbędne. Z kolei ja promuję ich na swoich social media, w trakcie wywiadów oraz startów.

Odkładając na bok tematy finansowe, to dlaczego – z perspektywy profesjonalnego lekkoatlety i mistrza olimpijskiego ze sztafety mieszanej 4x400 metrów – warto korzystać z asysty takiej firmy jak PKN ORLEN?
Myślę, że największą zaletą, pomijając kwestię, którą pan chce ominąć, jest to, że mówimy o polskiej firmie, która od lat wspiera rodzimy sport.

Wiadomo, że wspomniany koncern wspiera całą masę lekkoatletów, więc nim przejdziemy do dalszej części wywiadu, to dopytam, jakie głosy płyną z grona lekkoatletów, kiedy w trakcie rozmów zostaje wspomniane, że np. dany lekkoatleta wszedł do grupy, którą wspierają?
Cieszę się, że sportowcy mają możliwość znalezienia jakiegoś wsparcia. Niestety, ale mając często sukcesy w niektórych sportach, bardzo trudno jest im znaleźć chętnych do współpracy, np. przez małą medialność. Także cieszy mnie to, kiedy sportowiec z sukcesami znajdzie sponsora, który poza liczbami obrazującymi zasięgi widzi „wartość”, jaką niesie ze sobą sport wyczynowy.

Wracając do wątków związanych z imprezami typu mistrzostwa świata… Wiemy, że do samych zawodów mamy jeszcze kilka dni. W jakiej formie jest pan forma fizycznej i mentalnej?
Fizycznie czuję się bardzo dobrze. Myślę, że brakuje jedynie takiego startowego przetarcia. Sądzę, że na obozie do tego dojdziemy. Mentalnie też jest stabilnie. Przebywam w grupie z innymi zawodnikami, a to na pewno mi pomaga.

Ubiegły rok był dla pana wyjątkowy. Ten zapowiada się również na taki, gdyż mamy MŚ i ME w jednym sezonie. W obu wydarzeniach Kajetan Duszyński chciałby się zaprezentować i może przywieźć nie tyle stricte medal, ile poczucie, że założony plan udało się w pełni zrealizować?
Moim celem jest zaliczenie biegów w sztafetach na dobrym poziomie. Zrobię tyle, ile tylko mogę, a czy to da medal, to już inna kwestia. Na IO również startowałem z takim założeniem i uważam, że wyszło bardzo dobrze.

Patrząc na kalendarz startów, w jaki sposób można przygotować dyspozycję tak, by może nie tyle być dwa razy w piku formy, ile czuć satysfakcję z osiągniętych rezultatów na obu tak ważnych imprezach lekkoatletycznych?
Zeszły sezon pokazał, że formę można utrzymać całkiem długo, więc aż tak o to się nie martwię. Myślę, że ważniejsze jest, aby dotrwać zdrowym i z chęcią do biegania.

Wiemy, jak wielu sportowców się wycofało, chociażby z MŚ, uznając, że nie będą w stanie się przygotować na zadowalającym ich poziomie do tego święta tego sportu. Pan również układał taki scenariusz w głowie, w razie gdyby wyniki na treningach nie były zadowalające?
Myślę, że jeżeli moja forma byłaby kiepska, nie jechałbym na te MŚ na siłę. Po sezonie halowym nie było aż tak dużo czasu, ale zrealizowaliśmy dobry trening.

Co sądzi pan o tego typu podejściu sportowców?
Rozumiem w pełni, że w pewnym wieku zawodnik dojrzewa i przestaje jeździć na takie imprezy po „doświadczenie”. Są inne kwestie w życiu, o które trzeba dbać i czasami szkoda czasu na takie wyjazdy, a lepiej poświęcić więcej czasu na polepszenie formy.

Pomysłodawcy przedsięwzięcia, by MŚ i ME upchać w jednym letnim sezonie, bardziej wykazali się rozumem, a może brakiem przemyślenia konsekwencji?
Te lata postpandemiczne są dosyć szalone i ten sezon to pokazuje. Jednak wszyscy mają takie same warunki, więc jest poniekąd sprawiedliwie. Te imprezy nie są aż tak daleko od siebie, więc uważam, że decyzja jest przemyślana i dostosowana do możliwości.

Zakładając, że nic złego się nie wydarzy, to w jakich startach po mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych będziemy mogli zobaczyć w akcji Kajetana Duszyńskiego?
Myślę, że będę startował w kilku mitingach, ale jeszcze nie wiem, w których dokładnie. Natomiast później priorytetem stanie się trening do mistrzostw Europy.

Na koniec dodam, że życzę, by te wspomniane i te pozostające w pana głowie marzenia, spełniły się, tak by można było na zakończenie roku powiedzieć, że ubiegły rok stanowił preludium przed szczytem szczytów, który pojawił się w 2022 roku.
Dziękuję bardzo, również sobie tego życzę.

PKN ORLEN jest GENERALNYM SPONSOREM POLSKIEGO ZWIĄZKU LEKKIEJ ATLETYKI oraz GENERALNYM SPONSOREM REPREZENTACJI POLSKI W LEKKIEJ ATLETYCE.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: „Chcę biegać w sztafetach na dobrym poziomie, a czy to da medal”? Rozmowa z Kajetanem Duszyńskim - Sportowy24

Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie