Całe życie na piasku

Redakcja
Cóż, to pokolenie lekko nie ma. Aspiracje pofrunęły pod sufit, a tu wszystkie życiowe drogi są kompletnie zakorkowane przez rodziców i starszych braci...

No i jeszcze ta permanentna zgryzota, że jak się dociąga do trzydziestki, to za plecami są już następni - młodsi, piękniejsi i zdolniejsi - a człowiek coraz rzadziej wydaje się chodzącą nadzieją na przyszłość, a coraz częściej budzi zdziwienie, że ciągle jakiś taki niepoukładany.

W "Karuzeli" ten stan zawieszenia generacji pięknych, ale już prawie trzydziestoletnich, to motyw dodatkowy, ale chyba najciekawszy. Bo narysowany bez zadęcia i zbyt mocno nakreślonych tez. Trochę jakby mimochodem. Widzimy więc ludzi, którym studia się jakoś rozwlekły, którzy - jak to młodziankowie - lubią rozrywkowe życie, ale którzy wyzbyli się już złudzeń, że zmienią świat. Bo takie złudzenia pewnie kiedyś nosili w tornistrach. Jak prawie wszyscy. Teraz właściwie to tęsknią już za małą stabilizacją, tyle, że ta stabilizacja to, jak się okazuje, sprawa wyjątkowo kosztowna. I to niestety pod każdym względem. Szczególnie, kiedy próbuje się coś zbudować na tak lichych fundamentach.

Bo te "piaskowe" fundamenty to właśnie główny wątek i, niestety, główna słabość "Karuzeli". Gromadka bohaterów dotknięta jest tu bowiem najróżniejszymi życiowymi problemami, które zatruwają normalne relacje i sprawiają, że tak naprawdę niewiele może im się udać, jeśli chodzi o budowanie czegoś trwałego. Trudno w końcu zbudować coś solidnego wbrew sobie, własnym uczuciom i emocjom. Mamy tu więc ukrywane fascynacje, zatruwające inne związki, męską przyjaźń zniekształconą poczuciem winy i nadmiernym poczuciem lojalności, kompleks utraconego ojca, zupełnie wykrzywiający normalne życie, tęsknotę za rodziną kogoś, kto jej nie miał i jeszcze parę psychologiczno-rodzinnych atrakcji. A do tego wszystkiego dochodzi i bezwzględna mafia, i wojenne dramaty w Afganistanie... Trochę niestety za dużo grzybów w tym barszczu. Szczególnie, że barszczu niewiele - bo to przecież kameralne kino na kilka osób.

Tak więc oglądamy opowieść o dwóch przyjaciołach, zaczynających dorosłe życie. Jeden ma stabilną, kochającą rodzinę, mimo, że wyraźnie nie spełnia jej oczekiwań. Drugi ma rodzinę kompletnie porozbijaną. Obaj zauroczeni są tą samą dziewczyną, która z jednym z nich się żeni, a z drugim jest w ciąży. No ale to dopiero początek całej historii, bo do owej trójcy dołącza jeszcze przyrodnia siostra jednego z chłopaków, która związuje się z drugim.

Fajnie jest to opowiadane, Całkiem fajnie filmowane i fajnie grane - no, z małymi wyjątkami. Trochę tu różnych ciekawych pomysłów, trochę nienachalnej symboliki, z tytułową karuzelą na czele. Problem z tym obrazem jest taki, że przez cały film czekamy na jakieś "bum!'. Na coś spektakularnego, na jakiś fabularny, czy - jeszcze bardziej - intelektualny zawijas, który sprawi, że zapamiętamy ten film na długo. I w pewnym momencie okazuje się, że żadnego zawijasa nie będzie, że cała ta mnogość różnych motywów właściwie do niczego wyrazistego nas nie doprowadzi, że najwyżej czeka nas smętne uczucie niespełnienia. Czyli właściwie tak, jak w realnym życiu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie