Bydgoska galeria zakręconych

Bydgoska galeria zakręconych

Grażyna Ostropolska

Express Bydgoski

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Bydgoska galeria zakręconych
Nadają miastu koloryt, są tematem towarzyskich plotek i smacznych anegdot. Ciekawią lub bulwersują. Można ich wielbić lub nienawidzić. Jedno jest pewne, bez nich byłoby szaro i nudno.
Bydgoska galeria zakręconych

Nadają miastu koloryt, są tematem towarzyskich plotek i smacznych anegdot. Ciekawią lub bulwersują. Można ich wielbić lub nienawidzić. Jedno jest pewne, bez nich byłoby szaro i nudno.

Bydgoszcz też ma swoją galerię ludzi zakręconych. Pamięć o barwnych, kontrowersyjnych postaciach przechodzi z pokolenia na pokolenie. Nic dziwnego. Robiły wszystko, by zwrócić na siebie uwagę.


Najstarsi bydgoszczanie mają jeszcze w pamięci kolorową


postać Joanny Witt-Jonscherowej


Mówiono o niej: artystka życia i muza artystów. Szokowała ekscentrycznym ubiorem i zachowaniem; od końca lat 40. ubiegłego wieku (zbliżała się wtedy do pięćdziesiątki) aż do śmierci (zmarła w 1980 r.). W swoim mieszkaniu przy ul. 24 Stycznia (dziś ul. 20 Stycznia) organizowała teatralne spektakle, charytatywne koncerty. Głośne były spotkania u Jonscherowej.


- Podawano na nich słone paluszki na srebrnych tacach i morze alkoholu. Na meblach rozłożone były gazety z artykułami o gospodyni - wspomina Zdzisław Pruss. Najznamienitszy bydgoski satyryk znał i odwiedzał artystkę. Zapamiętał też związane z nią anegdoty. Jedna z nich dotyczy zdarzenia w kawiarni „Cristal”. Pani Joanna zobaczyła przez szybę lokalu męża. Doktor Jonscher siedział w towarzystwie pewnej damy. Artystka weszła, dosiadła się do ich stolika, zamówiła dwa ciastka z kremem. Jednym rzuciła w męża, drugim w twarz jego towarzyszki i wyszła, oznajmiając kelnerowi: „Mąż płaci”. Innym razem zaprosiła do siebie pięć koleżanek. Zostawiła je na pół godziny pod pretekstem przygotowania posiłku w kuchni. Gdy wróciła, wyjęła z ukrycia magnetofon (wówczas: szpulowy) i odtworzyła, co o niej gadały. Zawstydzone panie, jedna po drugiej opuszczały jej dom.


Głośny był jej happening związany z corocznym myciem (na wiosnę) bydgoskiej Łuczniczki. Artystka szła z wiadrem wody i szczotką pod pomnik, a za nią sznur fotoreporterów, przyjaciół, gapiów. Charakterystycznie tkane dzianiny (po kostki), w których Jonscherowa gustowała oraz upięte kolorowymi broszami włosy tworzyły jej niepowtarzalny image. Lubiła zwracać na siebie uwagę. Dwa lata przed śmiercią zamarzył się jej nowy skandal. Dobiegająca osiemdziesiątki artystka zaproponowała mariaż młodszemu od niej o kilkadziesiąt lat bydgoskiemu poecie. Małżeństwo miało być białe i zyskać ogromny rozgłos. Poeta wyzwania nie podjął. Zrejterował.


W bydgoskiej galerii zakręconych powinien się też znaleźć


„hrabia Lech Lutogniewski”


Tablica z takim napisem i płaskorzeźbą, ukazującą twarz znanego reportera Lecha Lutogniewskiego, zawisła przed 9 laty na zabytkowej kamienicy Starego Rynku. To miał być primaaprilisowy żart. Pozwolenie na kilkudniową ekspozycję tablicy wydał Lutogniewskiemu miejski konserwator zabytków. Po dwóch latach w mieście zrobił się rumor, bo tablica nadal wisiała.


Wszędobylskiego reportera radiowego słuchały bydgoskie ekspedientki. Wystarczyło wejść do sklepu, by usłyszeć jego głos z charakterystycznym „r”. Biały hunday z napisem „Lech Lutogniewski - reporter” był pierwszy na miejscu ciekawych zdarzeń i wypadków. Dziennikarz miał zawsze przy sobie zestaw CB. Zwracał na siebie uwagę strojem. Raz był hrabią, wkładał wtedy frak, kapelusz i muszkę, innym razem - pustynnym podróżnikiem w korkowym kasku. Krótko przed śmiercią miał zwyczaj nakrywania głowy żydowską mycką, podkreślając swoją tożsamość.


Gdy zmarł (w październiku 2006 r.) nikt w to początkowo nie wierzył. Bydgoszczanie zapamiętali happening, który „Lutek” urządził kilkanaście lat wcześniej. 1 kwietnia (był wtedy Wielki Piątek) Lutogniewski przygotował primaaprilisowy żart. Urządził własny pogrzeb. Położył się w białej trumnie i na lawecie przejechał ze Starego Rynku pod swój dom (przy Karpackiej). Tam rozpalił ognisko i urządził postną stypę. Innym razem zakuty w dyby uczestniczył w ekspozycji średniowiecznych narzędzi tortur. Jedni go lubili, inni piętnowali za jego związki z nastolatkami. Faktem jest, że trudno go było nie znać lub nie zauważyć.


W latach 90. na kolorowe postaci wykreowali się


ks. Jan Kołecki i Arsen Lupin


Jan Kołecki chodził w sutannie i przedstawiał się jako ksiądz, choć nim nie był. Towarzyski i elokwentny. Zapraszano go na imprezy, traktowano z atencją. Do czasu, gdy wyobraźnia rzekomego duszpasterza sięgnęła granic absurdu. Ksiądz Kołecki zaczął się nagle podawać za znawcę złota i kamieni szlachetnych. Zaczął organizować kursy i szkolenia z tej dziedziny. Twierdził, że w samym centrum miasta, nieopodal hotelu „City” zbuduje rodzinny „Bank Złotnictwa”. Sprowokował dziennikarzy do pogrzebania w jego życiorysie i opublikowania prawdy. Wtedy zniknął.


vel hrabia Lech Lutogniewski w akcji">Inny bydgoski przebieraniec, Arsen Lupin, nadal działa. Ukochał miejscowe lokale taneczne. Niegdyś był bywalcem „Czarnego Kota” i wieczorków dla samotnych w klubie ZNP. Potem widywano go w „Bravo” i „Savoyu”. Z wielką pasją robił zdjęcia ich bywalcom. Kolekcja fotografii Arsena Lupina, z nim w roli głównej, jest ogromna. Zmusza do jej oglądania nawet tych, którzy tego nie chcą. Bywa nachalny i zdarza mu się za to oberwać. Pseudonim Arsen Lupin na zawsze do niego przylgnął, choć nie ubiera się już na wzór słynnego włamywacza. I on, wzorem Lutogniewskiego, umieścił na swoim aucie napis „reporter”. To jego kolejna autokreacja bez realnych podstaw.


Na gościnnych występach w Bydgoszczy bywali też Batman spod Torunia i


Anastazja P.


Sejmowa femme fatale przyjechała do Bydgoszczy na tygodniowy odpoczynek po burzy, wywołanej ukazaniem się jej skandalizującej autobiografii, obnażającej erotyczne ekscesy autorki ze znanymi politykami. Podawała się za francuską dziennikarkę polskiego pochodzenia i buszując po parlamencie zawracała posłom w głowie. W Bydgoszczy też paru zawróciła. Pewien biznesmen napisał dla niej wiersz, popularny dziennikarz obrzucał Anastazję różami, a znany detektyw pozwalał bawić się swoim... pistoletem.


Skandalistka miała w sobie to coś. Gdy na jej drodze stawał interesujący mężczyzna, oczy Anastazji piękniały. Pojawiały się w nich ogniki (Renata Beger nazywałaby je dosadniej), a głos kobiety robił się niezwykle seksowny. Mieliśmy okazję obserwować, a nawet opisywać reakcje znanych bydgoszczan płci męskiej na to zjawisko. Po kolejnej książce Anastazji P. (w jej bohaterze doszukiwano się premiera Pawlaka) o skandalistce ucichło. Tuż po tym, jak w świat poszła informacja (prawda lub insynuacja), że autorem pikantnych książek jest dziennikarz „Nie”, a Anastazja P. tylko je firmuje.


W naszym archiwum zachowało się zdjęcie skandalistki z Arsenem Lupinem. Zanotowaliśmy, że ogników w oczach Anastazji nie było.


Batman,


mimo że był spod Torunia, często przyjeżdżał do Bydgoszczy swoim czarnym, skrzydlatym „Batmobilem”. Sam ten pojazd stworzył. Mechanika była jego pasją. Widok pana Stanisława w stroju Batmana przy bajkowym aucie powodował komunikacyjne perturbacje. Uwielbiały go dzieci, każde chciało mieć z nim zdjęcie. Nic dziwnego, że Batman wyczuł w tym interes. Przeniósł się na jakiś czas do Mielna (wcześniej można go było spotkać na drodze wylotowej z Torunia) i pozował (za co łaska) do rodzinnych fotografii. Ostatnio zmienił styl. W skórzanym stroju easy ridera przesiadł się na upstrzony frędzlami motocykl. Też własnej produkcji.


Kto jeszcze zasługuje na miano zakręconego bydgoszczanina i wpis do naszej galerii? Liczymy na podpowiedź Czytelników.


Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Wideo