Andrzej Strejlau: W PRL władza nie mogła mną sterować, a...

Andrzej Strejlau: W PRL władza nie mogła mną sterować, a broniły mnie wyniki

Tomasz Biliński, Wojciech Szczęsny

Sportowy24

Aktualizacja:

Sportowy24

Andrzej Strejlau przeżywa kolejną młodość. Niedawno na rynku nakładem wydawnictwa SQN ukazała się jego książka "On, Strejlau", napisaną wspólnie z Jerzym Chromikiem. Były trener, a dziś ekspert telewizyjny opowiada nam nie tylko o książce, lecz także o reprezentacji Polski teraz i dawniej, relacjach z Jackiem Gmochem oraz korupcji.
Andrzej Strejlau był selekcjonerem reprezentacji Polski w latach 1989-1993. Wcześniej, w latach siedemdziesiątych, dwukrotnie był asystentem trenera.
1/11
przejdź do galerii

Andrzej Strejlau był selekcjonerem reprezentacji Polski w latach 1989-1993. Wcześniej, w latach siedemdziesiątych, dwukrotnie był asystentem trenera. Najpierw Kazimierza Górskiego, później Jacka Gmocha. ©Bartek Syta/Polska Press

Najstarszy bokserski mistrz świata Bernard Hopkins powiedział, że w sporcie są trenerzy, ale zaczyna brakować nauczycieli.
Hopkins zauważył, że świat się zmienia. To rozmowa o różnych epokach. Wychowałem się wśród pięściarzy, tuż po wojnie mój ojciec był drugim trenerem reprezentacji Polski w boksie. Nie da się porównać tamtych czasów z obecnymi. Na podwórku graliśmy w piłkę, a dziś podwórek już nie ma.
Na moim mieszkał też Feliks Stamm, który był intuicjonistą. Nie był człowiekiem wykształconym, tylko po kursach trenerskich, ale miał potrafił w każdym dostrzec coś innego. Od odchodzenia od nauczycieli nie uciekniemy. Choć część technologów możemy podciągnąć pod pedagogów.

Czytając książkę Pana i Jerzego Chromika, wywiad-rzekę, „On, Strejlau”, można stwierdzić, że w trakcie kariery był Pan nie tylko trenerem, lecz także nauczycielem.
Opowiadam się za pedagogiką. Trener musi wiedzieć, kiedy trzeba pochwalić i kiedy zganić, do tego w jakiej formie i jakim tonem. Uczelnie powinny kształtować w tym kierunku, szczególnie Akademia Wychowania Fizycznego. Poza tym - a jestem bezpartyjny całe życie - podoba mi się to, co robi minister sportu Witold Bańka. Wszystko jest fajnie pomyślane, tworzone są programy. Nie chciałbym, żeby odchodził z tej funkcji, a tak się stanie, jeśli zostanie szefem WADA. Byłaby szkoda, zwłaszcza, że nie wiadomo, kto będzie jego następcą, bo u nas ministrem zostaje się przypadkowo.

Nauczycielem był niedawno zmarły Andrzej Gmitruk?
Należał do nich. Jego śmierć to olbrzymia strata i dramat. Ksiądz Jan Twardowski miał rację pisząc, żebyśmy kochali ludzi, bo szybko odchodzą. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie na nas pora. Dzisiejsi trenerzy to znawcy tematu i technolodzy.

"On, Strejlau" to wywiad-rzeka Jerzego Chromika z Andrzejem Strejlauem. Wydawcą książki, mającej 352 strony, jest Sine Qua Non. Cena okładkowa to 39,99 zł. Aneta Zurek / Polska Press


Piłka też się pod tym względem zmienia.
Dziś trenerzy mają gorzej. Dlatego nie zgadzam się z atakiem na Jerzego Brzęczka, wspaniałego człowieka i świetnego piłkarza. Mogę się pomylić o jedną jednostkę, ale jako selekcjoner prowadził siedem albo osiem treningów z kadrą w ciągu trzech miesięcy. Kibice i dziennikarze oczekują dobrej gry? Przecież drużyna jest jeszcze nieprzygotowana pod względem taktycznym do wizji, jaką ma trener. Jurek nie ma czasu. Ma trzy dni treningowe do pierwszego meczu. To mało.

Za Pana czasów chyba nie było lepiej.
W maju 1993 r. na mecz Polska - Anglia przyjechał na nasze zaproszenie Arrigo Sacchi. Zjedliśmy u mnie śniadanie, później Carlo Ancelotti razem z Leszkiem Ćmikiewiczem skakali przez płot, bo ktoś zapomniał klucza od bramy przy ulicy Ceglanej, żeby przeprowadzić rozruch. Spotkanie skończyło się remisem 1:1, ale mówię o tym, bo zawodników miałem 48 godziny przed spotkaniem. Sacchi był zdumiony, bo ludzi z kierownictwa było więcej niż piłkarzy.

Z czego to wynikało?
Kluby nie miały wtedy obowiązku zwalniania na mecze drużyn narodowych. Rok wcześniej graliśmy z ówczesnym mistrzem Europy, Holandią. Wtedy grali w niej doskonali Rijkaard, Van Basten czy Koeman. Do przerwy prowadziliśmy 2:0, skończyło się 2:2, bo w drugiej połowie zespół był już skonany. Czy ja ich przygotowałem? Nie, zrobili to szkoleniowcy w klubach. Dziennikarze pisali, że znakomici. A teraz kto przygotowuje Brzęczkowi piłkarzy? Też trenerzy zagraniczni, którzy mają świetne warunki, a jakoś o tym nie czytam. Trener ma pomóc rozwinąć talent, ale to piłkarze muszą go dać razem z systematyczną pracą.

Potrzebne jest też szczęście, którego czasem Panu brakowało w kadrze czy klubie.
Suma szczęścia zawsze równa się zero. To jest w mojej i Jurka Chromika książce. Inna sprawa, że praca selekcjonera i trenera to dwie różne rzeczy. Praca w klubie jest jak małżeństwo. Wymaga kompromisu, jest pełna radości i smutku. Natomiast reprezentacja jest narzeczeństwem. Jest randka, bo piłkarze przyjeżdżają na zgrupowanie, potem buźka, kwiaty, kino czy teatr, taksówka, pocałunek i do domu.

"On, Strejlau" to wywiad-rzeka Jerzego Chromika z Andrzejem Strejlauem. Wydawcą książki, mającej 352 strony, jest Sine Qua Non. Cena okładkowa to 39,99 zł. materiał prasowe/SQN


Adam Nawałka zostając trenerem Lecha, nie wykorzystał szczęścia?
To pytanie do niego, nie do mnie. Piłka nożna to wynik i poziom gry. Adam jest doświadczonym trenerem. Przeszedł wszystkie szczeble. Wchodzi w trudny moment, ale o tym napiszę na Twitterze.

W książce wspomina Pan, że za późno został trenerem kadry. Żałuje Pan, że nie został nim po odejściu Kazimierza Górskiego?
Rok wcześniej przejąłem Legię Warszawa po znakomitym trenerze Jaroslavie Vejvodzie. Rywalizacja w mediach o posadę selekcjonera była duża. Oczywiście argumentem za mną było to, że połowa drużyny była moją młodzieżówką, którą prowadziłem wcześniej, i która była jedną z najsilniejszych drużyn w Europie. Dlatego 1976 rok byłby momentem najbardziej korzystnym. Ale nie ja decydowałem i nie mam do nikogo pretensji. Pamiętajmy, że byłem osobą bezpartyjną, nie można było mną sterować, a ratowały mnie wyniki młodzieżówki. W piłce nigdy nie wiadomo, jak się los potoczy. Dlatego wracając do pytania, gdybym dostał propozycję i jej nie przyjął, wtedy mógłbym żałować własnej decyzji. A tak nie miałem na to wpływu. Poszedłem do Legii, w której odbyliśmy rzetelną rozmowę z Vejvodą, powiedział mi, kogo powinienem się pozbyć z drużyną, ale nie mogłem tego zrobić, bo to nie byłoby w moim stylu. Później okazało się, że miał rację. Inna sprawa, że cały czas byłem jakby wypożyczony z reprezentacji, bo w kontrakcie był zapis, że wracam do kadry na każde wezwanie Górskiego. W 1978 roku przed MŚ w Argentynie skorzystał z tego Jacek Gmoch. Nie mogłem odmówić, bo drużyna narodowa jest najważniejsza.

Dziś Pana relacje z Gmochem są raczej chłodne.
Nie są ani negatywne, ani pozytywne. Jacek kilka lat temu opowiadał bzdury, że to on odpowiadał za sukcesy kadry Górskiego. Tyle że to on uczył się przy mnie na kursie trenerskim, którego byłem wykładowcą. Kiedy zatrzymała mnie partia i nie mogłem wyjechać z Polski, by prowadzić PAS Janina, to poleciłem Jacka. Rozdział na ten temat w książce to odpowiedź na kilka jego wersji okresu sukcesów w polskiej piłce w artykułach i książkach. Dziwnych, bo przecież Jacek jest wykształconym człowiekiem, powyżej średniej inteligencji piłkarskiej.

A co wspólnego mają mecze ekstraklasy z fabułą „Przeminęło z wiatrem”, bo takiego porównania użył Pan w książce?
W dawnych czasach, gdy przy ulicy Mysiej szalała cenzura, dziennikarze w inteligentny sposób starali się przekazać, że niektóre mecze są reżyserowane. Czy tego chcemy czy nie, piłka i tak się nie obroni przed korupcją. W jakimś sensie musiałem za nią wziąć odpowiedzialność. Zostałem szefem sędziów, co było dla mnie satysfakcją. Środowisko uznało, że mogę to zrobić, bo nigdy nie brałem udziału w matactwach. Dzięki pracy dwóch prokuratorów udało nam się zastopować ten proceder.

"On, Strejlau" to wywiad-rzeka Jerzego Chromika z Andrzejem Strejlauem. Wydawcą książki, mającej 352 strony, jest Sine Qua Non. Cena okładkowa to 39,99 zł. Aneta Zurek / Polska Press


Miał Pan nosa do przekrętów. Dziś jak Pan obserwuje różne rozgrywki, to też je dostrzega?
Na razie jest w porządku, ewentualnie są to incydenty. Janusz Zaorski z Janem Purzyckim zrobili znakomity film, „Piłkarski poker”, przy którym byłem konsultantem. Druga cześć jest opracowana, ale nie wiem czy dojdzie do nakręcenia. Choć powinno, bo na tym filmie nie da się stracić. Mamy aferę korupcyjną w MKOl, w FIFA, mamy aferę i w UEFA. W Polsce korupcję zahamowaliśmy, ale ona wróci. We Włoszech była w 1982 r. i po ponad dwóch dekadach znów się zdarzyła.

Nie da się tego uniknąć?
To nieodzowny czynnik ludzkiego postępowania i żądzy pieniądza. Zbyt duża jest pokusa zarobienia na tym, że ktoś nie umie grać w piłkę i robi to celowo. Tylko ludzie o wyjątkowych cechach są w stanie się temu przeciwstawić. Gdy Michał Listkiewicz był prezesem PZPN, a Sepp Blatter sekretarzem generalnym FIFA, zaproponowałem, żeby zrobić dwóch sędziów głównych ustawionych diagonalnie, którzy z sędzią asystentem tworzyliby trójkąt. Widzieliby wtedy więcej, poza tym byłoby więcej osób do przekupienia. Byłoby to zatem działanie antykorupcyjne, ale nikt nie był tym zainteresowany. Dziś w naszej lidze więcej widzę pomyłek ludzkich, niezamierzonych, tak myślę. Ale prędzej czy później coraz większe pieniądze mogą sprawić, że korupcja wróci. Nie wykluczam jednak, że to błędna hipoteza.

Odnalazły się Pan w dzisiejszej piłce nożnej, gdyby dostał propozycję?
My, starsi trenerzy, byli selekcjonerzy, powinniśmy spełniać rolę mentorów. To zresztą mówiliśmy kolejnym selekcjonerom. Jesteśmy do ich dyspozycji, mają nasze telefony. Opinia publiczna nie musi wiedzieć o czym rozmawiamy.

Ktoś dzwonił?
Nie. Zresztą nawet jeśli, to nie chciałbym, żeby o tym wszyscy wiedzieli, bo później byłyby pytania, co doradziłem. Selekcjoner ma wiedzieć, jak ja to widzę z boku, ale ostatecznie to on podejmuje decyzje. Choć ostatnio mi się wyrwało po jednym meczu, niepotrzebnie, i będę dzwonił w tej sprawie do Jurka Brzęczka. Mimo że nasza liga nie jest odzwierciedleniem formy zawodnika, to widzę w niej gracza z wizją gry, znaczącego i fenomenalnie wyszkolonego, potrafiącego zagrać bez przyjęcia piłki i na dwa kontakty. To Michał Janota z Arki Gdynia. Co nie zmienia faktu, że przesadziłem, sugerując go. Komentator ma wskazać jedynie problemy, jak przy okazji meczu Luksemburg - Senegal, 0:0, przed mistrzostwami świata. Powiedziałem, że Adam Nawałka i jego sztab oraz zawodnicy oglądając to spotkanie mają prawie receptę jak należy rozegrać mecz na mundialu. Temu ma służyć komentarz, a nie na sileniu się na złośliwości.

Dokąd teraz Pan pędzi?
Jestem umówiony z docentem Jerzym Talagą, który swego czasu mną pokierował. Później mam umówione spotkania, ale nie wiem czy zdążę. W piątek jestem we Wrocławiu na meczu Śląska z Lechią Gdańsk. Tadzio Pawłowski to przecież też mój piłkarz. Zobaczymy czy zespół Piotra Stokowca gra tak dobrze, jak piszą, czy skutecznie, bo trener dobrał dobrą metodę pracy. Także lecę, dzięki, cześć kochani.

Andrzej Strejlau był selekcjonerem reprezentacji Polski w latach 1989-1993. Wcześniej, w latach siedemdziesiątych, dwukrotnie był asystentem trenera. Najpierw Kazimierza Górskiego, później Jacka Gmocha. Bartek Syta/Polska Press


Skoki narciarskie: Quiz dla prawdziwych kibiców

Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze (8)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Krytyka

muzyk (gość)

Zgłoś naruszenie treści

A kogo to obchodzi czy ty się zgadzasz czy nie na krytykę Brzęczka!
A swoją drogą to ja przez ciebie nie mogę oglądać meczy jak ty komentujesz .
Przecież ty już dawno powinieneś być na...rozwiń całość

A kogo to obchodzi czy ty się zgadzasz czy nie na krytykę Brzęczka!
A swoją drogą to ja przez ciebie nie mogę oglądać meczy jak ty komentujesz .
Przecież ty już dawno powinieneś być na EMERYTURZE!!!!!zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Pomylił coś.

kibic (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Krytyka to jeszcze nie atak a chwalić siebie nie wypada.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Dziekuję, Panie Trenerze!

Kibic z W-wy (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 8 / 2

Panie Trenerze, bardzo dziękuję za Pana wieloletnia pracę i jako asystentana mistrzostwach świata 1974 w Niemczech i 1978 w Argentynie, i jako trenera Legii oraz reprezentacji. Zespoły kierowane...rozwiń całość

Panie Trenerze, bardzo dziękuję za Pana wieloletnia pracę i jako asystentana mistrzostwach świata 1974 w Niemczech i 1978 w Argentynie, i jako trenera Legii oraz reprezentacji. Zespoły kierowane przez Pana przynosiły wielką radość kibicom. Powodzenia w pasji, jaką dla Pana jest piłka nożna :-)zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Szanuję...

Kibic z Białego. (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 6 / 2

Za to co robił i jakim człowiekiem jest teraz - 100 lat życzę.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Trenery

lucyper (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 8

Dla gawiedzi w szczaniu na odległość


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Taka prawda.

Dej se pan spoko. (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

Lamusy plus Franio. !

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Ty śmieciu jesteś lepszy!

Jarun (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 4 / 3

Byłeś, jesteś i zostaniesz tylko internetowym debilem !


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
tak? a ruchasz się?

co? (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

no?

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej
Tędy lepiej nie chodzić po zmroku w Bydgoszczy [zdjęcia]

Tędy lepiej nie chodzić po zmroku w Bydgoszczy [zdjęcia]

Moc prezentów w prenumeracie porannej Expressu!

Moc prezentów w prenumeracie porannej Expressu!

Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej

Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej

Śluby znanych osób w Bydgoszczy i regionie. Pamiętacie? [zdjęcia]

Śluby znanych osób w Bydgoszczy i regionie. Pamiętacie? [zdjęcia]