A latem robi się letnio

A latem robi się letnio

Mariusz Załuski

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Kultura podobno dzieli się na niską i wysoką. Podobno. Zawsze w czasie wakacji mam poczucie, że dzieli się przede wszystkim na letnią i nieletnią.
A latem robi się letnio
Czyli kulturę wakacji i reszty roku. Bo nie da się ukryć, że w lipcu i sierpniu możemy się poczuć jak na innej planecie. I ugotować się, nie z upału, ale z nudów. Choć, przyznać trzeba szczerze, w temacie kultury letniej coś tam drgnęło.

A ta wakacyjna kultura to przede wszystkim sztuka pleneru. Rozrywka wszelaka przenosi się tam z telewizora (w wersji bardzo masowej) i z mrocznych instytucji (w wersji wyższej). No i zaczyna się wielkie imprezowanie, czy - jak to dzisiaj mawiają misie od imprez - wielkie eventowanie. W Polskę ruszają gwiazdy, gwiazdki, celebryci i kandydaci na celebrytów, zależnie od rangi przedsięwzięcia i wielkości ośrodka. Ruszają też spece od sztuk bardziej niszowych, bo wakacje to masa festiwali, przeglądów, też zresztą wymyślonych mniej lub bardziej w wersji light.

I to myślenie mnie zawsze zadziwiało. To przekonanie, że w lecie, kiedy masa ludzi ma wreszcie czas, bo urlopuje, musi być light. Bo jako, że się relaksujemy, to można nam bez żenady wciskać towar klasy C ze składziku wybrakowanych niedoróbek. Kina? Czarna rozpacz, a raczej różowo-czerwona, bo prawie wszystkie premiery to albo wesołkowate komedyjki, albo bajdy dla dzieciarni, albo horrory. Jakby powyżej 25 stopni wszyscy głupieli. Telewizja? Powtórka za powtórką, no i kabarety, kabarety... Ktoś lata temu uznał, że w lecie nie ma sensu pokazywać niczego sensownego. Dlaczego? Dlatego.

A tak zwane instytucje kultury? Tu przez lata przypominał mi się pobyt w Rosji w okresie kapitalizmu wczesnego. Otóż próbowałem zjeść tam obiad w restauracji w środku dnia, ale wszędzie była „przerwa obiadowa dla personelu”. No bo wiadomo, knajpy były dla personelu, a nie dla gości. Goście przecież zawsze przeszkadzają, a czasami się awanturują. I tu jednak w ostatnich latach sporo się zmieniło, bo choć ciągle mamy instytucje, które zamykają się na głucho, to wiele zaskakuje całkiem sporymi talentami w łapaniu klienta, wabionego przyzwoitą ofertą.

A co do świata celebrytów... Zwykle też nam wakacyjnieje, czyli zmienia się w paradę popisów z plaż, basenów i jachtów. Tym razem połowa lipca upłynie nam pod znakiem pana Dariusza, męża pani Edyty. Jego akurat czekają długie wakacje od normalnego życia.

Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Wideo